Filmy o buddyzmie w kinach – co warto zobaczyć

W szalonym kołowrotku zdarzeń, emocji i newsów warto zatrzymać się na chwilę i zanurzyć w świecie, w którym czas płynie inaczej. Gdzie słowa próbują na powrót wypełnić się sensem, a obrazy nie są jedynie rolką z turystycznymi widokami.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu "Shambhala", Nepal 2024 r. // Materiały prasowe Shooney Films
Kadr z filmu "Shambhala", Nepal 2024 r. // Materiały prasowe Shooney Films

Na ekrany kin wchodzą za chwilę dwa filmy związane z buddyzmem tybetańskim: dokument „Dalajlama. Przez mądrość do szczęścia” i fabularna „Shambhala”. Oba na różne sposoby zapraszają do filmowej medytacji

Pierwszy z nich to właściwie bogato ilustrowany wykład czy warsztat przeprowadzony przez duchowego przywódcę Tybetańczyków. I zarazem przez najsłynniejszego dziś na świecie uchodźcę, od 1959 r., w następstwie chińskiej okupacji, przebywającego na wygnaniu w indyjskiej Dharamsali. Tenzin Gjaco, czyli XIV wcielenie dalajlamy, w tym roku skończy dziewięćdziesiąt lat i wydaje się w dobrej formie. 

Kamera go lubi i chyba z wzajemnością, chociaż mistrz brzmi chwilami niczym coach czy specjalista od mindfulness. Kiedy mówi o spokoju umysłu, o przyglądaniu się swoim emocjom czy ukochaniu siebie, uświadamiamy sobie, jak wiele współczesna pop-psychologia zaczerpnęła z buddyjskich nauk – i jak bardzo je strywializowała. Dlatego potrzeba wyjątkowej charyzmy, żeby bez uciekania się do uwodzicielskich socjotechnik przez półtorej godziny skupić uwagę widza mówieniem rzeczy najprostszych. 

Oczywiście, dokument Barbary Miller i Philipa Delaquisa, współprodukowany przez znanego aktora Richarda Gere’a (prywatnie buddystę i aktywistę na rzecz suwerennego Tybetu), nie ucieka od filmowych atrakcji. Opowieść jest w znacznym stopniu biograficzna, stąd nie mogło zabraknąć archiwaliów z długiego życia Dalajlamy (swoją drogą, postaci wyjątkowo dobrze udokumentowanej) czy dronowych rajdów nad Himalajami.

Z filmowego punktu widzenia to robota bardzo konwencjonalna, ale twórcom i samemu bohaterowi chodzi o dotarcie do szerokiego grona ze swym przekazem. Chwilami zbyt generycznie wyrażonym i nazbyt wyważonym jak na nasze gorące, rozpolitykowane czasy. Ileż można odmieniać przez wszystkie przypadki słowa „pokój”, „współczucie” czy „ludzka wspólnota”, które w różnych kontekstach i miejscach mogą przecież znaczyć zupełnie coś innego? 

Cisną się tutaj pytania o Ukrainę, Gazę czy o Rohingów prześladowanych przez birmańskich buddystów. Niemal z każdym wypowiedzianym przez Dalajlamę zdaniem dałoby się polemizować. Płynie jednak z tego wykładu oczyszczająca siła, w dodatku z elementami praktyki oddechowej. Mając świadomość, w jak wielu sprawach niewiele dziś od nas zależy, jedni zobaczą tu jedynie piękną utopię, inni – mimo wszystko – nadzieję na zmianę.

W którymś momencie mistrz odwołuje się do pierwiastka kobiecego w buddyjskiej tradycji. Ktoś powie, że Dalajlama chce być dzisiaj modny, podobnie jak w przypadku ekologii, lecz idzie za tym także wątek osobisty – serdeczna pamięć o własnej matce. I chociaż obce mu jest zapewne pojęcie gender, potrafi dostrzec, iż wiele destrukcyjnych emocji wypływa z „męskiego” urządzenia tego świata.

W ten sposób przechodzimy do drugiej sali kinowej, gdzie odbywa się seans na pozór całkiem innego filmu. Nosi tytuł „Shambhala” i wiele z usłyszanych wcześniej nauk przekłada się na opowieść o kobiecie osadzoną we współczesnym Nepalu. Bardzo przy tym archaicznym i „analogowym”, bo to raczej rozgrywająca się poza czasem przypowieść, kontemplacyjnie spowolniona i pozwalająca się rozgościć w surowym pięknie himalajskiej wioski.

Twórca filmu, Min Bahadur Bham, zrazu intryguje obyczajową egzotyką. Oto Pema wychodzi za Tashiego, poślubiając tak naprawdę, w zgodzie z tamtejszym obyczajem, trzech braci naraz. Tyle że jeden z nich jest jeszcze dzieckiem, a drugi buddyjskim mnichem wiernym swojemu Rinpocze. Dziewczynie i „właściwemu” mężowi udaje się stworzyć szczęśliwy związek, który wkrótce zostaje wystawiony na ciężką próbę. Kiedy Tashi musi odbyć daleką podróż do tybetańskiej Lhasy, rozchodzą się plotki, że Pema jest w ciąży z innym mężczyzną, a konkretnie z miejscowym nauczycielem. 

Bohaterka wyrusza więc w drogę, by odnaleźć ukochanego i przekonać go o swojej wierności. Jednakże coś, co w innych warunkach wydawać by się mogło kobiecą martyrologią, w „Shambhali” staje się innego rodzaju drogą, zmierzającą do wewnętrznego przebudzenia czy, mówiąc pop-psychologicznym językiem, do odnalezienia samej siebie. Tytuł filmu w buddyzmie tybetańskim oznacza bowiem wyobrażoną krainę duchowego oświecenia.

Przez dwie i pół godziny wędrujemy przez miejsca, które nie wymagają specjalnych filmowych uszlachetnień, bo i tak powalają swoim majestatem. Przypominają się w tym momencie słowa Dalajlamy o naszym organicznym związku z naturą, lecz film Bhama może sobie pozwolić na oszczędność w języku. Ze spokojem przygląda się Himalajom i codzienności nepalskiej wioski, a w swoich etnograficznych rekonstrukcjach nie ucieka się do nadmiernej folkloryzacji. Mimo to filmowany świat zdaje się pokryty jakąś szlachetną patyną, a każda drobna czynność, jak przyrządzanie posiłku przez Pemę czy farbowanie wełny na mężowski sweter, ma w sobie coś z rytuału.

Wiele też w „Shambhali” ciszy i czystych dźwięków: gry na instrumencie zwanym tungną, drżących na wietrze dzwonków, łopoczących flag modlitewnych czy szemrzących górskich strumieni. Albo miarowych uderzeń młotka, gdy Tashi, zanim ruszy w podróż, wykuwa w kamieniach imiona swoich bliskich. Doprawdy, trudno uniknąć rozpoetyzowanego języka pisząc o tym filmie, choć najwyraźniej i w tym celu został nakręcony – na przekór naszym cyniczno-ironicznym grymasom.

Z „zachodniej” perspektywy to po prostu film o wyzwalającej przemianie. Podróż Pemy przez Himalaje, ryzykowna i w dużej mierze samotna, jest wyjściem ze świata rządzonego przez toksycznie pojmowany honor i hańbę ku światu opartemu na zaufaniu i trosce. Ale do pewnego momentu, jako że finał opromieniony (dosłownie) buddyjskimi naukami zabiera nas znacznie dalej. Tak jak ten film przenosi nas do miejsc, być może już tylko wyobrażonych, gdzie „szambala” ciągle znaczy więcej aniżeli wczasy z detoksem.

materiały prasowe Aurora Films

„DALAJLAMA. PRZEZ MĄDROŚĆ DO SZCZĘŚCIA” („Wisdom of Happiness”) – reż. Barbara Miller, Philip Delaquis. Prod. Szwajcaria/USA 2024. Dystryb. Aurora Films. W kinach od 23 maja.

„SHAMBHALA” – reż. Min Bahadur Bham. Prod. Nepal/Francja/Norwegia/Hongkong/Turcja/Tajwan/USA/Katar 2024. Dystryb. Awareness Distribution. W kinach od 30 maja. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kraina oświecenia