PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: W opisanej przez Onet historii wiadomo na pewno jedno: że Karol Nawrocki oraz jego sztab zakiwali się w sprzecznych tłumaczeniach.
Paweł Kubicki: Wiemy też, że pan Jerzy – starszy człowiek z problemami finansowymi, zdrowotnymi i życiowymi – ponad dekadę temu wykupił, korzystając z 90-procentowej bonifikaty, należący wówczas do miasta lokal komunalny.
Korzystając z „pomocy” finansowej Nawrockiego. Następnie polityk podpisał umowę przedwstępną kupna mieszkania, które na jego własność przeszło kilka lat później.
I tu wersje się rozjeżdżają. Pierwsza obowiązuje, jeśli uwierzymy, iż przedstawiona niedawno na konferencji przez Przemysława Czarnka umowa notarialna odzwierciedla prawdziwą sekwencję zdarzeń.
Wtedy sprawa jest prosta: Nawrocki kupił mieszkanie za 120 tys. zł, a więc rynkową wartość, przelewając całość kwoty. Logiczne.
Nie do końca, bo wtedy musielibyśmy uwierzyć, że zrobił coś dziwnego: kupił mieszkanie za jego nominalną wartość, z lokatorem, który tam miał nadal mieszkać, i któremu pan Nawrocki w dodatku miał pomagać.
Warto rozpatrzyć drugą wersję, bardziej prawdopodobną również dlatego, że przedstawił ją sam Nawrocki. Otóż zgodnie z nią polityk zaproponował układ: zapłaci ok. 12 tys. za wykupienie mieszkania komunalnego, będzie opłacał czynsz i w bliżej nieokreślonej formie wspierał pana Jerzego, a ten pozostanie w mieszkaniu jakiś czas, następnie zaś stanie się ono własnością Nawrockiego. Szczegółów nie znamy, ale wiemy, jak tego rodzaju umowy wyglądają zwykle.
Strony dogadują się w mniej lub bardziej sformalizowany sposób, czasami „na papierze”, że kwota wartości mieszkania została uiszczona, i taki stan kwitują u notariusza. Ale w praktyce transakcja sprowadza się do płacenia przez kolejne lata czynszu, czasami do świadczenia jakiejś pomocy. W zamian właściciel może do końca życia przebywać w lokum, które po jego śmierci jest już pełnoprawną własnością kupca.
Takich umów jest ponoć wiele. Co jest tego przyczyną?
Na fali transformacji mnóstwo mieszkań komunalnych i spółdzielczych zostało odsprzedanych ich dotychczasowym lokatorom z bonifikatą przez samorządy. Właściciele mają dziś po 70, 80 albo 90 lat i są często w specyficznej sytuacji. Posiadają spory majątek w postaci mieszkania, ale niejednokrotnie bardzo niskie dochody, tzn. renty lub emerytury bliskie najniższym lub też niższe niż te minimalne. Mówimy tu o 1500, 2500 zł na rękę. A samo utrzymanie mieszkania kosztuje co najmniej kilkaset, czasami tysiąc złotych. Do tego dochodzą potrzeby opiekuńcze i zdrowotne, które też mogą sięgać kolejnego tysiąca.
Powtórzę: to historia nie tylko pana Jerzego, ale wielu zaawansowanych wiekowo Polaków, którzy są bogaci w aktywa, ale ubodzy dochodowo.
I rynek na to reaguje. Nie tylko w postaci umów takich jak ta, ale też np. w formie opisanych niedawno przez Marka Rabija w „TP” tzw. rent hipotecznych – komercyjny podmiot wykupuje po niższej niż rynkowa cenie lokum od seniora, w zamian gwarantuje mu dożywotnie świadczenie i możliwość mieszkania.
Przykładem jest choćby Fundusz Hipoteczny „Dom”. Niezależnie jednak od tego, czy mówimy o komercyjnych podmiotach, czy o dwuosobowych umowach o różnym poziomie szczegółowości i sformalizowania, polskie państwo nie wspiera seniorów w podobnej sytuacji – są oni zdani na rynek.
Co państwo mogłoby robić?
Ministra ds. polityki senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz zaproponowała rozwiązanie dotyczące tzw. więźniów czwartego piętra – ministerstwo chce, by seniorzy mieszkający wysoko mogli zamieniać swoje lokale na umiejscowione niżej. Ale to rozwiązanie punktowe.
Można sobie wyobrazić rządowy program pomocy seniorom z mieszkaniami, ale bez wystarczających dochodów. Albo sytuację, że państwo stwarza sieć certyfikowanych pośrednictw nieruchomości, gdzie taka osoba może bezpiecznie, z regulowaną i niską prowizją dla takiego podmiotu, zbyć mieszkanie lub zamienić je na mniejsze.
Można sobie też wyobrazić wspomniane już tzw. renty hipoteczne, ale oferowane nie przez podmioty komercyjne, tylko przez nadzorowane przez państwo banki.
„Zręby prawno-instytucjonalne dla takiej operacji już istnieją, bo w oparciu o ustawę o odwróconej hipotece takie usługi mógłby świadczyć np. Bank Gospodarstwa Krajowego” – pisał Rabij, stawiając podobny postulat.
Oczekiwałbym od państwa, że stworzy kilka alternatywnych możliwości. I że wzmocni wreszcie coś, co wiąże się z naszym tematem pośrednio, ale jest bardzo ważne. Chodzi mi o zwiększenie puli wsparcia środowiskowego z pomocy społecznej.
Dziś ta pomoc dochodząca jest tak słaba, że często polscy seniorzy – czy tego chcą, czy nie – lądują w DPS-ie. Tak się zresztą stało w przypadku pana Jerzego.
Bywa gorzej: nikt się taką osobą na czas nie zainteresuje, więc senior np. umiera niezauważony przez nikogo w domu…
W związku z DPS-ami mam jeszcze jeden postulat: by gmina, która ma obowiązek płacić za dom pomocy w sytuacji, gdy nie stać na to samego podopiecznego i jego rodziny, mogła w zamian przejąć jego mieszkanie. To jest coś, czego żaden polityk nie odważyłby się powiedzieć, ale jest moim zdaniem racjonalne.
Ten pomysł zapewne wywołałby niemałe protesty, włącznie z pytaniem, czy nie naruszyłby konstytucyjnej zasady własności.
To pytanie do konstytucjonalistów, zresztą średnio wierzę w realność takiego rozwiązania z innego powodu: politycy wolą się oburzać na oszustów, mówić przez kilka dni o jakimś bulwersującym przypadku, niż wprowadzić rozwiązanie zwiększające z jednej strony pulę środków na opiekę, a z drugiej zasób mieszkań gminnych na wynajem – to byłoby zbyt społecznie niepopularne.
A wracając do polityki: czy afera zaszkodzi Nawrockiemu? W środę 7 maja kandydat próbował ratować reputację deklaracją, że mieszkanie przekaże na cele charytatywne.
Nawrocki straci, jeśli podniosą się wiarygodne i popularne dla prawej strony sceny politycznej głosy publicystów, że zrobił coś złego – a na razie takich głosów nie słyszę. Z drugiej strony wybory w drugiej turze wygrywa się nie swoim żelaznym elektoratem, tylko dodatkowym poparciem osób głosujących na „mniejsze zło”.
W przypadku Nawrockiego to głównie wyborcy Konfederacji, którzy w sferze własności wyznają raczej pogląd: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
Ale Nawrockiego skrytykował już Mentzen, zresztą w tym przypadku może nie zadziałać czynnik światopoglądu. Każdy z nas, niezależnie od politycznych zapatrywań, jest sobie w stanie wyobrazić albo siebie, albo kogoś bardzo bliskiego, kto jest stary, schorowany i przez to traci mieszkanie. W tym sensie afera Nawrockiego może mieć wymiar uniwersalny.

Dr hab. PAWEŁ KUBICKI jest ekonomistą, ekspertem ds. polityki społecznej, pracuje na SGH.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















