30 lat „Evangelium vitae”. Encyklika, która straszy

25 marca mija 30 lat od ogłoszenia „Evangelium vitae” – głośnej encykliki Jana Pawła II, potępiającej aborcję. Jak tę encyklikę czyta się dziś – po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskej, który zniszczył aborcyjny kompromis, oraz po śmierci ciężarnej Izabeli w szpitalu w Pszczynie i innych podobnych przypadkach?
Czyta się kilka minut
Papież Jan Paweł II podpisuje encyklikę „Evangelium vitae”. Watykan, 30 marca 1995 r. // Fot. Arturo Mari / AP / East News
Papież Jan Paweł II podpisuje encyklikę „Evangelium vitae”. Watykan, 30 marca 1995 r. // Fot. Arturo Mari / AP / East News

Wieloletni współpracownik Jana Pawła II opowiadał, że rzadko widywał go zirytowanym. W tamtej sytuacji jednak zniecierpliwienie było wyraźne. Kiedyś rozmawiał z papieżem o powikłanej historii życiowej w związku z trudną ciążą ich wspólnej znajomej. Rozmowę podsumował stwierdzeniem: „To sytuacja bez wyjścia”. Wówczas papież z naciskiem odpowiedział: „Nie ma sytuacji bez wyjścia!”. 

Zdaniem papieża konflikt wartości jest niemożliwy

Warto tę wypowiedź mieć na uwadze, gdy próbujemy analizować rygorystyczne podejście Jana Pawła II do aborcji i innych kwestii moralnych w „Evangelium vitae”. Wojtyła odrzucał istnienie rzeczywistych dylematów moralnych, czyli sytuacji, w których każde z podjętych działań będzie moralnie złe. Odrzucał nie dlatego, że takie sytuacje się nie zdarzają, tylko dlatego, że według niego nie mogą się zdarzyć. 

Dokonanie złego czynu byłoby śmiercią duszy, gorszą nawet od śmierci ciała, dlatego gdybyśmy byli do tego zmuszani w efekcie rzeczywistych dylematów moralnych, popełnialibyśmy za życia duchowe samobójstwo. A przecież Bóg nie mógł stworzyć tak złośliwego świata. To stara doktryna etyczna Kościoła, z dużą determinacją przypominana i wzmacniana za pontyfikatu Jana Pawła II. 

Co jest, a czego nie ma w encyklice?

Dlatego „Evangelium vitae”, która w zamiarze miała być „dobrą nowiną o życiu”, formułuje przede wszystkim przekaz negatywny w postaci bezwzględnych norm, od których nie ma wyjątków, zabraniających aborcji i eutanazji, jako zabójstwa niewinnej osoby, a czyni to, sięgając po język uroczystego definiowania dogmatów (co wzbudziło konsternację teologów, nie miejsce jednak, by to rozwijać). 

Encyklika wiele też mówi o obowiązku stanowienia prawa, które karałoby wszystkie osoby przyczyniające się do aborcji – łącznie z matką (choć papież uwzględnia możliwość braku jej winy). Kompromis jest uzasadniony jedynie w sytuacji, kiedy nie jest możliwe uchwalenie prawa bardziej restrykcyjnego.

Natomiast nie ma w tym dokumencie rozważania dramatycznych przypadków – np. ciąży zagrażającej życiu matki czy ciąży z gwałtu. Ani odnoszenia się do rozwiązań wypracowanych przez współczesnych etyków. Najwyraźniej papież nie chciał dyskutować o zaskakujących konsekwencjach swojego nauczania.

Przede wszystkim jednak zignorowana została perspektywa kobiet, choć prawo aborcyjne jest jedynym, które w tak dużym stopniu „wchodzi” w ludzkie (kobiece) ciało. O kobietach mówi się bez nich – papież odwołuje się tylko do opinii biskupów, bo świeckich podejrzewa o coraz większy relatywizm. Choć kilkukrotnie Jan Paweł II wspomina o trudnych sytuacjach, jakie ciąża może powodować w życiu kobiet, nie ma to jednak wpływu na główne rozstrzygnięcia. 

Do czego prowadzi „Evangelium vitae”?

Zastanówmy się nad wspomnianymi, zaskakującymi konsekwencjami encykliki. Jak postąpi lekarz, który będzie chciał wiernie kierować się wymogami stawianymi przez encyklikę w sytuacjach, o których ona milczy, np. w przypadku ciąży zagrażającej życiu?

Musi czekać. Nie wolno mu dokonać aborcji likwidującej zagrożenie, bo zakaz uśmiercania życia niewinnego płodu jest bezwzględny. Można by dodać, powołując się na tradycyjną doktrynę (choć akurat papież tego w encyklice nie robi), że zaniechanie dobra, czyli ratowania, obciąża mniejszą winą moralną niż czynienie zła. Jan Paweł II uprzedza natomiast, że lekarz nie może powołać się w tym przypadku na zasadę dopuszczalnej obrony przed napastnikiem, bo przecież niewinny płód nie jest agresorem. (Pytanie, czy to coś zmienia, skoro zagraża życiu tak samo, jak agresor. Akurat osobę zagrożoną mało interesuje, kto jej zagraża).

Zatem lekarz czeka. Czeka do momentu, aż życie kobiety będzie bezpośrednio zagrożone. Wtedy zaczyna ją ratować, usuwając płód i powołując się na zasadę podwójnego skutku: śmierć płodu jest niechcianym, złym skutkiem dobrego czynu ratowania życia kobiety. Tradycja uświęca tę zasadę, choć jak się dokładniej przyjrzymy, nadal ratunek przychodzi kosztem życia płodu, a przy tym znacznie się zwiększa ryzyko śmierci kobiety. To ostatecznie pokazuje klęskę naginania rzeczywistości do doktryny.

Jeszcze bardziej bezwzględny będzie lekarz idący za wskazaniami „Evangelium vitae” w przypadku ciąży z gwałtu. Tu po prostu odmówi aborcji, bo nowe życie ludzkie jest wartością niewymierną, nawet w porównaniu z najbardziej traumatycznym doświadczeniem.

To nie etyka jest winna

Nie chciałbym stwarzać wrażenia, że zawodzi tu etyka. Zawodzi utopijne założenie, że nie może dojść do konfliktu wartości. W rzeczywistości dochodzi do niego, a etycy mają propozycje rozwiązań, może dalekie od doskonałości, ale warte uwagi. Na przykład skoro kobieta ma prawo bronić się przed gwałtem, nawet uśmiercając napastnika, można ciążę będącą skutkiem gwałtu potraktować jako kolejną (gdy się wczuć w doświadczenie kobiety – także straszną) jego fazę. 

Dlaczego kobieta ma tu być bezbronna? Wina za śmierć płodu spadałaby na sprawcę gwałtu. Papież na takie rozwiązania był jednak programowo głuchy. Przeciwnie, dokonał próby dogmatyzacji skrajnych zasad. Dlatego cień jego nauczania wciąż może padać na oddziały położnicze.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”