Jak Polacy łączą się w pary. I co o tym sądzą inni ludzie oraz boty

Badania na temat „Życia towarzyskiego i uczuciowego młodych Polaków” pokazują ich zaskakująco umiarkowane i zdroworozsądkowe podejście do związków. Internauci mają z tym problem.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Ankiety dotyczące życia osobistego naszego społeczeństwa to temat samograj. Wszak każdy jakieś życie prywatne, lepsze lub gorsze, ma i może się ustosunkować do uzyskanych wyników. Tak stało się z ogłoszonymi przez CBOS wynikami badania „Życie towarzyskie i uczuciowe młodych Polaków”, które komentował m.in. prof. Ryszard Szarfenberg. Wśród pytań zadanych ankietowanym znalazło się i takie, w którym należało podać najważniejsze kryteria wyboru kogoś na partnera czy partnerkę. Odpowiedzi jawią się jako umiarkowane, zdroworozsądkowe i wręcz odświeżająco, jak na epokę epatowania sensacją – przyjemnie nudne.

I mężczyźni, i kobiety podobnie cenią sobie „dobry charakter”, „spokój w relacji” i „wspólne cele życiowe”. Po stronie męskiej padało więcej życzeń dotyczących urody, ale mimo wszystko nie był to priorytet ankietowanych. Zupełnie jakby odpowiedzi udzielali ludzie odpowiedzialni i dojrzali.

Można byłoby sobie pomyśleć: ależ to normalne, zupełnie jak w życiu! – gdyby nie ciekawość, co o badaniu sądzą ludzie (i boty, gdyż działo się to wszystko w internecie). Tam sytuacja przedstawiała się zgoła inaczej, kipiąc od podejrzliwości i zgorzknienia. Głosy twierdziły, że deklaracje to humbug i matriks, za którym skrywa się rzeczywistość pełna bezdusznych materialistek i obleśnych drani, zainteresowanych jedynie – odpowiednio – milionerami albo miss świata. Nie ma w ogóle czegoś takiego jak sympatia, przyjaźń czy prosta chęć budowy wspólnego frontu przeciw samotności, nie mówiąc o miłości – są tylko pieniądze, narządy płciowe i zimna kalkulacja. Oni to przejrzeli. A kto chciałby wierzyć, że jest inaczej, na pewno jest tak naiwny, że zaraz okradną go na wnuczka.

Takie produkty uboczne rozmaitych badań bywają ciekawsze od samych badań, gdyż mówią nam o pewnej potrzebie. W tym przypadku potrzeba ta nosi imię: przyznajcie mi, że wszystko to kłamstwo. Ten, kto ją wygłasza, pragnie potwierdzenia, że żyje w świecie z zasady podłym, a co gorsza, w świecie, w którym podłość tę zakłamują ludzie względem potencjalnych towarzyszy życia, siebie samych oraz ankieterów CBOS.

Oczywiście, żyją wśród nas ludzie wyrachowani, pożądliwi i chciwi. Są i tacy, którzy specjalizują się w mydleniu oczu, i tacy, którzy święcie wierzą w kłamstwo, które sami sobie wmówili. Ale zapewne częściej świat dookoła uparcie nie chce potwierdzać, żeby była to norma, bo zupełnie zwyczajni, niedoskonali, nieprzypominający Barbie ani Kena, zarabiający kiepskie pieniądze ludzie wciąż dobierają się w pary na podstawie tego, że dobrze czują się w swoim towarzystwie albo mają podobny pomysł na pozbawione fajerwerków, względnie satysfakcjonujące życie.

A w szczęśliwej godzinie nigdy nie wiemy, kto wyda się nam urodziwy – choć już Irena Gumowska wyjaśniała w „ABC dobrego wychowania”, że od wymiernych przymiotów urody większe znaczenie ma tak ulotna kategoria jak wdzięk. Wystarczy jednak tych przykładów nie zauważać, by spokojnie cieszyć się swym cynizmem i deklarowanym brakiem złudzeń.

Być może z tej potrzeby da się coś wyczytać między wierszami o osobistym położeniu mówiących, ale takie wróżbo-diagnozy na odległość zawsze wydają mi się niecelne i niezbyt uczciwe. Ciekawsze jest to, dlaczego myślą, że innym wypada kłamać, im zaś – wypada przedstawiać najgorszy możliwy scenariusz. Albo dlaczego uważają obraz bardziej pesymistyczny, a nie średni czy taki sobie, za z gruntu prawdziwy.

Wreszcie – jak deklaracje te mają się do rzeczywistości, w której mówiący przebywa? Wszak i cynicy żyją w związkach, zapewne nierzadko małżeńskich, i możliwe, że są z nich zadowoleni. Może nawet mówią czasem komuś, że kochają. Jak do tego mają się ich wypowiedzi o „prawdzie, której nie wypada ujawniać”? Czy myślą „wszyscy to płytkie kreatury, ale ja to co innego”? A może chcą subtelnie orzec mężowi czy żonie: „przebacz mi, Brunhildo, jestem tak naprawdę prostakiem, a może i prosiakiem”?

Być może banał i proza życia, w której jest miejsce na ludzkie uczucia, może pozbawione wysokich temperatur, ale dające zadowolenie i spokój ducha, jest dla niektórych ludzi nie do zaakceptowania. Nie pasuje do chodliwej wizji losu ludzkiego jako przeklętej szympansiarni. Wizja ta, być może, obiecuje jakąś asekurację, ochronę przed cudzym kłamstwem. Ale fałsz przebrany za „chłodny realizm” – to dopiero przewrotne.

A czy te parę łączy zaufanie, czy iluzja? // Fot. Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2025

W druku ukazał się pod tytułem: W przeklętej szympansiarni