Reklama

Ksiądz Jacek od narodowców

Ksiądz Jacek od narodowców

22.11.2015
Czyta się kilka minut
Chce budować Wielką Polskę Katolicką. Choć przekroczył kolejną granicę, nadal może liczyć na cichą aprobatę przełożonych.
Ks. Jacek Międlar maszeruje „W obronie chrześcijańskiej Europy”, Wrocław, 27 września 2015 r. Fot. Kornelia Głowacka-Wolf / AGENCJA GAZETA
O

O ks. Jacku Międlarze znów zrobiło się głośno. Mimo zakazów od przełożonych, duchowny jest aktywny na portalach społecznościowych. W piątek napisał na twitterze o posłance Nowoczesnej Joannie Scheuring-Wielgus: "Konfidentka zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?".

Kim jest ks. Jacek Międlar? Przypominamy tekst Błażeja Strzelczyka, który kilka miesięcy temu spotkał się z ks. Międlarem.

Ksiądz Jacek od narodowców

Na koniec niechętnie podyktuje mi swój numer telefonu – muszę jednak obiecać, że nie podam go nikomu innemu. Spyta, czy moja komórka nie jest „połączona systemem z innymi”, i czy nikt niepożądany nie ma do niej dostępu. W odpowiedzi na maila z prośbą o spotkanie pisze, że „na pewno nie wyrazi zgody na publikację wypowiedzi i wizerunku”. Facebooka używa pod zmienionym imieniem i nazwiskiem. Na zdjęciu profilowym jest odwrócony plecami, w bluzie z napisem „Ojczyzna”.

Ks. Jacek Międlar (rocznik 1989, Zgromadzenie Księży Misjonarzy) – jak na prawdziwego kibica i narodowca przystało – zachowuje wszelkie środki bezpieczeństwa utrudniające jego identyfikację. I chociaż nie ma się czego bać, to chyba może mówić o powodach do wstydu: dzień przed naszym spotkaniem jego owieczki (jak sam ich nazywa) – członkowie dolnośląskiej brygady Obozu Narodowo-Radykalnego – spaliły na środku wrocławskiego rynku kukłę Żyda.


CZYTAJ TAKŻE:


Co o tym sądzi? Odpowiada z uśmiechem, że to był oczywiście błąd. Zapewnia, że ich upomniał i skrytykował. Prosi jednak, żeby skupić się na „dobrych stronach” narodowców. Tłumaczy, że to wynik frustracji, i uspokaja, że spalili tylko złą ideologię. Że na pewno nikt nie zamierza palić we Wrocławiu Żydów.

Znak od Boga

Pochodzi z Rzeszowa. Opowiada, że dorastał w środowisku kibicowskim i narodowym. Nie zdradza, jakiej kibicuje drużynie, bo nie chce wprowadzać podziałów. Ale ciągle utrzymuje kontakt z rzeszowskim środowiskiem kibicowskim: gdy wraca do rodzinnego miasta, spotyka się z dawnymi kolegami z trybun. Nie nawraca. Jest przeciwnikiem prozelityzmu. Mówi, że chodzi raczej o towarzyszenie. Doskonale zna przy tym rozkład sił kibolskich w Polsce: wie, którzy kibice mają „sztamę”, a którzy „kosę”. Cieszy się jednak, że gdy chodzi o sprawy narodowe, środowiska kibicowskie potrafią wznieść się ponad podziały klubowe. Jego kapłańskie motto brzmi: „Deo et Patriae semper fidelis” – „Bogu i ojczyźnie zawsze wierny”. Mówi, że często słyszał tę frazę w rodzinnym domu. Rodzice uczyli go, że ważne jest dbanie o dziedzictwo narodowe i pamiętanie o przodkach. To dlatego na blogu i portalach społecznościowych będzie przedstawiał się czterema słowami: „mężczyzna, Polak, katolik, narodowiec”.

W seminarium był wzorowym klerykiem, choć wiedziano już, że ma radykalne poglądy. Jeździł na sympozja misyjne. Był redaktorem, pomysłodawcą i grafikiem pisma „Wiadomości Misyjne”. W edytorialu do numeru 3-4 z 2014 r. napisał m.in.: „Właściwym stanowiskiem jest prowadzenie dialogu międzyreligijnego. Brakuje polskiego czasopisma, które podejmowałoby ten temat w sposób kompleksowy, stanowiąc w ten sposób propedeutykę rozmowy z przedstawicielami odmiennych religii i kultur. Ten brak uzupełniamy. W ten sposób chcemy też odpowiedzieć na nauczanie Soboru, papieża Franciszka oraz Jezusa Chrystusa”. W wolnych chwilach, już podczas formacji kapłańskiej, będzie pisał bloga, z którego dziś można się dowiedzieć o jego zainteresowaniach: Biblia, polityka, wspinaczka sportowa, kolarstwo.

Był wikarym w parafii św. Anny we Wrocławiu. Pracował jako katecheta w gimnazjum i szkole podstawowej, opiekuje się ministrantami, przygotowywał dzieci i młodzież do sakramentów. Na blogu zamieszcza głównie homilie. Do pewnego momentu wpisy są neutralne, ale jesienią 2015 r. zaczynają odsłaniać typ „patriotyzmu” autora. Znajdziemy tu m.in. ostre wystąpienie przeciwko Halloween (przy okazji dostaje się Kościołowi otwartemu za popieranie święta i wypaczanie pamięci o żołnierzach wyklętych), a także pochwałę antyimigranckiej oprawy meczu Śląska.

Przełom nastąpił w sierpniu, rok temu. Trzy miesiące po święceniach kapłańskich ks. Jacek pyta Boga, jakim powinien zająć się duszpasterstwem. Znak z nieba przychodzi kilka dni później, gdy młody wikary spotyka w sklepie członka Obozu Narodowo-Radykalnego. Ten zagaduje o odzież z patriotycznymi nadrukami. Po krótkiej rozmowie ks. Jacek zgadza się na spotkanie z całą brygadą ONR.

Ewangelia, a nie Koran

27 września ks. Jacek Międlar wygłasza płomienne przemówienie na wrocławskim marszu antyimigracyjnym. Stoi na dachu żółtego samochodu-trybuny. Tuż obok powiewają flagi ONR. Mówi stanowczo. Często podnosi pięść. Porywa tłum: „Wielu z was usłyszy, że jesteście faszystami. Ja często słyszę, że jestem księdzem faszystą. Usłyszycie, że jesteście nazistami i że macie głęboko gdzieś wartości chrześcijańskie. Bzdura, moi drodzy, niech sobie gadają! W naszym sercu jest Ewangelia, w naszym sercu jest Jezus Chrystus. W naszym sercu są te wartości, za które każdy z nas jest gotowy oddać życie. Za Polskę i za chrześcijaństwo. Bóg, honor i ojczyzna!” – skanduje.

Na transparentach nieopodal m.in. hasło: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Ks. Międlar przekonuje zgromadzonych, że ich postawa – choć będzie im się wmawiać co innego – nie jest wbrew miłości chrześcijańskiej i Ewangelii: „To, co robimy, jest w pierwszej kolejności miłością chrześcijańską. Potrzeba odwagi, ale nie męstwa i odwagi od Allaha czy od lewaków, ale męstwa i odwagi od Jezusa Chrystusa!”. Po okrzykach aprobaty ks. Jacek skanduje: „Ewangelia, a nie Koran”. Tłum wielokrotnie powtarza te słowa, a kapłan znów macha pięścią.

Gdy spytam go później, czy na tym ma polegać dialog międzyreligijny, odpowie, że rozmawiać z innymi można tylko wtedy, gdy zna się swoją tożsamość. Już podczas demonstracji deklaruje, że spodziewa się krytyki: „Moi drodzy, wiem, że mnie oplują za to, że jestem z wami. Ja się nie boję”. I prosi: „Wspierajmy się w tym, co tu robimy, bo my nie atakujemy, ale bronimy się przed inwazją, atakiem ze wschodu, który jest idealnie zaprogramowany. Męstwo i odwaga. Wiara, siła, męstwo. To nasze zwycięstwo”.

Wystąpienie księdza Międlara na wrocławskim marszu antyimigracyjnym staje się punktem przełomowym w jego publicznej aktywności. Młodym kapłanem interesują się media. Ks. Rafał Kowalski, rzecznik prasowy kurii wrocławskiej: – Po tym wystąpieniu abp Józef Kupny rozmawiał telefonicznie z przełożonymi ks. Międlara i poprosił, by działalność duchownego była zgodna z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Ks. Międlar nie podlega bowiem jurysdykcji wrocławskiej kurii. To przełożeni zgromadzenia misjonarzy są odpowiedzialni za jego aktywność. Po marszu zostaje przez nich upomniany i dostaje zakaz pojawiania się na podobnych demonstracjach. Co jednak nie przeszkadza mu w wyjeździe do Warszawy na marsz narodowców 11 listopada.

„Jesteśmy Kościołem walczącym, jesteśmy wojownikami wielkiej Polski” – wykrzykuje tym razem. „Lewacka propaganda dwoi się i troi, aby zniszczyć Kościół i naród polski” – dodaje. Wywód przerywa skandowaniem: „Duma, duma, narodowa duma”. Potem: „Bóg, honor i ojczyzna”. I znów: „Moi drodzy, jesteście wielką armią Kościoła, jesteście wielką armią Polski, nie wiem, czy zauważyliście, ale historia po raz kolejny zatacza koło. Kiedyś wmawiano, że wyzwoliła nas Armia Czerwona, teraz wciska nam się islamski fundamentalizm”. Znów skanduje: „Ewangelia, a nie Koran”.

Początkowo zaskoczony tłum gromko podchwytuje. Potem ks. Międlar objaśnia lęki: te przed lewacką i islamską agresją wymierzoną w to, co narodowe i chrześcijańskie: „Mamy prawo się lękać, mamy prawo się bać przed upadkiem narodowo-chrześcijańskiego dziedzictwa. Mamy prawo do lęku i nikt nas tego nie może pozbawić”.

Zapewnia, że sam chce dialogu; problem w tym, że nikt nie chce rozmawiać z tłumem, do którego mówi: „Nazywają nas faszystami, rasistami, ksenofobami i niewiernymi psami. Tymczasem nie chcemy walczyć młotem nienawiści, który w ferworze próbuje się nam wcisnąć w rękę, ale mieczem prawdy, miłości i Ewangelii. Mieczem, którym jest Jezus Chrystus, żywy Pan i zbawiciel”.

Gdy krzyczy o „lewackiej propagandzie”, wygląda jak działacz narodowy. Gdy inicjuje modlitwę „Pod Twoją obronę”, zamienia się w duszpasterza. Słowa modlitwy wypowiada jak tezy manifestu, wyraźnie i z wojskową zadziornością.
Krzysztof Bosak – wiceprezes Ruchu Narodowego – na Twitterze komentuje: „Myślę, że pojawił nam się kaznodzieja, o którym będzie głośno”. Ks. Międlar zaczyna być uważany za duszpasterza narodowców. W głowie młodego wikarego pojawiają się pomysły na działalność w tym środowisku.

Ksiądz czuje się posłany

19 listopada wieczorem ks. Jacek odprawia mszę w kościele św. Anny na wrocławskim osiedlu Oporów. W spokojnym, średniego wzrostu blondynie o delikatnych rysach trudno dostrzec radykała z demonstracji nacjonalistycznych. Uśmiecha się do ministranta, gdy ten w niewłaściwym momencie dzwoni dzwonkami. Co chwila zdejmuje okulary w cienkich oprawkach, przeciera oczy ze zmęczenia. Pod koniec zauważa w kościele zakonnicę, zaprasza ją do zakrystii. Życzy powrotu do zdrowia parafianinowi, w którego intencji odprawiał mszę. Prosi o wspólną modlitwę „Pod Twoją obronę”, jednak tym razem jej słowa brzmią delikatniej, nie tak stanowczo jak wtedy, gdy modlił się z narodowcami na ulicach Warszawy.

W zakrystii ks. Jacek żartuje chwilę z kościelnym. Zakonnicę zaprasza na śniadanie. Ze mną wita się mocnym uściskiem dłoni. W drugiej ręce trzyma teczkę, a pod pachą laurki namalowane przez uczniów na 11 listopada dla mieszkańców domu pomocy społecznej.

Pytam, czy możemy razem pojechać na mające się odbyć tego dnia spotkanie dolnośląskiej brygady ONR-u (informował o nim na Facebooku). Odpowiada, że nie ma to sensu, bo na pewno przyjdzie policja i reżimowe media znów będą pisały, że „ksiądz faszysta” spotyka się z nacjonalistami. Zgadza się natomiast poświęcić mi chwilę i zaprasza na plebanię.

Po drodze chwali się, że siłownia, którą otworzył przy kościele, cieszy się dużym zainteresowaniem. Przynosi kawę. Podczas rozmowy żywo gestykuluje – mówi, że to dla przyciągnięcia uwagi słuchacza.

Na uczniowskich laurkach przeważają czołgi i wybuchy. Ks. Międlar uśmiecha się i zapewnia, że nie mówił dzieciom, co malować. Dodaje, że nie wszystkie prace są autorstwa jego uczniów. Chwali się, że wśród swoich podopiecznych widzi przyszłych ministrantów, a nawet księży.

Po jego wystąpieniu na marszu antyimigracyjnym dyrektorki Gimnazjum nr 40 i Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 9, w których uczy religii, wysłały do wydziału katechetycznego wrocławskiej kurii pytanie, czy prowadzi zajęcia zgodnie z programem nauczania. W wydziale słyszę, że żaden z rodziców nie zgłaszał zastrzeżeń i wszystko jest w porządku. Zastępca Dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego, Maria Węglowska-Wojt: – W szkole ksiądz nie prowadzi żadnych demonstracji, uczy wyłącznie religii, a podlega wrocławskiej kurii. Jeśli chodzi o lekcje prowadzone przez ks. Jacka, to są one zgodne z podstawą programową zajęć katechezy.

Pytany o swoje poglądy i zaangażowanie w środowiska narodowe ks. Międlar odpowiada, że czuje się posłany do głoszenia Ewangelii na peryferiach. Za takie peryferia uznaje nacjonalistów. Mówi, że nie może być duszpasterzem kolejarzy albo harleyowców, bo się na tym nie zna. Zna się na subkulturze kibicowskiej.

Wielka Polska Katolicka

Podczas rozmowy mieszają się w nim euforia i zadowolenie z siebie ze złością i niezgodą.
Pytam o pokorę, odpowiada tylko, że jest taka cnota. Przekonuje, że po występach na marszach zgłaszają się do niego ludzie z całej Polski: przyjeżdżają się wyspowiadać. Opowiada, że to dla młodego duszpasterza duży dar, widzieć te wszystkie nawrócenia ludzi po latach. Cieszy się z pochwał, lubi komplementy. Gdy pytam, czy nie przeszkadza mu agresja narodowców, znów się porusza. Próbuje udowodnić, że nie wiem, o czym mówię, i że narodowcy to życzliwi i serdeczni ludzie, a zawsze na początku spotkań ONR liderzy brygad proszą o kulturalne zachowanie.

Dopytuję, czy palenie kukły Żyda, bicie muzułmanów w Poznaniu i okrzyki „Nie islamska, nie laicka, Wielka Polska Katolicka”, to kultura i brak agresji. Odpowiada, że nie ma się czego bać: że ta agresja wśród narodowców to wyłącznie wynik frustracji, a to z tego, że nikt nie chce ich słuchać i liczyć się z ich zdaniem.

Czy nie boi się, że jego wsparcie dla narodowców może zostać odebrane jako błogosławieństwo dla podpalania drzwi mieszkań cudzoziemców? Ks. Międlar nie przypomina sobie takich wydarzeń. Dopowiadam, że chodzi o Białystok, i pytam, czy nie pamięta głośnej deklaracji „Idziemy po was!” ministra Sienkiewicza. Śmiejąc się w głos odpowiada, że minister Sienkiewicz jest skompromitowany i sam powinien pójść po siebie i po swoich. Utrzymuje, że nie pamięta podpalania drzwi w Białymstoku, a nawet jeśli do tego typu ekscesów doszło, to nie mogli to być przecież „życzliwie nastawieni narodowcy”.

Jak więc będzie wyglądała Wielka Polska Katolicka według ks. Międlara? To Polska pod rządami Jezusa Chrystusa, w której nie będzie miejsca na ideologię gender i teorie homoseksualistów, i w której będą wprowadzone ustawy zgodne z nauką Kościoła katolickiego. Narodowcy krzyczą „zakaz pedałowania”, dopytuję więc, czy gej będzie mógł żyć w tej Polsce. Ks. Jacek mówi, że gej przede wszystkim powinien modlić się, żeby przestać być gejem.

W Wielkiej Polsce Katolickiej nie będzie też in vitro. A czy ksiądz rozumie ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci? Przede wszystkim rozumie dzieci, które giną podczas stosowania in vitro.

Sam nie chciałby żyć w Polsce rządzonej przez lewicę. Byłaby to, jego zdaniem, Polska najgorsza z możliwych, którą historia już rozliczyła. Zapewnia, że Wielka Polska Katolicka byłaby wolna i tolerancyjna, i że na pewno odnalazłby się w niej każdy człowiek, nawet o poglądach lewicowych.

A jaka Polska jest dziś? Nie ma w niej miejsca dla Kościoła, niszczonego właśnie przez środowiska lewicowe. Głównie cierpi młodzież, której wpaja się niezdrowe ideologie.

Kilka godzin po naszym spotkaniu ks. Jacek Międlar publikuje na swoim Facebooku bez słowa komentarza link do artykułu na stronie fanatik.ogicom.pl pt. „Żyd spłonął we Wrocławiu”: „Mówcy byli różni. Najlepsze wypowiedziane hasło ironizowało z Francuzów. »Je suis idiot« nawiązywało do medialnej histerii po atakach na redakcję satyrycznego tygodnika. Wszystkich oratorów na pikiecie łączyło jedno – realne widzenie świata na sprawy islamskiej dziczy, która lezie do centrum Europy. Każdy widzi, czym się ta wycieczka kończy dla tych, którzy nieopatrznie zezwalają się »islamoafrykanom« czy też »islamoazjatom« osiedlić”.

Armia kapłanów

Ks. Międlar jest także aktywnym użytkownikiem Twittera.

13 listopada napisał: „Zamach w Paryżu. Kto proislamski, jazda do stolicy Francji”.
14 listopada: „Myślę, że po wydarzeniach we Francji lemingi zrozumieją przemówienie z MN 2015 [Marszu Niepodległości – BS]. NIE POZWÓLMY NA ISLAMSKI FUNDAMENTALIZM W POLSCE”.
Pytany, w jaki sposób Kościół powinien zaangażować się w pomoc uchodźcom, odpowiada, że decyzje Franciszka są nieporozumieniem i papież się w tej sprawie pomylił. Powinniśmy nieść uchodźcom wsparcie na miejscu i zamknąć dla nich granice Europy.

Na swoim blogu ks. Międlar skrytykował także jezuitę Grzegorza Kramera: „Ciekaw jestem, czy już przygotował pokój i ubił świniaka dla braci muzułmanów? Trzeba być kompletnym idiotą nie widząc niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą fala imigrantów/okupantów (...) Chyba, że ksiądz Kramer jest kosmopolitą lub szukającym za wszelką cenę poklasku jezuickim celebrytą. Duszpasterska bieda”. Wpis zniknął z bloga po kilku dniach.

Zniknął również wpis z 17 listopada: „Dostaję wiele optymistycznych wiadomości od księży-nacjonalistów. Gotowi walczyć w obronie Kościoła i Ojczyzny. Idzie ofensywa. Armia kapłanów”.
Pod nim odezwał się do księdza Międlara m.in. ks. Paweł Popielnicki z diecezji białostockiej, pytając: „Tworzymy jakiś batalion?”. Ks. Popielnicki jest studiującym w Rzymie egzorcystą, wsławił się m.in. krytyką dziecięcych zabawek Hello Kitty. O jaki batalion chodzi?

– Proszę tego nie brać na poważnie, to był rodzaj żartu i mrugnięcia okiem – odpowiada w rozmowie telefonicznej z „Tygodnikiem”. – Co w tym śmiesznego? – Uważam, że księża powinni angażować się we wsparcie młodych narodowców, ale rozumiem też, że takie wpisy jak moje mogą wywoływać jakiś strach.

Na wsparcie ks. Międlar może liczyć także od ks. Marka Różyckiego. Kapłan diecezji bielsko-żywieckiej pracuje w katedrze na Wawelu i studiuje na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Na Twitterze napisał: „To niepojęte, jak bardzo lewacka retoryka mózg lasuje. Mądry naród karze swoich głupców, głupi mędrców #ułaskawienie CWP! [Czołem Wielkiej Polsce – BS] Idzie nowe”. Ks. Marek Różycki również był na warszawskim marszu 11 listopada: „A jaka młodzież muzykalna ;) O drzewach, o liściach wiszących. Czy jakoś tak…”. I po chwili drugi wpis: „A nie. Wróć! Przepraszam ta piosenka to o komunistach. Ale też ładna. ;)”.

Pytam ks. Różyckiego, co jest ładnego w haśle: „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Zanim odpowie, przekonuje, że nie może ze mną rozmawiać bez zgody przełożonych, bo „Tygodnik” nie jest pismem katolickim. Pytany, od kiedy, odpowiada, że tak słyszał od innych księży. Po chwili mówi, że skoro pytam o jego wpis na Twitterze, to znaczy, że nie rozumiem, czym jest ironia.

Pasterz młodych patriotów

Wizytator prowincji południowej Zgromadzenia Księży Misjonarzy, ks. Kryspin Banko, który po zamieszaniu wokół ks. Międlara rozmawiał z nim osobiście, pytany o dalszą aktywność wrocławskiego kapłana odpowiada, że sprawa została już zamknięta. Nie chce udzielić wypowiedzi mediom. Relacjonuje swoją rozmowę z biskupem wrocławskim, z której wynika, że sprawę należy wyciszać. I powołuje się na artykuł we wrocławskim „Gościu Niedzielnym”, który uznaje właśnie za zamknięcie problemu.

Co napisał o ks. Jacku Międlarze „Gość Niedzielny”? „Chce wychodzić, jak głosi papież Franciszek, na peryferia wiary. Takich we Wrocławiu nie brakuje. Dla młodych patriotów stał się pasterzem. Jego kapłaństwo jest im potrzebne, aby prowadził ich drogą zbawienia” – czytamy w katolickim tygodniku.

Sam ks. Międlar mówi „Gościowi Niedzielnemu”: „Służę po to, aby z ludzi wyciągnąć jak najwięcej dobra, które w nich drzemie. Chcę głosić żywego Chrystusa. Cieszy mnie każda pożyteczna działalność na rzecz narodu i chrześcijaństwa. Boli trochę niedocenienie działalności patriotycznej młodzieży w tym kraju”.

Przy cichej aprobacie przełożonych młody duchowny będzie więc dalej szedł ramię w ramię z narodowcami. Może też liczyć na wsparcie innych księży. Na propozycję ks. Popielnickiego odpisał z satysfakcją: „Jest nas coraz więcej. Dzięki, będziemy w kontakcie. Lewactwo dostaje szału!;)”. ©℗

Współpraca Zuzanna Radzik

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Skomentuję krótko działalność ks. J.Międlara: Jezus wśród swoich uczniów miał też Judasza, który Go zdradził.

Boniecki ocenzurowany, Lemański na wygnaniu, a Międlar wyrasta na kibolsko-narodową gwiazdę raczej niż na szukającego sznura skruszałego zdrajcę. Jeśli jest tu miejsce na analogię do Judasza,to imię jego Episkopat.

To jest w ogóle szersze zjawisko ks. Międlar jest tu tylko przykładem. Obecni klerycy lub księża zaraz po seminarium są dużo bardziej konserwatywni i radykalni w porównaniu do swoich starszych kolegów. Ogólnie dzisiaj młodzież zaangażowana w ruchy katolickie ma w większości poglądy narodowe i mocno konserwatywne. Praktycznie nie spotyka się w nich osób o umiarkowanych i centrowych poglądach nie mówiąc już o lewicy - dzisiaj po prostu młodzież o takich poglądach na ogół jest niepraktykująca.

Proszę spojrzeć na obraz przedwojennego Kościoła i jego zaangażowanie w ONR i generalnie w Endecję. Tępienie ,mniejszości wraz z ich świątyniami. Potem, podczas wojny, zaangażowane kleru na wschodzie Polski w, delikatnie mówiąc, tępienie Żydów. Sprowadza się to do prawicowego i skrajnie prawicowego nastawienia kleru, przechodzi to na młodych, nieukształtowanych życiowo kleryków.Kończ taki seminarium i ma jednokierunkowe spojrzenie na świat.

To nie było nic nadzwyczajnego. W całej Europie Kościół Katolicki wspierał nacjonalistyczne partie, gdyż jednocześnie były one najbardziej antykomunistyczne. Polska nie była tu żadnym ewenementem. Kościół w czasie wojny raczej pomagał Żydom niż ich tępił. Ukrywano ich w budynkach kościelnych, dawano fałszywe świadectwa chrztu i już wtedy Kościół na tyle ile mógł potępiał holokaust. Nie zgodzę się też, że księżą tak skrajnie prawicowi byli od zawsze. Owszem zdarzali się i tacy, ale większość jednak miała bardziej umiarkowane poglądy. Dopiero od kilku lat klerycy i młodzi księża na ogół są radykalnie konserwatywni nawet na tle dość zachowawczego polskiego kleru.

Polscy duchowni nie zyja na Księzycu, ale wychodzą ze społeczeństwa i sa tacy, jak kregi, z których wyszli. O konserwatyzmie i radykalizmie młodych księży słyszałam już dawno temu, kiedy Tygodnik roztaczał wizję buntu oddolnego w Kościele przytaczając przykłady z innych krajów, a na rodzimym gruncie usilnie wspierając ks. Lemańskiego. Sprawa tego ostatniego - jestem o tym głęboko przekonana - podobnie jak ataki antyklerykałów w rodzaju prof. Hartmana, czy Palikota, przyczyniły się do nasilenia zjawiska, którego pokłosiem jest ks. Miedlar, a na arenie politycznej - zwyciestwo PiS-u. Rozsadek nakazywałby wyhamowanie zbytniej "postepowosci" w rozumieniu i wypowiadaniu się o Kościele i religii. Mleko się już niestety rozlało. Skręt PO w stronę prawą jest tylko powodem do kpin w internecie. Co nie znaczy, ze ks. Miedlara nie zakułabym chętnie w dyby i nie wybatozyla.

Ja mam poglądy lewicowe. Sto razy chciałem odejść od kościoła uważając, że to co słyszę od księży nie zgadza się z moim rozumieniem świata i nauki Jezusa. Nie muszę chyba tłumaczyć jak niezrozumiała jest moja postawa dla moich znajomych. Przy kościele trzyma mnie jednak ta myśl: jeżeli wszyscy się odwrócą i umyją ręce, kto udowodni, że kościół nie jest siedliskiem fanatyków i hipokrytów? Oczywiście nie myślę o sobie jako o jakimś ostatnim bastionie zdrowego rozsądku. Po prostu przyłączam się i wspieram środowisko TP, które uważam za wartościowe. Tak tylko chciałem dorzucić swoje 3 grosze. Michał (konto siostry :D)

"Wiara, siła, męstwo. To nasze zwycięstwo!" - ciekawe czy chłopaki z zespołu Luxtorpeda są zadowoleni z takiego wykorzystania cytatu z ich piosenki ;-) https://www.youtube.com/watch?v=jbjbfUlX2Vc Piosenka została napisana dla zespołu rugby złożonego z zawodników na wózkach inwalidzkich (specjalna odmiana tego sportu).

Tak, to zapewne prawda: młodzież lewicowa już nie ogląda się na proboszcza. Ale często mam wrażenie, że więcej w nich z chrześcijanina niż w tych "obrońcach wiary i ojczyzny". Wiem coś o tym, bo bywam na demonstracjach przeciwko faszyzacji. I, będąc człowiekiem niewierzącym o poglądach liberalnych, dobrze się wśród nich czuję. Przy okazji pragnę podziękować i wyrazić szacunek Redakcji "TP" za głębokie podejmowanie tematu narastającej agresji na tle ksenofobicznym, i za odwagę pokazywania roli duchownych i hierarchii KK w tym ruchu w kierunku faszyzmu. Uważam bowiem, że jeśli mówimy o postępującej faszyzacji jako występującej tendencji, to taka diagnoza ma uzasadnienie, o czym, obawiam się, wkrótce przekonają się i sceptycy. Tendencja jest bowiem aż nadto wyraźna. Lecz choć już późno jest, to może nie za późno, aby o tym rozmawiać? Lecz mam żal do liberalnej części społeczeństwa i tak zwanego establishmentu, że nie chciały dostrzec niebezpieczeństwa, gdy jeszcze nie było za późno. A o demonstrujących "lewakach", czyli tej młodzieży, która niebezpieczeństwo dostrzega od lat, mówią z lekceważącym poczuciem wyższości. Uważają, że są ponad to? Że rzecz ich nie dotyczy? Im poświęcam ten czterowiersz: *** Już jest za późno, Kolego Już faszyzm puka do Twych drzwi Zawiodły liberalne elity Zawiodłem i ja, i, Kolego, Ty

Mam ważenie, że jestem z innego pokolenia niż Pan, ale zgadzam się z wypowiedzią w 100%. Też wydaje mi się, że już jest za późno. Jeśli doszło do tego, że w sejmie zasiadają przedstawiciele grupy faszyzującej to , dla mnie, jest to skandal i porażka. A był czas kiedy można było powiedzieć stop. Nie odważył się nikt, ani politycy, ani Kościół. Chyba już mamy rękę w nocniku.

Nie przesadzałbym z tą faszyzacją chociaż fakt przyszła kadencja Sejmu będzie równie mocno prawicowa nawet przy klęsce PiSu. Bowiem znaczna większość zawiedzionej PiSem młodzieży przekaże swe głosy Kukizowi (czy co tam powstanie na gruzach jego ruchu) oraz Korwinowi. Równie niebezpieczna jest "lewicyzacja" , ale ta ma mniejsze szanse powodzenia, gdyż wśród dzisiejszej młodzieży dominuje skrajna prawica. Jej bohaterami są Kukiz, Korwin lub Braun, a także prawicowi publicyści jak Max Kolonko czy Cejrowski, zaś nazwanie kogoś lewakiem traktowane jest jak największa obelga. To pokolenie jest chyba stracone dla liberalnego centrum nawet jeśli staną się z czasem mniej radykalni to będą popierać partie typu PiS. Faktem też jest, że np. w miastach na msze odprawiane w rycie trydenckim przychodzi znacznie więcej młodych ludzi niż starszych, dla których była to przecież msza ich młodości. Może Kościół tak otwarcie nie potępia mieszania nacjonalizmu z katolicyzmem, bo np. boi się, że straci te młode dusze na rzecz ruchu lefebrystów tak jak to jest we Francji od wielu lat, gdzie katolicy o poglądach narodowych i konserwatywnych wolą należeć do Bractwa Piusa X niż do KRK. Z drugiej strony mieliśmy już 10 lat temu w Sejmie narodową LPR. Chociaż fakt, że musiała wejść do koalicji rządowej aby się ośmieszyć i zniknąć ze sceny politycznej. Jej szef zaś po porażce stał się jednym z najlepszych warszawskich adwokatów oraz "salonowym" autorytetem . Może i teraz z narodowcami będzie tak samo?

Wprawdzie już pisałam o tym wyżej, ale powtórzę, bo uważam tę myśl za bardzo istotną. Myli się Pan obarczając siebie i innych odpowiedzialnością za brak reakcji na brunatnienie naszej młodzieży (w tym i młodych księży). To jest zjawisko, które sledze od lat, i reakcja na próby mało wysublimowanego marginalizowania i wyszydzania Kościoła i religii, na przeciwstawianie papieża Franciszka poprzednikowi, na promowanie takich ograniczonych umysłowo warchołów, jakim był ks. Lemański. Skutek - radykalizacja prawicowa społeczeństwa i wygrana PiS. Proponuje też nie wypowiadać się, co jest bardziej lub mniej chrześcijańskie, bo nie jesteśmy do tego upoważnieni, w każdym razie tak się ma z członkami Koscioła katolickiego. Od tego mamy Kosciół i Magisterium, które decydują, co jest dobre, a co złe. Jeśli uwazamy, ze te ciała nie wywiazuja się ze swego zadania - zawsze można wziąć z nimi rozbrat. Ja np. zawiesiłam swoja lojalność wobec nich za obecnego pontyfikatu, co nie znaczy, ze jestem kumpelką pana Terlikowskiego:)))

Pani Kalino, mamy tak odmienne poglądy na poruszane tu sprawy, że niech już tak pozostanie. Jednego tylko spostrzeżenia nie mogę przemilczeć. Powiada Pani "Od tego mamy Kościół i Magisterium, które decydują, co jest dobre, a co złe"? Naprawdę tak Pani uważa? Mnie się wydaje, że to jedna z największych słabości polskiego Kościoła Katolickiego: wierni, czyli sól Kościoła, czują się zwolnieni z myślenia, a sumienia ich są dekoracją, bowiem to "Magisterium decyduje, co jest dobre, a co złe". A ja myślałem, że biskupi przekazują naukę Mistrza z Nazaretu, która mówi o tym, jak żyć, czyli jak być w zgodzie ze sobą, ze swym poczuciem przyzwoitości. Widać, że się myliłem. Mogłem pozostać w Kościele i się nie przejmować...

Jak Pan wie, nauka Mistrza z Nazaretu już w momencie narodzin mogła służyć do manipulowania, tak była formułowana przez samego Autora. W ciągu setek lat nauka Koscioła przezywała kolejne rozmaite wahania i zmiany, a i dziś z pewnoscią nie jest to jej ostateczna forma i czeka ja jeszcze nie jedno. Tych zmian dokonuje nie Mistrz z Nazaretu, ale ludzie, którzy na Niego powołują się, którzy mają - w co wierzymy - mandat na wypowiadanie się w Jego imieniu. Proszę wiec nie zapominać o ziemskim, ludzkim wymiarze nauki Koscioła, jeśli nawet jest ona inspirowana czterema Ewangeliami. Kiedy przestajemy zgadzać się z Kościołem, po prostu od niego odchodzimy. I tak jest dobrze.

Na prowincji źle dzieje się w miasteczku, w gminie, w powiecie. Źle dzieje się też w dalszym, zagranicznym otoczeniu. Zewsząd sączy się niepewność. Wieczorami z podcieni wychyną zakapturzone głowy z rękoma w kieszeniach. Mówią - weź mnie. Nie pociągnie ich lewica, jest zbyt trudna. Potrzebują chorągwi, wrzenia i wroga. I kaznodziei, który poprowadzi ich przeciw nie ważne czemu. Panie Błażeju, myślę, że ma Pan rację, to poważna sprawa.

"gej przede wszystkim powinien modlić się, żeby przestać być gejem", a ksiądz Jacek powinien modlić się, żeby przestać być księdzem.

widać, że ks. Jacek nie boi się Boga, a powinien ! bo kiedyś będzie się gęsto przed nim tłumaczył.. z nienawiści ciężko się wyspowiadać.

Młodość już tak ma. Ojciec Maksymilian Kolbe przed wojną też był narodowcem i antysemitą. Tymczasem w trakcie pobytu w Oświęcimiu oddał życie za współwięźnia, który miał rodzinę, a teraz został świętym. Być może i ks. Jacek z się z czasem się "wyrobi" i dokona czegoś równie heroicznego, a za jakieś 100 lat będziemy mieli św. Jacka Międlara ?

Nie życzę ani ks. Miedlarowi, ani nikomu innemu takiej drogi do "świetosci". Oczywiście każdy może rozporzadzac swoim życiem do woli, ojciec Kolbe też miał taka możliwość. Jednak pamiętajmy, ze w swojej fundamentalistycznej, choć obecnie "błogosławionej" glowie zachował historię, jaka zdarzyła się w Czechach pod koniec I wojny swiatowej, a którą opisał w swoim "Rycerzu Niepokalanej". Nikt nie chce przytaczać tej powiastki, wiec czuje się wręcz w obowiązku, żeby to zrobić. Otóż jakiś "Szwejk" porwał się na zabroniony prawem wojennym czyn, za co został skazany na smierć. Burmistrz miasteczka, gdzie się to wszystko działo, zgłosił się do austriackiego oficera, który "kierował ruchem" w tej sprawie, i zadeklarował, ze on pójdzie na smierć zamiast skazanego. Oficer austriacki tak się wzruszył, ze ułaskawił i skazanego, i burmistrza. Najwyraźniej ojciec Kolbe przejął się zbytnio ta historia, a ponieważ jego swiatopoglad preferował stałość i niezmienność wartości, obca zas mu była dialektyka historyczna, skończyło się, jak się skończyło.

...od chrześcijanskiej istoty miłości, która "wszystko wybacza, wszystkiemu wierzy, nie dochodzi swego"; ale jest głosem uzasadnionego buntu młodego pokolenia-ludzi pozbawionych perspektywy sensownego życia, wykorzystywanych przez egotyczne pokolenie "staruchów", broniących swej uprzywilejowanej pozycji społecznej, także obłudną retoryką "miłości bliźniego". Lepszy uczciwy "faszysta", niż fałszywy "chrzescijanin"

Jestem skłonny się podpisać pod pana wypowiedzią :))) I cieszą mnie nawet wstawione cudzysłowy. Do worka "faszyzm" zbyt często w imię "europejskiego internacjonalizmu" wrzuca się jakiekolwiek odruchy narodowe. Ponadto te pseudo chrześcijaństwo nadmiernie zabrudza idee narodowe. Idea narodowa pod którą mógłbym się podpisać głosiłaby: "Jesteś Polakiem, jesteś wolnym człowiekiem, masz prawo wyznawać każdą religię jaką tylko zapragniesz, byleby ona nie szkodziła Polsce i innym Polakom i nie głosiła pogardy do innych Polaków, bo to nasz wspólny dom, a nie postsowiecka stodoła w której wszyscy muszą chodzić w tych samych walonkach i pić ten sam samogon" amen.

...żeby wszyscy(a przynajmniej wiekszość) czuła się w polskim domu jak u siebie, nie może mieć miejsca proces narastajacego rozwarstwienia społecznego ze względu na poziom zamożności (i możliwości realizowania się w życiu), przy kompletnej bezczynności(a może i za przyzwoleniem) politycznej władzy. Najlepiej żyje się we wspólnym domu, gdy jest to wspólnota wolności, równości i braterstwa. Tymczasem tak hołubiony liberalizm, dający wolność kapitałowi, powoduje nierówności społeczne i antagonizmy. Czyli wychodzi na to, że tą wolność należałoby cokolwiek sformatować, by i równość i braterstwo miało szansę zaistnieć.

Tak, to prawda, wolność kapitału sprawia, że zamiast wspólnych ludzkich decyzji w wspólnym domu władze sprawuje pieniądz i on też zaczyna wartościować. Grzechem staje się "nie mieć pieniędzy". To swoista przeciwna do sowieckiego forma piekła. Skrajności jak widać tworzą piekło, zatem czyżby zachowanie umiaru miało być drogą do Raju? Myślę, że myśl Arystotelesa jest tu warta uwagi (oczywiście z pewnymi drobnymi zastrzeżeniami, nikt nie jest doskonały, nawet Arystoteles czasem "bredził") :)))

...i każdemu z osobna: bo i uniknie się indywidualnego grzechu nieumiarkowania( np.w jedzeniu i piciu już to jako grzechu ciężkiego), a i przy skromniejszych parametrach własnej życiowej niszy, znajdzie się więcej miejsca dla dodatkowych uczestników bożych igrzysk na tym świecie. Czyli staje się bardziej różnorodnie, kolorowo, polifonicznie, no i w ogóle ciekawie.

To 'młode pokolenie ludzi pozbawionych perspektywy sensownego życia', co to buntuje się w sposób niby uzasadniony - to de facto margines kilkuprocentowy, a nie żadne pokolenie. Nie zgadzam się absolutnie z taka absurdalna tezą. Gros tego pokolenia doskonale sobie potrafi radzić w świecie, który głównie dla zardzewiałych mentalnie leśnych dziadków wydaje się być obcy i nieprzyjazny. Co to niby ma być 'perspektywa sensownego życia', że trzeba jej szukać grożąc innym szubienicą czy brzytwą i opluwając?? I jeszcze ta bałamutna wstawka o egotycznych staruchach??.. Od zawsze i wszędzie każdy broni swej uprzywilejowanej pozycji, czy młody czy stary, i nic się tu nie zmieniło - poza tym może, że to właśnie starzy najczęściej padają ofiarami wymiany kadr na młode właśnie, silniejsze i wydajniejsze, lepiej wykształcone. Owszem ci młodzi spod znaku 'heil Hitler', łysej pały i zachrypniętego pseudoksiędza z brzytwą zamiast krzyża w ręku są wykorzystywani - ale przez cynicznych, bezwzględnych politykierów typu Kaczyński czy Macierewicz, rozgrywani przez nich i szykowani na bojówki dyktatora. Żałosne są próby usprawiedliwiania na siłę właśnie zwyczajnego chamstwa, faszyzmu, nienawiści.I jeszcze ta wstawka o 'uczciwych faszystach' na koniec - no jak dla mnie się Szanowny Pan skompromitował tymi szczerymi wyznaniami.
Obrazek użytkownika przyjaciel

Widzę, że tego ks.Jacka tygodnik lansuje na coś w stylu kapelana narodowców. Resztę zostawię bez komentarza.

a nie jest?

Nie ten ksiądz Jacek to będzie inny. Są "wierni" znajdzie się kapelan. Powrót skrajnej prawicy ma źródło w nie przerobionej historii - żyła w "undergroundzie" przez lata i teraz śmielej wychodzi na światło dzienne. Ale jest jeszcze jeden powód. Od lat 90tych liberalny mainstream staje się (głównie w Europie nie tylko) coraz bardziej radykalny. Nie byłoby takiej prawicowej reakcji gdyby nie było stwierdzeń typu: "Żadnej tolerancji dla tych, którzy nie chcą pomóc (uchodźcom)" - to pani kanclerz, "Każdy tu może mieszkać" to znany polski publicysta, "Nie ma związku między falą uchodźców, a zagrożeniem terrorystycznym" - to polski europoseł już po tym gdy wykazano, że dwóch zamachowców z Paryża przedostało się do Europy w fali uchodźców. W istocie stwierdzenie, że "każdy tu może zamieszkać" jest tak samo ekstremistyczne jak to co wykrzykują narodowcy(tzn. że nikt obcy nie może tu zamieszkać) - podważa sens państwa narodowego, obywatelstwa, wspólnoty itd - tylko robi to w ładnej inteligenckiej formie. Liberalny mainstream zdaje się dążyć (z jakiegoś zupełnie dla mnie niezrozumiałego powodu) do pozbawienia ludzi wspólnoty ponad rodziną, ale poniżej wspólnoty ogólnoludzkiej. To się nie może udać. Ludzie zawsze żyli w plemionach, klanach, narodach. Potrzebują ich do opanowania lęku jaki niesie ze sobą świat. Odpowiedzią na ekstremizm prawicowy nie powinien być "moralny imperializm" i więcej radykalnego liberalizmu, tylko więcej politycznego centrum. Więcej rozsądku w ramach liberalnego ale jednak narodowego państwa. Taka postawa nie wyklucza ani pomocy uchodźcom ani przyjmowania emigrantów - ale w ramach rozsądnej polityki, bez próby przerobienia wszystkich na multi-kulti. W przeciwnym razie wahadło przeleci z lewa na prawo szybciej niż zdążymy się zorientować.

Dokładnie. Dlatego pomimo, że nie jestem zwolennikiem PiS podoba mi się podejście rządu Szydło w kwestii kryzysu imigracyjnego jako wg mnie najbardziej rozsądne. Czyli dotrzymamy umowy zawartej przez poprzedni rząd, ale ani jednego uchodźcy więcej. W zamian za to będziemy dawać pieniądze i świadczyć pomoc na miejscu w Turcji aby tam uchodźcy mieli godne warunki. Po pierwsze pokazujemy, że nie umywamy rąk od tej prawdziwej krzywdy ludzkiej i jesteśmy solidarni z uchodźcami. Mamy pewność, że pomagamy najbardziej potrzebującym, a nie osobom np. z Maroka czy Albanii, którzy udają Syryjczyków i liczą na życie na socjalu. W kraju zaś zapewniamy bezpieczeństwo obywatelom, nie ma niepokojów społecznych ani wzrostu poparcia partii skrajnych jak narodowcy czy korwiniści.

Podpisuje się obiema rękami

Polecam: http://followjezus.blog.tygodnikpowszechny.pl/papiez-ktory-wytracil-mnie-z-rownowagi/

To jest tekst na podobieństwo wstępniaków w Trybunie Ludu:))) Autor nie pokusił się nawet o rzetelne przeanalizowanie tekstów pochodzących od obecnego papieża, nie zauważył nawet, ze w Krakowie w rozmowie z polskimi biskupami, wypowiedział się o imigrantach w nieco innym tonie - dokładnie w duchu postu, z którym tak ochoczo się zgodziłam. No i nie zdziwiłabym się, gdyby Franciszek wytracił autora z równowagi swoimi enuncjacjami - wyjątkowo kołtuńskimi - na temat homoseksualistów i transwestytów. Ale to dobry przykład działalności publicystycznej, która nie powinna mieć miejsca, ponieważ przynosi więcej szkody niż pożytku.

1. Czy pana zdaniem francuscy Żydzi wpadli w histerię i zachowują się irracjonalnie ?http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,18539944,zydzi-uciekaja-z-francji-bilet-w-jedna-strone-dla-calej-rodziny.html?disableRedirects=true 2. Czy uznaje pan masochizm za równoprawną formę miłości ?

Znowu logika Boska zmaga się z logika ludzką..... Ustawy i kodeks karny zamiast ewangelii, jakie to proste.....

Wnoszę, abyście Droga Redakcjo, zaprzestali tego faceta nazywać księdzem. To obraża moje uczucia, nie tyko religijne. Jeśli jego wyczyny tolerowane są przez przewielebnych itd..... to przynajmniej Wy dajcie sygnał zdrowego rozsądku.

To samo tyczy się jego przełożonych. To zwykłe sakramenckie dziady i tyle.

A dlaczego sakramenckie?

Bo to słowo nadzwyczaj moim zdaniem w swej kategorii eleganckie, i wiele treści w sobie mieści..;) +++ http://synonim.net/synonim/sakramencki

Facet znalazł winnych - żydów w Watykanie. Przypadek kliniczny, ale sam musi zgodzić się na ewentualne leczenie. Niestety.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]