Dwa ruchy

Jestem na odludziu. Pastwiska, wąski pasek lasu, drogi wytyczone przez mury z kamieni. Owce, zające, owce, krowy, czasem jeleń, lis, czasem jakiś drapieżny ptak, którego nie rozpoznaję pod słońce. Jestem w Crear, na półwyspie Kintyre w zachodniej Szkocji. Najbliższa miejscowość, jaką znajdziecie na dokładnej mapie, to Kilberry, a jeśli mapa jest niedokładna - Lochgilphead, skąd do Crear jest jeszcze kawał drogi wzdłuż wybrzeża. Po drugiej stronie zatoki, jeśli nie ma mgły, widać dwie przepiękne wyspy: Islay, która zawdzięcza swą sławę kilku destylarniom wybornej whisky, i Jura, gdzie krótko po zakończeniu II wojny światowej Orwell pisał "Rok 1984".
Czyta się kilka minut

Ja też jestem tu z powodu pisania. W końcu pisarzy wywozi się na odludzie po to, żeby pisali. Daje się im dobrze jeść, zapewnia piękne widoki, inspirującą atmosferę - i czeka na rezultaty. Jest nas tu piątka poetów: z Bremy przyjechali Michael Augustin i jego żona Sujata Bhatt - urodzona w Indiach, mieszkająca w Niemczech, ale pisząca po angielsku, z Bukaresztu Ioana Ieronim, z Glasgow Donny O`Rourke, z Krakowa ja. Scottish Poetry Library zaprosiła nas na warsztaty, podczas których trochę tłumaczymy, trochę dyskutujemy o poezji, a jeśli ktoś czuje się na siłach, próbuje też pisać własne rzeczy. "Nikogo / nie można zmuszać / do czytania wierszy, / ani tym bardziej do ich pisania", twierdzi Michael w jednym ze swoich utworów, ale ponieważ gospodarze są mili i nawet sprowadzili dla nas z Islay kilka butelek whisky, staramy się ich nie rozczarować. Piszemy.

Dom, w którym nas ulokowano, to dawna farma, przebudowana z myślą o turystach i artystach. W każdym oknie jest zielono, spacerują owce, a w tych zwróconych w stronę morza - połyskują fale i czasem, jak kreska, mignie jakiś statek. Pogoda zmienia się tu gwałtownie: w ciągu pół godziny słoneczny krajobraz może zastąpić szara plama, lekki wietrzyk może zamienić się w wichurę, a delikatna bryza w gęsty, rzęsisty deszcz. I na odwrót. Myślisz sobie wtedy: nic stałego na tym świecie. Prócz miejsc. Miejsca się nie poruszają. Miejscom jest obojętne, czy akurat służą za pastwisko dla owiec, czy też zostały zagrodzone, żeby trawa mogła odrosnąć. Morzu jest obojętne, ile wody jeszcze się doń wleje. Niedaleko brzegu stoi zrujnowany kościółek, może XVIII-wieczny. Nie służy już niczemu, prócz pamięci; wejście jest zamurowane, żeby zwierzęta nie niepokoiły zmarłych. Nie ma dachu; kiedy Bóg zagląda do środka, widzi krzewy, które wyglądają jak drzemiący w ławkach pielgrzymi.

Zanim wyjdę na spacer, czytam dwa, trzy wiersze Miroslava Holuba w angielskich przekładach. Nim dojdę na brzeg, już o nich zapominam, chociaż chciałbym pamiętać. Lubię patrzeć na morze. Morze pozbawia mnie czegoś, czego chcę się pozbyć. Morze zwraca mi coś, co musiałem kiedyś oddać. Dlatego w Crear napisałem wiersz o morzu. W tym wierszu morze jest wszystkim, a człowiek nikim:

Kiedy patrzę na morze

ono cofa się wraca cofa

powtarza nieskończenie te dwa ruchy.

Kiedy nie patrzę na morze

ono cofa się wraca cofa

powtarza nieskończenie te dwa ruchy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2009