„Dreams”: Jessica Chastain w thrillerze o romansie z nielegalnym imigrantem

Sięgając po erotyczny thriller, Michel Franco próbuje w „Dreams” zabrać głos w temacie nierówności społecznych i ich następstw. Z jakim rezultatem?
Czyta się kilka minut
Film "Dreams", reż. Michel Franco, dystr. Best Film // materiały prasowe
Film "Dreams", reż. Michel Franco, dystr. Best Film // materiały prasowe

Z zostawionej na poboczu ciężarówki od dłuższego czasu wydobywa się zduszony krzyk. Jest upalna noc, a w środku znajduje się kilkudziesięcioosobowa grupa Latynosów przemyconych przez amerykańską granicę. Młody Fernando ma dużo szczęścia – w San Francisco czeka na niego pełna lodówka i czysta pościel. Oraz gorący seks, bo nad wszystkim czuwa Jennifer, bajecznie bogata Amerykanka w średnim wieku. To córka biznesmena, który słynie z akcji charytatywnych i mecenatu nad kulturą, Fernando zaś jest uzdolnionym tancerzem i ma nadzieję, że z pomocą wpływowej kochanki rozwinie swą pasję w USA

Lecz film „Dreams”, choć zaczyna się jak dramat społeczny, po czym skręca w śliskie rejony erotyki, okaże się kolejną opowieścią Michela Franco o międzyludzkich napięciach wywołanych przez głębokie nierówności. Historią nieco wypreparowaną z życiowego prawdopodobieństwa i przez to chwilami groteskową, film dobrze jednak oddaje dynamikę władzy w różnych jej wymiarach. Umowny podział na bogatą Północ i biedne Południe znajduje tutaj wyraz w perwersyjnym starciu na gruncie łóżkowym.

Chłodna gra Jessiki Chastain w nowym filmie Michela Franco

Franco, chociażby z racji meksykańskiego pochodzenia, często zajmuje się tematem przywileju i wynikłych z niego podziałów społecznych, również w swojej ojczyźnie. Najostrzej było w dystopijnym „Nowym porządku”, gdzie wielka rewolta, rozpętana w trakcie weselnych uroczystości, całkowicie wymknęła się spod kontroli nie tylko rewolucjonistom, ale poniekąd i reżyserowi. Oskarżany był, zapewne wbrew jego intencjom, o „panikę elit” i powielanie rasowo-klasowych stereotypów. Z kolei późniejszy „Sundown” dziwnie rozmywał swój krytyczny kontur

Tim Roth grał tam zamożnego i terminalnie chorego Brytyjczyka na swych ostatnich wakacjach i nie bardzo dało się wyczuć, czy egzotyzujące, to znów demonizujące Meksyk przedśmiertne obrazy należą do bohatera czy raczej do ich twórcy. Pod tym względem „Dreams” są filmem precyzyjnie opowiedzianym i prostym w przekazie, aczkolwiek pozostawiony w oryginale tytuł może brzmieć wieloznacznie. Oznacza zarówno sny, jak i marzenia czy urojenia, a bohaterowie zdają się uwięzieni we wszystkich tych stanach.

Wydaje się zrazu, że łącząca ich namiętność niweluje wszelkie różnice – etniczne, rasowe, ekonomiczne, związane z wiekiem… Ale to pozór i założycielska nierówność w kolejnych fazach związku zacznie się jeszcze bardziej nasilać. Z rozmaicie ukierunkowanym wektorem. Jennifer, zagrana chłodno przez Jessicę Chastain (wystąpiła wcześniej u Franco w „Pamięci”), od początku traktuje romans z nielegalnym imigrantem na swoich warunkach. Jest przy tym arystokratycznie blada i najczęściej nosi się cała na biało, czym natychmiast odpala u widza postkolonialny koncept „białej zbawczyni”.

Jej sterylny, uporządkowany świat najwyraźniej pozbawiony był spoconych ciał i spontanicznych kontaktów, on zaś (gra go meksykański tancerz Isaac Hernández) desperacko potrzebuje stabilizacji i realnej pomocy. W każdej bowiem chwili grozi mu deportacja – chyba że zalegalizuje swój status. Lecz w tak niesymetrycznej relacji trudno o podmiotowe traktowanie, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś skrzętnie ukrywa związek przed rodziną, w trosce o reputację i własne interesy. Niby więc układ sił jest czysto transakcyjny, jednakże seksualność trochę komplikuje jego oczywisty charakter. Zależność ściera się z potężnym uzależnieniem.

Dlatego, choć reżyserowi bliżej sercem do meksykańskiego tancerza niż do amerykańskiej milionerki, to i Fernando będzie tu z czasem brutalnie rozgrywającym – także w ramach swojej seksualnej przewagi. Jednocześnie wystudiowana kreacja Chastain pozwala zobaczyć w tej zimnej manipulantce drobne pęknięcia. Przebija przez nie obraz kobiety, która z racji wysokiej pozycji społecznej rozdaje prawie wszystkie karty, lecz i sama bywa zakładniczką – swojego komfortu, wieku, rodzinnych zależności.

Nie przypadkiem jedyny moment, kiedy bohaterowie romansują przy otwartej kurtynie, ma miejsce w Meksyku. Narasta konflikt osobistych interesów: podczas gdy ona wolałaby tam przeflancować swój zakazany romans, on szanse na baletową karierę widzi w Kalifornii. W obu przypadkach coraz trudniej będzie mówić o czystych intencjach.

„Dreams”: erotyczny thriller o nierównościach społecznych

Sięgając po erotyczny thriller, Franco próbuje zabrać głos w temacie nierówności globalnych i ich tragicznych następstw. A szczególnie w sprawie zaostrzenia antyimigranckiego prawa w USA i niepewnego losu swoich ziomków tamże, spychanych w niewidoczność i często wykorzystywanych. Erotyczność „Dreams” wskazuje na dwuznaczny i głównie toksyczny charakter relacji społecznych w kontekście migracyjnym. Obie strony desperacko siebie nawzajem potrzebują, lecz to strona silniejsza (acz mniej witalna) wyznacza tej drugiej miejsce, często lekceważąc czy tłamsząc jej rzeczywisty potencjał.

W filmie Franco widać dobrze tę dysproporcję na przykładzie kultury wysokiej. Ojciec Jennifer sponsoruje galerie czy szkoły baletowe, także w Meksyku, doczekał się z tego tytułu honorowych tablic i prywatnych lóż w teatrach. Tymczasem taneczny geniusz, czyli Fernando, ma znikome szanse, by zagrać na amerykańskiej scenie Czarnego Łabędzia, zasiąść z rodziną Jennifer przy jednym stole, a na prestiżowy spektakl będzie musiał sobie wyżebrać bilet, tańcząc na ulicy. Nie ma bezpośredniego styku między tymi dwoma światami, jedynie doraźna użyteczność i powierzchowna co najwyżej fascynacja.

Franco nie zatrzymuje się jednak na samych oskarżeniach, interesuje go proces, który sprawia, że wspomniany wyżej układ zmierza ku obopólnej destrukcji. W burzliwym finale trochę za bardzo odsłania schematyczność tej mechaniki: wiadomo, że zawsze ktoś musi być górą, że przemoc wyzwala przemoc, a żadna namiętność nie ma takiej siły, jak czyjeś zranione uczucia. Równocześnie odpychające swym chłodem kadry Yvesa Cape’a pozostają w mocnym kontraście z cielesnością (nie tylko erotyczną) dwójki bohaterów. 

W niej kryje się jakaś filmowa prawda, nawet jeśli wydaje się zbyt uproszczona jak na globalną metaforę i zbyt wykoncypowana jak na opowieść o zmanipulowanej bliskości i prymitywnej zemście. „Potrzebujecie naszych ciał” – ironizuje twórca „Pragnienia miłości” i Ameryki w ten sposób nie odkrywa. Za to raz jeszcze stara się trochę podważyć słuszne diagnozy i zmącić fabularne atrakcje.     

DREAMS – reż. Michel Franco. Prod. Meksyk/USA 2025. Dystryb. Best Film. W kinach od 9 stycznia

MICHEL FRANCO urodził się w Meksyku i już swoim reżyserskim debiutem „Daniel i Ana” (2009) zyskał międzynarodowe uznanie. Kolejne jego filmy: „Pragnienie miłości” (2012), „Opiekun” (2015), „Nowy porządek” (2020) czy „Pamięć” (2023) zdobywały ważne nagrody na festiwalach w Cannes i Wenecji. Jessica Chastain czy Tim Roth to nazwiska, które powracają ostatnio w jego kinie.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Kto jest górą