Reklama

Ksiądz Jacek od narodowców

Ksiądz Jacek od narodowców

22.11.2015
Czyta się kilka minut
Chce budować Wielką Polskę Katolicką. Choć przekroczył kolejną granicę, nadal może liczyć na cichą aprobatę przełożonych.
Ks. Jacek Międlar maszeruje „W obronie chrześcijańskiej Europy”, Wrocław, 27 września 2015 r. Fot. Kornelia Głowacka-Wolf / AGENCJA GAZETA
O

O ks. Jacku Międlarze znów zrobiło się głośno. Mimo zakazów od przełożonych, duchowny jest aktywny na portalach społecznościowych. W piątek napisał na twitterze o posłance Nowoczesnej Joannie Scheuring-Wielgus: "Konfidentka zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?".

Kim jest ks. Jacek Międlar? Przypominamy tekst Błażeja Strzelczyka, który kilka miesięcy temu spotkał się z ks. Międlarem.

Ksiądz Jacek od narodowców

Na koniec niechętnie podyktuje mi swój numer telefonu – muszę jednak obiecać, że nie podam go nikomu innemu. Spyta, czy moja komórka nie jest „połączona systemem z innymi”, i czy nikt niepożądany nie ma do niej dostępu. W odpowiedzi na maila z prośbą o spotkanie pisze, że „na pewno nie wyrazi zgody na publikację wypowiedzi i wizerunku”. Facebooka używa pod zmienionym imieniem i nazwiskiem. Na zdjęciu profilowym jest odwrócony plecami, w bluzie z napisem „Ojczyzna”.

Ks. Jacek Międlar (rocznik 1989, Zgromadzenie Księży Misjonarzy) – jak na prawdziwego kibica i narodowca przystało – zachowuje wszelkie środki bezpieczeństwa utrudniające jego identyfikację. I chociaż nie ma się czego bać, to chyba może mówić o powodach do wstydu: dzień przed naszym spotkaniem jego owieczki (jak sam ich nazywa) – członkowie dolnośląskiej brygady Obozu Narodowo-Radykalnego – spaliły na środku wrocławskiego rynku kukłę Żyda.


CZYTAJ TAKŻE:


Co o tym sądzi? Odpowiada z uśmiechem, że to był oczywiście błąd. Zapewnia, że ich upomniał i skrytykował. Prosi jednak, żeby skupić się na „dobrych stronach” narodowców. Tłumaczy, że to wynik frustracji, i uspokaja, że spalili tylko złą ideologię. Że na pewno nikt nie zamierza palić we Wrocławiu Żydów.

Znak od Boga

Pochodzi z Rzeszowa. Opowiada, że dorastał w środowisku kibicowskim i narodowym. Nie zdradza, jakiej kibicuje drużynie, bo nie chce wprowadzać podziałów. Ale ciągle utrzymuje kontakt z rzeszowskim środowiskiem kibicowskim: gdy wraca do rodzinnego miasta, spotyka się z dawnymi kolegami z trybun. Nie nawraca. Jest przeciwnikiem prozelityzmu. Mówi, że chodzi raczej o towarzyszenie. Doskonale zna przy tym rozkład sił kibolskich w Polsce: wie, którzy kibice mają „sztamę”, a którzy „kosę”. Cieszy się jednak, że gdy chodzi o sprawy narodowe, środowiska kibicowskie potrafią wznieść się ponad podziały klubowe. Jego kapłańskie motto brzmi: „Deo et Patriae semper fidelis” – „Bogu i ojczyźnie zawsze wierny”. Mówi, że często słyszał tę frazę w rodzinnym domu. Rodzice uczyli go, że ważne jest dbanie o dziedzictwo narodowe i pamiętanie o przodkach. To dlatego na blogu i portalach społecznościowych będzie przedstawiał się czterema słowami: „mężczyzna, Polak, katolik, narodowiec”.

W seminarium był wzorowym klerykiem, choć wiedziano już, że ma radykalne poglądy. Jeździł na sympozja misyjne. Był redaktorem, pomysłodawcą i grafikiem pisma „Wiadomości Misyjne”. W edytorialu do numeru 3-4 z 2014 r. napisał m.in.: „Właściwym stanowiskiem jest prowadzenie dialogu międzyreligijnego. Brakuje polskiego czasopisma, które podejmowałoby ten temat w sposób kompleksowy, stanowiąc w ten sposób propedeutykę rozmowy z przedstawicielami odmiennych religii i kultur. Ten brak uzupełniamy. W ten sposób chcemy też odpowiedzieć na nauczanie Soboru, papieża Franciszka oraz Jezusa Chrystusa”. W wolnych chwilach, już podczas formacji kapłańskiej, będzie pisał bloga, z którego dziś można się dowiedzieć o jego zainteresowaniach: Biblia, polityka, wspinaczka sportowa, kolarstwo.

Był wikarym w parafii św. Anny we Wrocławiu. Pracował jako katecheta w gimnazjum i szkole podstawowej, opiekuje się ministrantami, przygotowywał dzieci i młodzież do sakramentów. Na blogu zamieszcza głównie homilie. Do pewnego momentu wpisy są neutralne, ale jesienią 2015 r. zaczynają odsłaniać typ „patriotyzmu” autora. Znajdziemy tu m.in. ostre wystąpienie przeciwko Halloween (przy okazji dostaje się Kościołowi otwartemu za popieranie święta i wypaczanie pamięci o żołnierzach wyklętych), a także pochwałę antyimigranckiej oprawy meczu Śląska.

Przełom nastąpił w sierpniu, rok temu. Trzy miesiące po święceniach kapłańskich ks. Jacek pyta Boga, jakim powinien zająć się duszpasterstwem. Znak z nieba przychodzi kilka dni później, gdy młody wikary spotyka w sklepie członka Obozu Narodowo-Radykalnego. Ten zagaduje o odzież z patriotycznymi nadrukami. Po krótkiej rozmowie ks. Jacek zgadza się na spotkanie z całą brygadą ONR.

Ewangelia, a nie Koran

27 września ks. Jacek Międlar wygłasza płomienne przemówienie na wrocławskim marszu antyimigracyjnym. Stoi na dachu żółtego samochodu-trybuny. Tuż obok powiewają flagi ONR. Mówi stanowczo. Często podnosi pięść. Porywa tłum: „Wielu z was usłyszy, że jesteście faszystami. Ja często słyszę, że jestem księdzem faszystą. Usłyszycie, że jesteście nazistami i że macie głęboko gdzieś wartości chrześcijańskie. Bzdura, moi drodzy, niech sobie gadają! W naszym sercu jest Ewangelia, w naszym sercu jest Jezus Chrystus. W naszym sercu są te wartości, za które każdy z nas jest gotowy oddać życie. Za Polskę i za chrześcijaństwo. Bóg, honor i ojczyzna!” – skanduje.

Na transparentach nieopodal m.in. hasło: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Ks. Międlar przekonuje zgromadzonych, że ich postawa – choć będzie im się wmawiać co innego – nie jest wbrew miłości chrześcijańskiej i Ewangelii: „To, co robimy, jest w pierwszej kolejności miłością chrześcijańską. Potrzeba odwagi, ale nie męstwa i odwagi od Allaha czy od lewaków, ale męstwa i odwagi od Jezusa Chrystusa!”. Po okrzykach aprobaty ks. Jacek skanduje: „Ewangelia, a nie Koran”. Tłum wielokrotnie powtarza te słowa, a kapłan znów macha pięścią.

Gdy spytam go później, czy na tym ma polegać dialog międzyreligijny, odpowie, że rozmawiać z innymi można tylko wtedy, gdy zna się swoją tożsamość. Już podczas demonstracji deklaruje, że spodziewa się krytyki: „Moi drodzy, wiem, że mnie oplują za to, że jestem z wami. Ja się nie boję”. I prosi: „Wspierajmy się w tym, co tu robimy, bo my nie atakujemy, ale bronimy się przed inwazją, atakiem ze wschodu, który jest idealnie zaprogramowany. Męstwo i odwaga. Wiara, siła, męstwo. To nasze zwycięstwo”.

Wystąpienie księdza Międlara na wrocławskim marszu antyimigracyjnym staje się punktem przełomowym w jego publicznej aktywności. Młodym kapłanem interesują się media. Ks. Rafał Kowalski, rzecznik prasowy kurii wrocławskiej: – Po tym wystąpieniu abp Józef Kupny rozmawiał telefonicznie z przełożonymi ks. Międlara i poprosił, by działalność duchownego była zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Ks. Międlar nie podlega bowiem jurysdykcji wrocławskiej kurii. To przełożeni zgromadzenia misjonarzy są odpowiedzialni za jego aktywność. Po marszu zostaje przez nich upomniany i dostaje zakaz pojawiania się na podobnych demonstracjach. Co jednak nie przeszkadza mu w wyjeździe do Warszawy na marsz narodowców 11 listopada.

„Jesteśmy Kościołem walczącym, jesteśmy wojownikami wielkiej Polski” – wykrzykuje tym razem. „Lewacka propaganda dwoi się i troi, aby zniszczyć Kościół i naród polski” – dodaje. Wywód przerywa skandowaniem: „Duma, duma, narodowa duma”. Potem: „Bóg, honor i ojczyzna”. I znów: „Moi drodzy, jesteście wielką armią Kościoła, jesteście wielką armią Polski, nie wiem, czy zauważyliście, ale historia po raz kolejny zatacza koło. Kiedyś wmawiano, że wyzwoliła nas Armia Czerwona, teraz wciska nam się islamski fundamentalizm”. Znów skanduje: „Ewangelia, a nie Koran”.

Początkowo zaskoczony tłum gromko podchwytuje. Potem ks. Międlar objaśnia lęki: te przed lewacką i islamską agresją wymierzoną w to, co narodowe i chrześcijańskie: „Mamy prawo się lękać, mamy prawo się bać przed upadkiem narodowo-chrześcijańskiego dziedzictwa. Mamy prawo do lęku i nikt nas tego nie może pozbawić”.

Zapewnia, że sam chce dialogu; problem w tym, że nikt nie chce rozmawiać z tłumem, do którego mówi: „Nazywają nas faszystami, rasistami, ksenofobami i niewiernymi psami. Tymczasem nie chcemy walczyć młotem nienawiści, który w ferworze próbuje się nam wcisnąć w rękę, ale mieczem prawdy, miłości i Ewangelii. Mieczem, którym jest Jezus Chrystus, żywy Pan i zbawiciel”.

Gdy krzyczy o „lewackiej propagandzie”, wygląda jak działacz narodowy. Gdy inicjuje modlitwę „Pod Twoją obronę”, zamienia się w duszpasterza. Słowa modlitwy wypowiada jak tezy manifestu, wyraźnie i z wojskową zadziornością.
Krzysztof Bosak – wiceprezes Ruchu Narodowego – na Twitterze komentuje: „Myślę, że pojawił nam się kaznodzieja, o którym będzie głośno”. Ks. Międlar zaczyna być uważany za duszpasterza narodowców. W głowie młodego wikarego pojawiają się pomysły na działalność w tym środowisku.

Ksiądz czuje się posłany

19 listopada wieczorem ks. Jacek odprawia mszę w kościele św. Anny na wrocławskim osiedlu Oporów. W spokojnym, średniego wzrostu blondynie o delikatnych rysach trudno dostrzec radykała z demonstracji nacjonalistycznych. Uśmiecha się do ministranta, gdy ten w niewłaściwym momencie dzwoni dzwonkami. Co chwila zdejmuje okulary w cienkich oprawkach, przeciera oczy ze zmęczenia. Pod koniec zauważa w kościele zakonnicę, zaprasza ją do zakrystii. Życzy powrotu do zdrowia parafianinowi, w którego intencji odprawiał mszę. Prosi o wspólną modlitwę „Pod Twoją obronę”, jednak tym razem jej słowa brzmią delikatniej, nie tak stanowczo jak wtedy, gdy modlił się z narodowcami na ulicach Warszawy.

W zakrystii ks. Jacek żartuje chwilę z kościelnym. Zakonnicę zaprasza na śniadanie. Ze mną wita się mocnym uściskiem dłoni. W drugiej ręce trzyma teczkę, a pod pachą laurki namalowane przez uczniów na 11 listopada dla mieszkańców domu pomocy społecznej.

Pytam, czy możemy razem pojechać na mające się odbyć tego dnia spotkanie dolnośląskiej brygady ONR-u (informował o nim na Facebooku). Odpowiada, że nie ma to sensu, bo na pewno przyjdzie policja i reżimowe media znów będą pisały, że „ksiądz faszysta” spotyka się z nacjonalistami. Zgadza się natomiast poświęcić mi chwilę i zaprasza na plebanię.

Po drodze chwali się, że siłownia, którą otworzył przy kościele, cieszy się dużym zainteresowaniem. Przynosi kawę. Podczas rozmowy żywo gestykuluje – mówi, że to dla przyciągnięcia uwagi słuchacza.

Na uczniowskich laurkach przeważają czołgi i wybuchy. Ks. Międlar uśmiecha się i zapewnia, że nie mówił dzieciom, co malować. Dodaje, że nie wszystkie prace są autorstwa jego uczniów. Chwali się, że wśród swoich podopiecznych widzi przyszłych ministrantów, a nawet księży.

Po jego wystąpieniu na marszu antyimigracyjnym dyrektorki Gimnazjum nr 40 i Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 9, w których uczy religii, wysłały do wydziału katechetycznego wrocławskiej kurii pytanie, czy prowadzi zajęcia zgodnie z programem nauczania. W wydziale słyszę, że żaden z rodziców nie zgłaszał zastrzeżeń i wszystko jest w porządku. Zastępca Dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego, Maria Węglowska-Wojt: – W szkole ksiądz nie prowadzi żadnych demonstracji, uczy wyłącznie religii, a podlega wrocławskiej kurii. Jeśli chodzi o lekcje prowadzone przez ks. Jacka, to są one zgodne z podstawą programową zajęć katechezy.

Pytany o swoje poglądy i zaangażowanie w środowiska narodowe ks. Międlar odpowiada, że czuje się posłany do głoszenia Ewangelii na peryferiach. Za takie peryferia uznaje nacjonalistów. Mówi, że nie może być duszpasterzem kolejarzy albo harleyowców, bo się na tym nie zna. Zna się na subkulturze kibicowskiej.

Wielka Polska Katolicka

Podczas rozmowy mieszają się w nim euforia i zadowolenie z siebie ze złością i niezgodą.
Pytam o pokorę, odpowiada tylko, że jest taka cnota. Przekonuje, że po występach na marszach zgłaszają się do niego ludzie z całej Polski: przyjeżdżają się wyspowiadać. Opowiada, że to dla młodego duszpasterza duży dar, widzieć te wszystkie nawrócenia ludzi po latach. Cieszy się z pochwał, lubi komplementy. Gdy pytam, czy nie przeszkadza mu agresja narodowców, znów się porusza. Próbuje udowodnić, że nie wiem, o czym mówię, i że narodowcy to życzliwi i serdeczni ludzie, a zawsze na początku spotkań ONR liderzy brygad proszą o kulturalne zachowanie.

Dopytuję, czy palenie kukły Żyda, bicie muzułmanów w Poznaniu i okrzyki „Nie islamska, nie laicka, Wielka Polska Katolicka”, to kultura i brak agresji. Odpowiada, że nie ma się czego bać: że ta agresja wśród narodowców to wyłącznie wynik frustracji, a to z tego, że nikt nie chce ich słuchać i liczyć się z ich zdaniem.

Czy nie boi się, że jego wsparcie dla narodowców może zostać odebrane jako błogosławieństwo dla podpalania drzwi mieszkań cudzoziemców? Ks. Międlar nie przypomina sobie takich wydarzeń. Dopowiadam, że chodzi o Białystok, i pytam, czy nie pamięta głośnej deklaracji „Idziemy po was!” ministra Sienkiewicza. Śmiejąc się w głos odpowiada, że minister Sienkiewicz jest skompromitowany i sam powinien pójść po siebie i po swoich. Utrzymuje, że nie pamięta podpalania drzwi w Białymstoku, a nawet jeśli do tego typu ekscesów doszło, to nie mogli to być przecież „życzliwie nastawieni narodowcy”.

Jak więc będzie wyglądała Wielka Polska Katolicka według ks. Międlara? To Polska pod rządami Jezusa Chrystusa, w której nie będzie miejsca na ideologię gender i teorie homoseksualistów, i w której będą wprowadzone ustawy zgodne z nauką Kościoła katolickiego. Narodowcy krzyczą „zakaz pedałowania”, dopytuję więc, czy gej będzie mógł żyć w tej Polsce. Ks. Jacek mówi, że gej przede wszystkim powinien modlić się, żeby przestać być gejem.

W Wielkiej Polsce Katolickiej nie będzie też in vitro. A czy ksiądz rozumie ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci? Przede wszystkim rozumie dzieci, które giną podczas stosowania in vitro.

Sam nie chciałby żyć w Polsce rządzonej przez lewicę. Byłaby to, jego zdaniem, Polska najgorsza z możliwych, którą historia już rozliczyła. Zapewnia, że Wielka Polska Katolicka byłaby wolna i tolerancyjna, i że na pewno odnalazłby się w niej każdy człowiek, nawet o poglądach lewicowych.

A jaka Polska jest dziś? Nie ma w niej miejsca dla Kościoła, niszczonego właśnie przez środowiska lewicowe. Głównie cierpi młodzież, której wpaja się niezdrowe ideologie.

Kilka godzin po naszym spotkaniu ks. Jacek Międlar publikuje na swoim Facebooku bez słowa komentarza link do artykułu na stronie fanatik.ogicom.pl pt. „Żyd spłonął we Wrocławiu”: „Mówcy byli różni. Najlepsze wypowiedziane hasło ironizowało z Francuzów. »Je suis idiot« nawiązywało do medialnej histerii po atakach na redakcję satyrycznego tygodnika. Wszystkich oratorów na pikiecie łączyło jedno – realne widzenie świata na sprawy islamskiej dziczy, która lezie do centrum Europy. Każdy widzi, czym się ta wycieczka kończy dla tych, którzy nieopatrznie zezwalają się »islamoafrykanom« czy też »islamoazjatom« osiedlić”.

Armia kapłanów

Ks. Międlar jest także aktywnym użytkownikiem Twittera.

13 listopada napisał: „Zamach w Paryżu. Kto proislamski, jazda do stolicy Francji”.
14 listopada: „Myślę, że po wydarzeniach we Francji lemingi zrozumieją przemówienie z MN 2015 [Marszu Niepodległości – BS]. NIE POZWÓLMY NA ISLAMSKI FUNDAMENTALIZM W POLSCE”.
Pytany, w jaki sposób Kościół powinien zaangażować się w pomoc uchodźcom, odpowiada, że decyzje Franciszka są nieporozumieniem i papież się w tej sprawie pomylił. Powinniśmy nieść uchodźcom wsparcie na miejscu i zamknąć dla nich granice Europy.

Na swoim blogu ks. Międlar skrytykował także jezuitę Grzegorza Kramera: „Ciekaw jestem, czy już przygotował pokój i ubił świniaka dla braci muzułmanów? Trzeba być kompletnym idiotą nie widząc niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą fala imigrantów/okupantów (...) Chyba, że ksiądz Kramer jest kosmopolitą lub szukającym za wszelką cenę poklasku jezuickim celebrytą. Duszpasterska bieda”. Wpis zniknął z bloga po kilku dniach.

Zniknął również wpis z 17 listopada: „Dostaję wiele optymistycznych wiadomości od księży-nacjonalistów. Gotowi walczyć w obronie Kościoła i Ojczyzny. Idzie ofensywa. Armia kapłanów”.
Pod nim odezwał się do księdza Międlara m.in. ks. Paweł Popielnicki z diecezji białostockiej, pytając: „Tworzymy jakiś batalion?”. Ks. Popielnicki jest studiującym w Rzymie egzorcystą, wsławił się m.in. krytyką dziecięcych zabawek Hello Kitty. O jaki batalion chodzi?

– Proszę tego nie brać na poważnie, to był rodzaj żartu i mrugnięcia okiem – odpowiada w rozmowie telefonicznej z „Tygodnikiem”. – Co w tym śmiesznego? – Uważam, że księża powinni angażować się we wsparcie młodych narodowców, ale rozumiem też, że takie wpisy jak moje mogą wywoływać jakiś strach.

Na wsparcie ks. Międlar może liczyć także od ks. Marka Różyckiego. Kapłan diecezji bielsko-żywieckiej pracuje w katedrze na Wawelu i studiuje na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Na Twitterze napisał: „To niepojęte, jak bardzo lewacka retoryka mózg lasuje. Mądry naród karze swoich głupców, głupi mędrców #ułaskawienie CWP! [Czołem Wielkiej Polsce – BS] Idzie nowe”. Ks. Marek Różycki również był na warszawskim marszu 11 listopada: „A jaka młodzież muzykalna ;) O drzewach, o liściach wiszących. Czy jakoś tak…”. I po chwili drugi wpis: „A nie. Wróć! Przepraszam ta piosenka to o komunistach. Ale też ładna. ;)”.

Pytam ks. Różyckiego, co jest ładnego w haśle: „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Zanim odpowie, przekonuje, że nie może ze mną rozmawiać bez zgody przełożonych, bo „Tygodnik” nie jest pismem katolickim. Pytany, od kiedy, odpowiada, że tak słyszał od innych księży. Po chwili mówi, że skoro pytam o jego wpis na Twitterze, to znaczy, że nie rozumiem, czym jest ironia.

Pasterz młodych patriotów

Wizytator prowincji południowej Zgromadzenia Księży Misjonarzy, ks. Kryspin Banko, który po zamieszaniu wokół ks. Międlara rozmawiał z nim osobiście, pytany o dalszą aktywność wrocławskiego kapłana odpowiada, że sprawa została już zamknięta. Nie chce udzielić wypowiedzi mediom. Relacjonuje swoją rozmowę z biskupem wrocławskim, z której wynika, że sprawę należy wyciszać. I powołuje się na artykuł we wrocławskim „Gościu Niedzielnym”, który uznaje właśnie za zamknięcie problemu.

Co napisał o ks. Jacku Międlarze „Gość Niedzielny”? „Chce wychodzić, jak głosi papież Franciszek, na peryferia wiary. Takich we Wrocławiu nie brakuje. Dla młodych patriotów stał się pasterzem. Jego kapłaństwo jest im potrzebne, aby prowadził ich drogą zbawienia” – czytamy w katolickim tygodniku.

Sam ks. Międlar mówi „Gościowi Niedzielnemu”: „Służę po to, aby z ludzi wyciągnąć jak najwięcej dobra, które w nich drzemie. Chcę głosić żywego Chrystusa. Cieszy mnie każda pożyteczna działalność na rzecz narodu i chrześcijaństwa. Boli trochę niedocenienie działalności patriotycznej młodzieży w tym kraju”.

Przy cichej aprobacie przełożonych młody duchowny będzie więc dalej szedł ramię w ramię z narodowcami. Może też liczyć na wsparcie innych księży. Na propozycję ks. Popielnickiego odpisał z satysfakcją: „Jest nas coraz więcej. Dzięki, będziemy w kontakcie. Lewactwo dostaje szału!;)”. ©℗

Współpraca Zuzanna Radzik

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]