Duma i uprzedzenie

Neonaziści urośli w siłę na strachu przed islamem. Prawica, po latach flirtu, będzie musiała sobie z nimi poradzić.

23.11.2015

Czyta się kilka minut

Spalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku, 18 listopada 2015 r. / Fot. Wojciech Nekanda Trepka / AGENCJA GAZETA
Spalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku, 18 listopada 2015 r. / Fot. Wojciech Nekanda Trepka / AGENCJA GAZETA

Wrocławski Rynek, 18 listopada. Najpierw jeden głos: „Wielka Polska, bez islamu”. Po nim dwieście innych: „Wielka Polska, bez islamu”.


Znowu jeden, gardłowy głos: „Nie chcemy w Polsce islamu. I nie chcemy, żeby tutaj wprowadzano nam jakieś dziwne prawa szariatu, na które my, naród, nie wyraziliśmy zgody”. Oklaski. „Naszym obowiązkiem, ale także obowiązkiem nowo wybranych posłów, obowiązkiem nowo wybranego rządu, jest powiedzieć to, co powiedział niedawno minister do spraw europejskich, a także pan Macierewicz, że nie wprowadzimy ani jednego tutaj islamisty do Polski. Bo Polska jest dla Polaków”. Oklaski. Po nich jeszcze: „Wielka Polska katolicka!”.


CZYTAJ TAKŻE:


Na koniec jeden z uczestników zwołanej przez Obóz Narodowo-Radykalny manifestacji podpala kukłę Żyda (w jarmułce, z pejsami) i przyczepioną do jego ręki flagę UE.


11 dni wcześniej
Środkiem wrocławskiego Rynku idzie ośmiu mężczyzn. Mocarni, łysi, pod butami fleki, na podkoszulkach hasła w gotyku.


– Byli agresywni, zaczepiali ludzi, wymyślali obcokrajowcom. Gdy zapytałem, nie chcieli powiedzieć, kim są ani czy przynależą do jakiejś organizacji – mówi Jan Gebert, 35-letni działacz społeczny z Warszawy, który tego dnia był na Dolnym Śląsku.


W rogu Rynku występują uliczni muzycy. Jeden z nich ma na gitarze hasło „Ta maszyna zabija faszystów” – to samo, które na swoim instrumencie w 1941 r. napisał Woody Guthrie, amerykański bard folkowy walczący piosenkami z Hitlerem.


Gebert: – Gdy skini to spostrzegli, jeden z nich wyrwał grajkowi gitarę i roztrzaskał mu ją na głowie. Nikt nie zareagował. Zadzwoniliśmy po policję. Zostali zatrzymani.


Ruch klasowy
Z niedawnego raportu Amnesty International wynika, że z blisko 1,4 tys. prowadzonych w minionym roku postępowań przygotowawczych wobec przestępstw z nienawiści blisko 600 dotyczyło rasy, pochodzenia etnicznego i narodowości, a ponad 460 wyznania (w tym ponad 200 dotyczyło Żydów, a 188 muzułmanów). Rok wcześniej spraw związanych z muzułmanami było dwukrotnie mniej.


Prof. Wojciech Burszta, antropolog z Uniwersytetu SWPS: – To kolejny etap zjawiska, które w Europie obserwujemy od kilkunastu lat. Tak długo wzrastają już nastroje sprzyjające zwiększaniu tolerancji dla poglądów ekstremistycznych. Skrajna lewica jest dziś praktycznie uśmiercona, liczy się wyłącznie skrajna prawica. A pośród niej – cała plejada ruchów neototalitarnych.


Dr hab. Rafał Pankowski, wykładowca Collegium Civitas, współzałożyciel Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”: – Dostajemy dziennie po kilka zgłoszeń ataków słownych i fizycznych na tle rasistowskim. Jeszcze kilka miesięcy temu było ich kilka na tydzień. Większość dotyczy obcokrajowców lub Polaków utożsamianych z imigrantami i mniejszościami.
W nowym Sejmie, pierwszy raz po 1989 r., narodowcy założą koło parlamentarne. Jednak ostrzeżenia przed „Polską brunatną”, a nawet narzucające się niektórym publicystom porównania z Niemcami lat 30. XX w. mogą zwodzić.
Prof. Burszta: – Sytuacja jest wyjątkowa. Mierzymy się z konsekwencjami globalizacji i z kulturą internetu. Ruchy skrajne w cyberprzestrzeni radzą sobie doskonale. Choć zwykle są lokalne, dzięki sieci tworzą przedziwne sojusze: Ukraińcy jednoczą się z Norwegami, Białorusini ze Szwedami.


Według badacza do nachalnej propagandy dołącza pokaz mocy – dotąd raz w roku, 11 listopada: – Ostatni Marsz Niepodległości miał już właściwie charakter klasowy, był pokazem niezadowolenia. To ruch rosnący w siłę. Czy w przyszłości zaistnieje przy okazji innych rocznic? Tego się obawiam.


Stolice nienawiści
Największy problem z ksenofobią, poza Wrocławiem, mają Białystok i Poznań. W stolicy Podlasia mieszka kilkuset czeczeńskich uchodźców, a także Białorusini i Tatarzy. Autorzy raportu AI wskazują na wyzwiska, na które od lat narażeni są tu zagraniczni studenci. W 2006 r. w centrum handlowym zaatakowano Kubankę. W 2013 r. doszło do podpaleń kilku mieszkań należących do obcokrajowców, m.in. polsko-indyjskiej rodziny.


Ówczesny szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz pojechał wtedy do Białegostoku. Zapowiadał: „Uruchomimy wszystkie możliwe państwowe zasoby, siły i środki, żeby tego rodzaju incydenty w przyszłości się nie powtarzały. Państwo w tej sprawie będzie działać w sposób bezwzględny”.


Rok później aresztowano ponad 50 osób, które oskarżono o działalność w zorganizowanej grupie przestępczej.
Z kolei w Poznaniu kilka tygodni temu pobito Syryjczyka. Napastnicy bili, grozili śmiercią, wyzywali od „śmieci i pier... muzułmanów” (Syryjczyk jest chrześcijaninem, mieszka w Polsce od trzech lat). Jeden z przechodniów miał namawiać, by go „dobili”. W minionym tygodniu poznańska Młodzież Wszechpolska zapowiedziała kolejne demonstracje przeciw pomaganiu uchodźcom. O to, aby nie udzielali im wsparcia, zaapelowała także do księży z Wielkopolski.
Do antysemickich ataków dochodzi także w miastach niewymienianych w pierwszym szeregu stolic nienawiści. Przykładem Lublin, w którym Tomasz Pietrasiewicz, założyciel Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” – instytucji, która ma podnosić świadomość żydowskiego dziedzictwa w mieście, od lat jest celem ataków i gróźb. Jego dom obrzucano kamieniami, a w mieście wisiały plakaty z jego zdjęciem, gwiazdą Dawida i antysemickimi hasłami. Dopiero w 2014 r. aresztowano sześciu podejrzanych.


Przedstawiciele ksenofobicznej międzynarodówki spacerują już korytarzami Sejmu. Przed dwoma tygodniami Robert Winnicki, poseł ruchu Kukiz’15, prowadził nimi członków neofaszystowskiej partii Forza Nuova (Włochy) i nacjonalistycznego Jobbiku (Węgry). Później wszyscy wzięli udział w Marszu Niepodległości. W tym roku zorganizowano go w Warszawie pod hasłem „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski”.


Budapeszt w Warszawie
O tym, jak język uprzedzeń może na stałe „zaszczepić się” wśród polityków, mówi przykład Węgier, gdzie od 2010 r. rządzi stale radykalizujący się Fidesz premiera Viktora Orbána – postaci, która dla wielu polityków polskiej prawicy stanowi wzór. Fidesz, niegdyś partia prorynkowa, stworzył w tym czasie atmosferę przyzwolenia dla nienawistnych wypowiedzi.


Już przed dwoma laty znany publicysta wezwał tu do, jak się wyraził: „ostatecznego rozwiązania kwestii romskiej”. Jeden z parlamentarzystów zaapelował o stworzenie listy polityków pochodzenia żydowskiego. Dwie trzecie Węgrów deklarowało w sondażach, że nie chciałoby, aby ich dziecko bawiło się z dzieckiem romskim. Słynna kampania billboardowa, w czasie której informowano imigrantów, że nad Dunajem nie dostaną nigdy pracy, przeprowadzono w całości... po węgiersku, dla wyborców prawicy.


Kłopot w tym, że wykorzystywanie ksenofobii w celu zwiększenia wpływów politycznych działa znakomicie. W tym roku, po lecie, które na Węgrzech naznaczył kryzys migracyjny, poparcie dla Fideszu zwiększyło się o jedną czwartą.
A język podejrzeń zaszczepiono już na stałe. Przewodniczący parlamentu László Kövér niedawno wspominał o „kryptokomunistach, którzy rządzą połową Europy” oraz „agentach globalnych kół finansowych”. Sam Orbán nazwał premiera Chorwacji – sąsiedniego państwa, które oskarżał o „przemycanie” migrantów na Węgry – „emisariuszem międzynarodówki socjalistycznej, którego zadaniem jest atakowanie Węgier”.


Akceptowany rasizm
Polska ksenofobia A.D. 2015 to więc część szerszego zjawiska, zwrotu wielu państw europejskich na prawo. Zwrotu, który ma przynajmniej dwa nieoczywiste wymiary.


Po pierwsze, popularność haseł ksenofobicznych sprawia, że bardziej „prawicowe” stają się nawet ugrupowania centrowe lub wręcz lewicowe (np. brytyjska Partia Pracy, żądająca odbierania możliwości zasiłków dla imigrantów). Po drugie, sukces konserwatywnych ugrupowań, które idą do wyborów z hasłami ksenofobicznymi, wzmacnia „jeszcze bardziej prawicowe” partie (np. wspomniany Jobbik, który nigdy nie miał na Węgrzech tak dużego wpływu, jak po ostatnim wyborczym zwycięstwie Fideszu).


Jest jednak drugie oblicze tego zjawiska. Pośród nielicznych polityków europejskich, którzy w marcu z radością przywitali zwycięstwo w Izraelu prawicowego Likudu premiera Benjamina Netanjahu, wyróżniali się liderzy francuskiego Frontu Narodowego czy Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ), jeszcze 15 lat temu powszechnie uważanych za ugrupowania antysemickie.


Paradoks? Zdaniem Farida Hafeza, austriackiego politologa z uniwersytetu w Salzburgu, to raczej efekt zmiany strategii europejskiej skrajnej prawicy: aby dostać się do głównego nurtu polityki, ekstremiści i populiści przerzucili się z historycznego antysemityzmu na bardziej współczesny lęk – przed religią muzułmańską. W takiej interpretacji sojusz dawnych antysemitów z izraelską prawicą zaczyna mieć sens.


„Islamofobia – pisał niedawno Hafez w brytyjskim magazynie „Discover Society” – stała się w pewien sposób rodzajem »akceptowanego rasizmu« i można się na nią natknąć już nie tylko na obrzeżach europejskich społeczeństw, lecz raczej w ich centrum. W ten sposób idee skrajnej prawicy stają się coraz bardziej zgodne z tym, co myśli tzw. szeroki elektorat”.


Łapanki
Organizacją, która jako jedna z pierwszych miała w latach 90. XX w. działać przeciwko neonazistom i rasistowskim skinheadom, była powstała w Bydgoszczy Grupa Antynazistowska (GAN).


– Grupy neonazistów były wtedy niewielkie. Chodzili po osiedlach i wyłapywali naszych przyjaciół, rzadziej atakowali w centrum miasta – opowiada jeden z założycieli grupy Dariusz Paczkowski, działacz społeczny, autor antyrasistowskich graffiti. – Zaczęliśmy dokumentować podobne zdarzenia w tzw. Brunatnej Księdze. Ich sprawców łączyło to, że niezależnie od pochodzenia społecznego potrzebowali się buntować, wyrażać agresję. Fascynowali się też faszyzmem. A także – podobnie jak ci, którzy dziś tworzą atmosferę na Marszach Niepodległości – zrównywali symbole państwowe i faszystowskie.


– W ubiegłym roku na demonstracji antyfaszystowskiej powiewały tylko dwie flagi Polski, z czego ja przyniosłem jedną z nich – mówi Paczkowski.


Z GAN wyłoniło się Stowarzyszenie „Nigdy Więcej”. – Marcin Kornak [założyciel organizacji; zmarł w 2014 r. – red.] podkreślał, że nie wolno nazywać neonazistów i rasistów subkulturą. Że to nie są dzieciaki, którym fascynacja faszyzmem minie. Że nawet nad tymi najmłodszymi pracują starsi, ideolodzy. Udało się włączyć w to kibiców, których neonaziści przekonali, że mają się o co bić: o Polskę – przyznaje Paczkowski.


Zdaniem prof. Wojciecha Burszty skrajną postać nacjonalizmu można wręcz uznać za rodzaj nowej kontrkultury: – Ruchy nacjonalistyczne i faszyzujące uznają się za wyrazicieli sprzeciwu wobec kierunku, w którym zmierza świat. Proponują powrót do plemienności, monokultury narodowej. Nic lepiej nie spaja ich od kryzysu migranckiego. Uchodźcy nie są im potrzebni. Wystarczy powtarzanie: „my na obecność muzułmanów w Polsce nigdy nie pozwolimy”.
Paradoksalnie „sieciowość” ekstremizmu może się okazać jego największą słabością. Lista klęsk ruchów, które z internetu wkroczyły do polityki (anty- i alterglobaliści, „piraci”, ruch przeciw ACTA) uczy bowiem jednego: w zetknięciu z „realem” zapowiedzi wyparowują z prędkością rozmów na Snapchacie. – To jak z wydarzeniami na Facebooku: deklarujemy udział, a idziemy na co czwarte. Tak dotychczas było z polskim ruchem narodowym – wyjaśnia prof. Burszta.


To, według badacza, może się zmienić. Teraz uchodźcy i „islamiści” są u nas abstrakcją. Za rok przeciwnik będzie prawdziwy.


Prof. Burszta: – Kto wie, może stanie się nim właśnie rząd PiS? Wróg musi mieć twarz, być na miejscu. Skrajna prawica to również problem prawicowego rządu. Dla ruchów faszyzujących może on okazać się za mało prawicowy.


Jak gdyby nigdy nic
Mimo czarnych prognoz, potencjał sprzeciwu wobec „brunatnej” Polski istnieje również w internecie. Pomógł to pokazać incydent z udziałem skinheadów, którzy we Wrocławiu zaatakowali muzyków.


– Kiedy informację o tym wrzuciłem na Facebooka, zgłosili się do mnie ludzie chcący złożyć się gitarzyście na nowy instrument, a nawet prawnik gotów za darmo reprezentować go przed sądem – opowiada Jan Gebert. – Okazało się, że tego dnia również inni świadkowie dzwonili na policję.


Geberta już we wrześniu oburzyła antyimigrancka demonstracja ONR, kiedy przez Warszawę przeszło ok. 12 tys. osób. – Ale ci skini we Wrocławiu – mówi dzisiaj – w jakimś sensie jeszcze bardziej mnie przerazili. Choć byli głośni i pijani, mało kto zwracał na nich uwagę. Popołudnie na Rynku trwało jak gdyby nigdy nic. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka i redaktorka „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do 2012 r. dziennikarka krakowskiej redakcji „Gazety Wyborczej”. Laureatka VI edycji Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego (… więcej
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2015