Niedawno polski internet świętował 39. urodziny Kamila Tumu(L)ca, właściciela najsłynniejszego podpisu we współczesnej Polsce. Sława to bezpośrednia pochodna powyższego zapisu – w proste i wyraźne, choć nierówne drukowane litery właściciel dowodu osobistego wkomponował symbol Legii Warszawa. Bezpretensjonalność tego przedsięwzięcia sprawiła, że wielu ludzi w sytuacjach, gdy chcieli pozostać anonimowi, pożyczało sobie to nazwisko, a celebrowanie 8 lipca stało się częścią kalendarza internetowych tradycji.
Tumulec stał się legendą, bo nigdy nie zdyskontował swej sławy. Nie dał się pokusom pięciominutowej popularności, która z pewnością do niego dotarła. Nie uruchomił podkastu, nie wystąpił w reklamie suplementów, nie wydał e-booka z kursem minimalistycznej kaligrafii, nie wypuścił swoich chrupek we współpracy z siecią sklepów spożywczych. Być może dlatego niektórzy uważają nawet, że nigdy nie istniał, bo przecież dążenie do popularności wydaje się tak naturalne.
Na innym kontynencie właśnie zmarł młodo nieznany u nas tak dobrze Alex, pracownik sieci fast food, który zyskał rozgłos jako „facet, który włożył nogi do sałaty”. Podczas swojej zmiany w pracy impulsywnie wpadł na durny pomysł, by stanąć w butach w kubełku z pociętą sałatą. Równie niemądry kolega opublikował zdjęcie, które szybko trafiło na stronę 4chan, zaczęło żyć własnym życiem i doprowadziło do identyfikacji winowajcy.
Sam Alex poniósł niewielkie straty, jedynie nie przedłużono mu umowy, ale w rozmowie z badaczką internetowych fenomenów Katherine Dee przyznał się do cokolwiek apokaliptycznej wyobraźni i poczucia wpływu na rzeczywistość. Przypuszczał, że jego głupi żart stał się kamykiem, który uruchomił lawinę podobnych drobnych transgresji, np. społecznej miniepidemii lizania lodów w sklepie i odkładania ich na półkę; podejrzewał też, że jego czyn w dłuższej perspektywie przyczynił się do znaczących strat sieci, w której pracował. Skądinąd sympatyczny, choć nierozsądny i nieco pogubiony chłopak, chciał – odmiennie niż Kamil Tumulec – skorzystać na swojej mimowolnej (nie)sławie i stać się internetową osobowością. Jak się okazało, nie doczekał sukcesu.
Myślę o tych pozornie niepowiązanych ze sobą postaciach, bo reprezentują świat, który właśnie przechodzi do przeszłości. Internet, jaki znaliśmy, bywał okropny, pełen śmieciowych informacji i dowodów podłych zachowań ludzkich. Ale miał w sobie coś cudownego – moc absolutnego przypadku, strzałów znikąd, fenomenów spadających w sam środek rzeczywistości niespodziewanie jak meteoryt.
Takich zjawisk wkrótce już nie będzie, bo świat online, z jego przypadkowością, chaosem, ludźmi znikąd, trafiającymi nagle na szczyt i równie szybko dorabianymi gębami, zaraz stanie się równie pustynny i wyludniony jak przestrzeń gry „Second Life”, która opuszczona przez graczy, stała się areną działalności nielegalnej.
Teraz w wyludnionych mediach społecznościowych fabrycznie produkowane boty i pacynki będą publikować nudne wyznania cudownych uzdrowień, nudne groźby karalne i nudne obietnice fortuny w nadziei, że może trafi się jeden naprawdę zbudowany z mięsa naiwniak, który uwierzy, że „nie przepracuje już ani jednego dnia”. Prawdopodobnie ludzka, żywa „elita” (używam tego słowa w jego współczesnym, czyli pejoratywnym znaczeniu) będzie składała się z grifterów – zawodowych oszustów, gotowych w wykalkulowany, cyniczny sposób propagować najbardziej odrażające opinie, gdy uznają, że im się to opłaci – znacie ich już z pewnością dobrze.
Pozostanie bardzo niewiele miejsca na przedziwne targowisko ludzkiej omyłkowości i niedoskonałości, która potrafiła zaraźliwie rozśmieszać, ale też zachwycać całkowicie losową naturą kreatywności. Dowód osobisty Kamila Tumu(L)ca, zaginiony piesek Fredi Kamionka Gmina Burzenin, ten człowiek, który odpoczywa „najedzony pickom z dagrasso” i ma „zero potrzeb” – wszystko to pozostanie pamiątką po czasach, gdy internet faktycznie wydawał się globalnym Hyde Parkiem. Bo w rzeczywistości może nigdy nim nie był.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















