Dymki i pióra

Cała ta czeska wyprawa spada jak z nieba. Z okna samolotu chmury wyglądają jak dymki wypuszczane z niewidzialnych ust. Pilzno, Praga, Tabor – niby tylko trzy przystanki, ale to i tak dużo dla oka spragnionego nowych widoków.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara

Najpierw idę do św. Jakuba zobaczyć rękę złodzieja. W przewodniku napisano, że wisi tuż przy wejściu, zaraz po prawej stronie. Rzeczywiście wysoko nad głową zwisa jakiś ciemny kształt. Przypomina raczej splątany drut niż rękę. Dopiero na zdjęciu w gablocie widać wyraźnie zaciśnięte palce. Ciekawe, wokół czego się zacisnęły? Legenda mówi, że złodziej chciał ograbić figurkę Madonny z ofiarowanych jej kosztowności, ta jednak złapała go za ramię i trzymała tak mocno, że trzeba je było nieszczęśnikowi odrąbać. Teraz wyschnięte, zmumifikowane, jest wotum à rebours. Bo raczej nie ostrzeżeniem.

W Pilznie na rynku leje się woda ze złotych fontann. W Taborze domki starego miasta są kolorowe: żółte, różowe, pistacjowe, błękitne. W Pradze tłum turystów przelewa się mostem Karola z jednej strony miasta na drugą. Młoda para z Chin pozuje fotografowi, z którym przyjechała. Jemu nie zamykają się usta, oni w milczeniu spełniają każde polecenie. Maciek mówi później, że Chińczycy chętnie pobierają się w stolicy Czech. W dzień jest w okolicach dwudziestu stopni, w nocy temperatura spada prawie do zera. Żeby się bronić przed wirusami, wszędzie, gdzie tylko się da, zamawiam zupę czosnkową i topinki; rano pościel w moim łóżku pachnie, jakbym spał z królową czosnku.

Kilka godzin spędzam w Narodowej Galerii Sztuki. Warto było kupić bilet na „Słowiańską epopeję”. Wielkie płótna Alfonsa Muchy tchną melancholią i smutkiem. Nawet militarne sukcesy – jak bitwa pod Grunwaldem – są przedstawione jako duchowe klęski. Na obrazie ukazującym śmierć Komenskiego postać filozofa przypomina skurczoną i sczerniałą rękę z kościoła św. Jakuba. Jedyny radosny akcent na wystawie to krótki filmik, na którym malarz – pan ze starannie przyciętymi wąsami i bródką, taki trochę doktor Freud, a trochę Filutek – z uśmiechem wychodzi naprzeciw odwiedzającym.

Na wyższych piętrach – mesjasze. Na przełomie XIX i XX wieku namnożyło się ich w niemieckojęzycznej Europie. Wystawa „Artyści i profeci” przypomina te postaci, kiedyś wpływowe, dziś raczej zapomniane, pokazując, że nie tylko poruszały opinię publiczną, ale zostawiły też trwały ślad w sztuce. Jak wysoki, długowłosy Gustav Nagel, który przeszło sto lat temu sprzedawał dziesiątki tysięcy pocztówek z własnym wizerunkiem po 10 fenigów za sztukę. Na jednych był upozowany na Jezusa lub Jana Chrzciciela, na innych występował z żoną (która zresztą z jego powodu próbowała odebrać sobie życie). Zapraszał słuchaczy do raju na ziemi, utopijnej społeczności, którą stworzył w Arendsee w północnych Niemczech. Twórcy wystawy dowodzą, że Nagel i jemu podobni inspirowali awangardowych artystów, takich jak dadaista Johannes Baader czy Joseph Beuys. Niektórzy z tych przedziwnych mesjaszy próbowali później wejść do polityki, kandydowali do Reichstagu, potrafili zebrać kilkadziesiąt tysięcy głosów. Ludwig Christian Haeusser pisał na plakatach: „Jestem drogą, prawdą, życiem. Jestem nadczłowiekiem!”.

Trzymam w rękach moje wiersze przełożone na czeski przez Jurka Červenkę. Kiedyś na granicy celnicy zatrzymali Jurka i zaczęli wypytywać, czy czegoś nie przemyca. „Przemycam literaturę – miał odpowiedzieć Jurek – z jednego języka do drugiego”.

Dwa narody bawią się w parku: bezdomni i dzieci. Bezdomni są ospali, a dzieci zaborcze. Dzieciom wszystko uchodzi, a bezdomni muszą uważać. Bezdomni mogą jednak wstać i pójść, a za dziećmi ktoś zawsze krzyknie: „Stój!”. Jest jeszcze trzeci naród, najmniej liczny, który je z ziemi. Nie przyszedł tu dla zabawy, za bezpieczeństwo i jedzenie płaci piórami. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2015