Dorkas

Są ludzie, którzy nie powinni umrzeć.
Czyta się kilka minut

Kiedy umierają, mamy do Pana pretensje. Myślimy: to niesprawiedliwe...

Taką osobą w Dziejach Apostolskich była mieszkająca w Jaffie Tabita (Dz 9, 36). Święty Łukasz mówi o niej, że „czyniła wiele dobrego” i „dawała hojne jałmużny” (dosł. „była pełna dobrych czynów i jałmużn”). Musiała być sławna, skoro zapamiętali ją nie tylko chrześcijanie-Żydzi, ale także ci, którzy wywodzili się z pogan – zapamiętali ją pod greckim imieniem (Łukasz je zapisał): Dorkas, czyli Gazela. Kiedy umarła, chrześcijanie z Jaffy natychmiast wezwali do siebie Piotra. Nie, nie po to, by przewodził uroczystemu pogrzebowi. Kiedy tylko przyszedł, „otoczyły go wszystkie wdowy i pokazywały mu ze łzami w oczach chitony i płaszcze, które Dorkas zrobiła im za swego życia” (Dz 9, 39). Czy z taką śmiercią można się pogodzić? Czy to w porządku? Czy wyroki Boże są nieodwołalne?

Historia Tabity jest wstrząsająca. Do dziś. Także dla nas. Okazuje się bowiem, że żadne czynione przez nas dobro nie czyni nas nieśmiertelnymi – nie potrafi nas przenieść poza granice śmierci. Nawet dobro czynione w takich rozmiarach. Może nam zapewnić satysfakcję („była pełna dobrych czynów”); może zapewnić „nieśmiertelność” naszemu imieniu (które zostanie na długo w kilku językach), ale nie nam. My jesteśmy śmiertelni: dobrzy i źli, mędrcy i głupi (zob. Ps 49, 11).

Nie chodzi o to, że dobro czy mądrość są nieważne. Są ważne, ale to nie one przeprowadzają nas przez śmierć. Chrześcijaństwo w żadnym wymiarze nie jest autosoteriologią. Tym, który nas zbawia, jest Bóg. Tym, co nas przeprowadza przez granicę śmierci, jest nasza osobista relacja z Jezusem Chrystusem.

Dlatego też Piotr, kiedy zostaje sam na sam z martwym ciałem Tabity, pada na kolana i modli się. A następnie wypowiada jedno zdanie: „Tabita, wstań!”.

Nie sposób, by u uważnego czytelnika Pisma polecenie to (i cała sytuacja) nie wywołała z pamięci epizodu opisanego w 5. rozdziale Ewangelii według św. Marka. Jezus wskrzesza w nim dopiero co zmarłą dziewczynkę, i czyni to, mówiąc do niej: „Talita (Dziewczynko), wstań!” (różnica jest w jednej spółgłosce).

Piotr nie naśladuje Jezusa. On Go czyni obecnym. To Jezus wskrzesza. Piotr działa in persona Christi Capitis. To osobisty, życiowy związek z Chrystusem przenosi nas „na drugą stronę”. On zmartwychwstał jako pierwszy. W Nim zmartwychwstają ci, którzy trwają w komunii z Nim.

Ważne jest przecież także i to, że Jezus przychodzi do Jaffy w osobie Piotra. A więc poprzez Kościół (przecież Piotr to pierwszy papież). W samym wnętrzu jego (Kościoła) słów, modlitwy, czynu (sakramentów). Nie, żeby nie miał prawa działać również obok niego... Ale w nim działa z całą pewnością. Chrystus – TAK; i Kościół – TAK.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2014