„Eseje zebrane” Adrienne Rich: mapa kobiecych uwikłań

Nieustannie się przedstawia: jestem intelektualistką, matką trzech synów, Żydówką, lesbijką. Kuleję i mam tiki. Oraz przywilej pisania.
Czyta się kilka minut
Adrienne Rich w bibliotece Uniwersytetu Yale. 28 lutego 1966 r. // Fot. Bettmann / Getty Images
Adrienne Rich w bibliotece Uniwersytetu Yale. 28 lutego 1966 r. // Fot. Bettmann / Getty Images

Opublikowała ponad trzydzieści książek poetyckich, eseistycznych i prozatorskich, stając się jedną z centralnych postaci ruchu feministycznego. Jej teksty dawno temu weszły do kanonu – dorobiła się za ich sprawą opinii autorki „radykalnej”. Teraz – dzięki esejom w przekładzie Kai Gucio – zyskujemy dostęp do szerszego spektrum twórczości Adrienne Rich, a także jej zainteresowań, poszukiwań, zmagań i wzruszeń.

Mapa kobiecych uwikłań

„Chcę dziś porozmawiać o przywilejach, tokenizmie i władzy. Wszystko, co mogę wam na ten temat powiedzieć, zostało z trudem wywalczone, a usłyszycie to z ust kobiety uprzywilejowanej ze względu na przynależność klasową i kolor skóry, z ust ulubionej córki ojca, wykształconej w college’u Radcliffe, który wówczas nazywano przybudówką Harvardu. Pierwsze czterdzieści lat przeżyłam w ciągłym napięciu między światem, który nauczyli mnie widzieć Ojcowie i za którego widzenie mnie nagradzali, a przebłyskami zrozumienia, jakie widywałam okiem outsiderki” – mówi Rich do absolwentek Smith College w roku 1979.

Ta wypowiedź jest nie tylko osobistym wyznaniem, ale też dobrym przykładem jej metody. Rich nieustannie podkreśla znaczenie koloru skóry, wielokrotnie porusza temat więziennictwa, przemocy wobec czarnoskórych, kolonializmu. Już w latach 70. rozprawia się z liberalnym sloganem obiecującym, że „możesz być, kim tylko chcesz”, i przypomina o znaczeniu pochodzenia, statusu społecznego oraz nierównym dostępie do edukacji. Zawsze zaczyna przy tym od siebie.

Rewizja – to metoda jej pracy. Rich nie tylko analizuje historię przemocy i poddaje krytyce twórczość swoich mistrzów. Często powraca do swoich wierszy sprzed lat i na czynniki pierwsze rozkłada motywy, które nią kierowały podczas pisania – przede wszystkim poszukiwanie pozbawionego emocji (czytaj: męskiego) języka, poruszanie uniwersalnych (czytaj: męskich) tematów, a także próby odseparowania się, odcięcia od bohaterek.

Cytuje przy tym samą siebie i wskazuje na miejsca, w których chciała się podobać mężczyznom. Przyznaje, że zależało jej na opinii ojca, profesorów, starszych poetów. Rysuje mapę kobiecych uwikłań, a siebie stawia w jej centrum: była zdolną córką, ale już jako dziecko nabawiła się przez to tików nerwowych. Dlaczego wyobrażona postać kobiety tak często stanowi obiekt zainteresowań męskich autorów, a piszące kobiety nie stworzyły opakowanej w stereotypy figury mężczyzny? Dlaczego kobiety nie piszą dla innych kobiet?

Rola istoty płci żeńskiej

„Moje dzieci przysparzają mi największego cierpienia” – zapisze w dzienniku. Doświadczenie macierzyństwa jest jednym z tematów, które porusza w swoich tekstach, ale z pewnością nie zgodziłaby się na określenie go „najważniejszym”. Nie tylko analizuje pozycję matek i proces „wydawania dzieci na świat”. Opisuje też własne doświadczenia i chyba ta część jej rozważań (a może wyznań) ma do dziś największą moc.

„Gniew i czułość” to esej, w którym opisuje macierzyństwo poprzez uczucia inne niż miłość, czułość czy troska: „być może jestem potworem – antykobietą – istotą popędliwą i niezdolną do czerpania normalnej i miłej pociechy z miłości, macierzyństwa, radości z innych ludzi”. Wielokrotnie wspomina o poczuciu straconego czasu, tęsknocie za spokojem i możliwością pisania. Przyznaje, że jako autorka i matka cały czas musi „odkładać na bok” swoje pomysły. Jako jedna z pierwszych publicznie walczy o prawo do zmęczenia, gniewu, zniecierpliwienia. Nie przestaje być twórczą i osobną jednostką w czasach, kiedy kobiety, żony i matki miały być przede wszystkim spolegliwe i uczynne.

W esejach dotyka też problemu płci jako kreacji, teatru, odgrywania ról. Bycie jak „inne kobiety” stanowi dla niej problem. Od trzynastego czy czternastego roku życia czuje, że odgrywa jedynie „rolę istoty płci żeńskiej”. W wieku szesnastu lat miewa „niemal nieustannie poplamione tuszem palce”. Szminka i wysokie obcasy z tamtej epoki są dla niej „trudnym do opanowania kamuflażem”. Kiedy (nieoczekiwanie) postanawia wyjść za mąż i urodzić dziecko, potem drugie, a za chwilę trzecie, ma wreszcie poczucie dobrze wykonanego obowiązku. Oto stała się prawdziwą kobietą. Czy nie tego oczekiwał od niej świat?

Cierpi i walczy z nienawiścią, głęboko skrywaną agresją, jaką budzą w niej dzieci, zastanawia się, czy wszystkie kobiety tak mają. Czy kobiecość polega na ukrywaniu gniewu? Cytując swoje dzienniki z czasu macierzyństwa bardzo wcześnie mówi o systemowym osamotnieniu kobiet, braku wsparcia. Analizie poddaje także relacje matek z ich dziećmi i właśnie w ukrywanym, potajemnym gniewie widzi źródło najważniejszej emocji, która towarzyszy matkom do końca – poczucie winy.

Nasze matki były takie, jaki był otaczający je świat

Ciekawe jest spojrzenie Rich na relację matka–córka. Ten związek pełen napięcia, złości, niewyrażonej miłości, lęku i samotności zdaje się nie mieć podobnych. Córki nie chcą stać się swoimi matkami, a matki nie chcą urodzić samych siebie. Brakuje zrozumienia i konfrontacji. Rich uważa, że matki musiałyby najpierw umieć zaopiekować się sobą. Okazać sobie samym czułość i wyrozumiałość. A nikt ich tego nie nauczył. Obwiniają swoje córki tak samo, jak obwiniają siebie – za niedostatki w urodzie, niemoc.

Rich poddaje też krytyce rolę „dobrego ojca”, który może bezkarnie „objaśniać świat”. Patrzy wstecz na siebie – dziewczynkę, która zawsze wolała tatę. Analizuje dobrze znaną z książek i filmów figurę „żydowskiej matki” i patriarchalne realia, które za nią stoją. Cały czas podkreśla, że nasze matki były takie, jaki był otaczający je świat. Wspomina też o swojej czarnej opiekunce, odnotowuje własne akty dziecięcego rasizmu, brak wdzięczności. Sumiennie i z surowością notuje wszystkie odcienie swojego uprzywilejowania.

Adrienne Rich: poetka, interpretatorka, wnikliwa badaczka

Od kiedy zaczęła pisać (a zaczęła wcześnie), co roku wydawała książkę. Za pierwszy tom poezji „A Change of World” (1951) otrzymała prestiżową nagrodę Yale Younger Poets Award, a o jej wierszach pisali wówczas W.H. Auden, Erica Jong i Sylvia Plath. W tytułowym wierszu z tomu „Zejście do wraku” (polskie wydanie w przekładzie Jerzego Jarniewicza) zawarła najważniejszą ideę swojego pisania i tworzenia w ogóle: „to po to tu jestem: po wrak, a nie po opowieść o wraku”. Rich poszukiwała swojego języka i systemu wartości. Metaforą rozpadu związku są u niej próby jądrowe. 

Ale oprócz tego, że sama pisała, była też interpretatorką poezji, autorką tekstów krytycznych, wnikliwą badaczką. Uważała za swój feministyczny obowiązek zajmowanie się twórczością kobiet. W „Esejach zebranych” znajdziemy jej teksty o Charlotte Brontë czy Elizabeth Bishop. Rozprawia się z mitami wokół Emily Dickinson, z której samotności (wyolbrzymionej) i szaleństwa (przesadzonego) kultura zrobiła fetysz. Z nieukrywanym zachwytem pisze: „W tym pokoju z białymi zasłonami i wysokim sufitem rudowłosa kobieta o orzechowych oczach i kontraltowym głosie pisała wiersze o wulkanach, pustyniach, wieczności, samobójstwie, fizycznej pasji, dzikich bestiach, gwałcie, władzy, szaleństwie, rozłące, demonie, mogile”. W tym jednym zdaniu tworzy jeden z najbardziej poruszających portretów wyobraźni, która wygrywa z doświadczeniem.

Pisanie było dla niej potrzebą i umiejętnością burzącą zastane porządki. W swoich esejach wspomina więźniów, którzy najbardziej wolni czuli się, czytając i pisząc poezję, cytuje autorki z Ameryki Południowej, wspomina o pakistańskim więźniu z Guantanamo, który nie zwariował tylko dlatego, że napisał tam tysiące wierszy (początkowo wydrapywał je paznokciem w styropianowych kubkach). Walczy o prawo do poezji zaangażowanej. W roku ataku na World Trade Center krytykuje amerykańską politykę i budowanie patriotyzmu opartego na lęku. Nie przyjmuje nagrody z rąk Billa Clintona, pisze list. 

Ucieczka w „sferę osobistą”

Krytyce poddaje natomiast „wiersze turystyczne”, poetyckie migawki z podróży, kolonialne podglądanie świata. Krytyka książek z podróży, literackiego turyzmu, oglądania rzeczywistości jak dekoracji wydaje się dziś czymś wyjątkowo interesującym. Rich, nie tylko twórczyni, ale też uważna czytelniczka, uderza w pisarza na wakacjach łowiącego powierzchowne wzruszenia, egzotyczne obrazki, ślizgającego się po powierzchni „innej” codzienności „innych” ludzi.

Znajdziemy w jej esejach refleksje o ucieczce w „sferę osobistą”, Rich widzi w modzie (już pod koniec lat 90.) na osobiste zwierzenia, historie „oparte na faktach”, talk-shows zagrożenie, które oddala nas od wspólnych, globalnych problemów. Uważa fascynację „osobistymi historiami” za fetysz kultury masowej. Dziś pewnie podobnie powiedzielibyśmy o kategorii „prawdy”, która każdej, nawet najbardziej banalnej historii nadaje wartość.

Adrienne Rich ESEJE ZEBRANE. KULTURA, POLITYKA i SZTUKA POEZJI, przeł. Kaja Gucio, Karakter 2024

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Role i relacje