Drenda: „Czterdziestolatki podróżują bez sensu”? To dziś luksus

Chcemy się przytulić, bo to „wydziela oksytocynę, co wpływa na długość życia”, a zabawa z dzieckiem „reguluje stężenie serotoniny”.
Czyta się kilka minut
Włóczyć się – poruszać się po ­jakimś terenie w różnych kierunkach, nie zmierzając do konkretnie wyznaczonego celu (WSJP) / OLGA DRENDA
Włóczyć się – poruszać się po ­jakimś terenie w różnych kierunkach, nie zmierzając do konkretnie wyznaczonego celu (WSJP) / OLGA DRENDA

Przestań scrollować w poszukiwaniu negatywnych emocji (doomscrolling), zamiast tego ucz się małymi porcjami (microlearning)” – reklama po angielsku zachęca mnie, by czas w internecie spędzać nie jałowo, tylko pożytecznie, i że rzadkie wolne chwile lepiej zająć zdobywaniem wiedzy, bo jeśli poddam się sile inercji, niechybnie złe licho ściągnie mnie w jakieś szkodliwe rejony. I że już skoro bimbam w internecie, to niechże się czegoś przy tym nauczę. Nie pouczyłam się i widocznie złe licho próbowało zadziałać, bo moją uwagę przyciągnął prowokacyjny nagłówek o czterdziestolatkach, którzy „podróżują bez sensu”.

Oczywiście jako zblazowana bywalczyni sieci wiem już, że niezależnie od dalszej zawartości linku taka zapowiedź to ruch zaplanowany z myślą o tym, by dowolny podróżujący czterdziestolatek zapienił się na wiadomość, że go atakują. Ja potraktowałam jednak ten tytuł jako osobliwą pochwałę, a może wręcz powód do pozytywnie rozumianej zazdrości. Robić coś bez sensu – to przecież prawdziwy luksus.


PRZEWODNIK PO WOLNEJ POLSCE. OLGA DRENDA NA 4 CZERWCA. Kiedy Olga Drenda pyta ludzi o rok 1989, odpowiadają: „wtedy wszystko się zmieniło”. Ale właściwie – co dokładnie? >>>>


Optymalizacja i opłacalność to klucz do dzisiejszej kultury. Procesy znane z zarządzania biznesem i projektowania rozwiązań cyfrowych mimowolnie przeniknęły do opornej, niesystematycznej i podatnej na przypadek materii codziennego życia. Rezultaty bywają opłakane – ludzie starają się funkcjonować jak sprawnie napisane aplikacje, zapominając, że człowiek składa się ze zbyt wielu paradoksalnych czynników, by dało się je skoordynować. Jednym z elementów dążenia do optymalizacji życia codziennego jest przekonanie, że wszystko, co robimy, musi czemuś służyć i przynosić mierzalny pożytek. Dlatego wspomniana reklama próbowała wywołać we mnie łagodne poczucie winy: po co marnujesz czas w internecie, naucz się czegoś pożytecznego (nie, żeby nie było w tym odrobiny racji, ale jak na złość materiały polecane do nauki dotyczyły głównie „zarządzania sobą”). Sens i cel powinny mieć też najwidoczniej podróże – wszak nie po to ktoś wydaje pieniądze, żeby inwestycja mu się nie zwracała.

Myślę jednak o kinie i o specyficznym mikrogatunku – filmie z umowną fabułą, właśnie trochę „bez sensu”, opartym na snuciu się, bezcelowych działaniach, przypadkowych rozmowach. Tak jak w „Nieustających wakacjach” Jarmuscha, których bohater wędruje po ulicach miasta, rozgląda się i gada, natykając się na podobnych sobie outsiderów – a my, nawet jeśli początkowo czujemy irytację, bo „nic się nie dzieje”, w pewnym momencie zaczynamy dzielić poczucie spokoju i swobody. Albo pozornie bezcelowe gadki w filmie „Slacker” Linklatera, z których wyłania się nietypowa obserwacja, żart, poczucie chwilowej komitywy, zarys wspólnej wizji świata. Takie filmy nazywano kultowymi, bo widzowie wracali do nich wielokrotnie, zapamiętywali ulubione sceny i dialogi. Podejrzewam, że wśród przyczyn, dla których były tak lubiane, znalazły się luz i swoboda, którymi emanowały i które chciało się podzielać. W dzisiejszym świecie te jakości wydają mi się dotkliwie nieobecne. To, żeby coś „sobie porobić”, „pochodzić”, „podziałać” bez zaplanowanego efektu, określonego czasu, planu, zdobyć wiedzę, z której nie zrobimy użytku, odpocząć nie po to, by zaraz później jeszcze sprawniej pracować – wydaje się bezczelnością, skandalem, marnotrawstwem. Tak jak w „szczupłym zarządzaniu” produkcją nie ma marginesu na próby i błędy, a już zwłaszcza na to, żeby je sobie wybaczyć. „Bezsensowne” działania zaczynają wymagać fachowego uzasadnienia, żeby nie kojarzyły się z marnotrawstwem: tłumaczymy, że chcemy się przytulić, bo to „wydziela oksytocynę i wzmacnia więzi międzyludzkie, co wpływa na długość życia, a zabawa z dzieckiem reguluje stężenie serotoniny”. Ciekawe, czy takie skomplikowanie brzmiące zaklęcia naprawdę działają, czy tylko wzmagają irytację na to, że oczekiwany stan nie objawia się wystarczająco szybko lub dobitnie.


ZOBACZ TAKŻE: 
Olga Drenda: Smutnym paradoksem współczesności jest fakt, że choć więcej niż kiedykolwiek mówi się o „życiu eko”, świadomość tego, czego ekologia jako nauka rzeczywiście dotyczy – wzajemnych zależności w przyrodzie i tego, że każdy krok pociąga za sobą szereg innych – wydaje się nikła >>>>


Przy bezcelowych działaniach pomysły czy rozwiązania wyłaniają się czasem same, gdy ich nie szukamy. Przy okazji, jako skutek uboczny. Nie wtedy, gdy idziemy na spacer „po to, by usprawnić krążenie i procesy umysłowe”, lecz po to, by pospacerować. Jeden z najbardziej udanych filmów koncertowych wszech czasów, promujący płytę „Speaking in Tongues” Talking Heads, opiera się na działaniu od końca, czyli na stopniowym montażu sceny: z każdą kolejną piosenką dołączają kolejni członkowie grupy, pojawiają się kolejne instrumenty i elementy sprzętu. Nosi on tytuł „Stop Making Sense”, czyli „Przestań mieć sens”. Czasem może warto to sobie powiedzieć. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Przestań mieć sens