Dwa miesiące temu stałam na deptaku w chorwackim Zadarze i podsłuchiwałam ludzi. Trochę też podglądałam. W centrum wszystkiego dostrzegłam mężczyznę z Niemiec, na którego szyi wił się wąż. Na ramionach, przedramionach i na czubku głowy miał kolorowe gołębie. W sumie pięć. W przypływie aktu solidarności z ptakami, które przecież na pewno boją się węża, podeszłam do dwóch mężczyzn obkładających turystów zwierzętami dla pieniędzy. Awantura, którą planowałam wywołać, zakończyła się w momencie, kiedy okazało się, że pochodzą z Charkowa. Na nazwisko „Żadan” zareagowali wielką radością. Nieszczery wykład, który planowałam, bardzo szybko zamienił się w rozmowę o poezji. Dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, że stoję z gołębiem na przedramieniu i cytuję z pamięci polskie i ukraińskie wiersze. A przecież miałam się kłócić.
Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus niekoniecznie musi być opowieścią o trudnej historii tego regionu, chociaż oczywiście często bywa. Nie musi koncentrować się na problemie „tożsamości narodowej”, który dla wielu osób jest już kategorią z innej epoki. W życiu młodych prekariuszy, Polek w wieku prawie emerytalnym pracujących w Niemczech jako opiekunki, migrantów z Bałkanów, nie ma już zbyt wiele miejsca i czasu na refleksję o Wielkiej Historii. Jest poszukiwanie nowego domu, pracy, bliskich, bezpieczeństwa.
Istnieje opinia, że młodzi ludzie nie gromadzą już wiedzy, ale umieją szybko do niej dotrzeć. Znaleźć to, co dla nich ważne. Osoby, które wyjeżdżają, osoby, które zostają, ale żałują, i te, które cały czas planują wielką podróż, łączy jedno – współtworzą swoją historię i osobistą genealogię z pomocą kultury. Za pomocą swoich własnych odkryć. W ich życiu czas dzieli się na odcinki różnych, zmieniających się fascynacji literackich, uzupełniających i poszerzających mapy ich świata. Moją znajomą siedemnastolatkę z Polski z pracownikiem IT z Kijowa łączy pewnie tylko jedno – oboje czytają książki Elfriede Jelinek. I to właśnie o niej myślą, kiedy słyszą słowo „Austria”.
Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus od lat pełni funkcję literackiego drogowskazu Europy. To dzięki niej poznajemy nie tylko autorki, autorów i ich dzieła, ale także kontekst tych opowieści. Poznajemy tak naprawdę, bo spotkanie z książkami takich autorów jak Dubravka Ugrešić jest skokiem w centrum historii, traum, uwikłań, intymności. Czy można zajrzeć głębiej do wnętrza europejskiej winy i żalu, niż zrobił to Martin Pollack? I czy jest lepszy sposób na to, żeby zrozumieć, dlaczego należy mówić „w Ukrainie”, a nie „na Ukrainie”, niż lektura książek Oksany Zabużko?
W tym roku mamy więc między innymi widok z balkonu w polskim wieżowcu na wieś, gdzie się umiera, na Węgry, w których młodzież jest bardzo zabawna, ale nikt się nie śmieje, na Ukrainę, gdzie wciąż trwa wojna, na Austrię kilka pokoleń wstecz, Mołdawię i jej skomplikowane losy, czy Rumunię, w której najważniejsze jest spotkanie.
A może wszędzie jest ono najważniejsze? W każdym kraju, mieście, pokoleniu? Drogowskaz jest po to, żeby dotrzeć także tam, gdzie nikt nie czeka. Można wystartować z planem pozbawionej sensu kłótni, a skończyć z gołębiem na ręku. Różowym.
Książki, które zostały nominowane to: Monika Helfer, Hałastra (tłum. Arkadiusz Żychliński); Andriej Kurkow, Szare pszczoły (tłum. Magdalena Hornung); Małgorzata Lebda, Łakome; Tomasz Różycki, Złodzieje żarówek; Oleg Serebrian, Pod prąd (tłum. Radosława Janowska-Lascar); Tatiana Țîbuleac, Szklany ogród (tłum. Kazimierz Jurczak) i Benedek Totth, Trupi bieg (tłum. Elżbieta Sobolewska).
Zdobywcę lub zdobywczynię tegorocznej Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus poznamy już 19 października.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















