„Od techno można z nudów zdechnąć” – prowokował ongiś Maciej Maleńczuk, a film Łukasza Rondudy i Dawida Nickela stara się udowodnić, że krakowski bard się mylił. Nawet jeśli ktoś w szczytowym okresie nie załapał się na imprezy zwane rave`ami, teraz może się przekonać, że nie chodziło w nich tylko, przynajmniej na początku, o jeszcze jedną młodzieżową rozrywkę. A już na pewno nie w Polsce, gdzie rozkwit tej subkultury przypadał na lata ustrojowej transformacji. Dlatego „Rave” w swoich najciekawszych momentach zamienia się w socjologiczny esej – o pewnej naiwnej utopii swego czasu.
Wydaje się trochę naciągane, kiedy prawie wszystko wpisuje się dzisiaj w „ludową historię Polski”. Lecz twórcy i bohaterowie filmu mają dowody na to, że całonocne transowe zabawy do elektronicznych bitów odzwierciedlały wtedy nie tylko społeczne fantazje, ale – wraz z przemianami stylu techno – odsłaniały nieusuwalne społeczne podziały. Bo przecież miało być tak pięknie. Na początku było zachłyśnięcie się świeżo odzyskaną wolnością, importowaną z Zachodu nowoczesnością, demokratycznym charakterem rejwowych szaleństw.
Stali za tym awangardowi twórcy i didżeje, którzy z coraz większym niesmakiem patrzyli, jak ich sztuka, uprawiana dotąd w miejscach typu krakowskie Krzysztofory i w duchu wyraźnie antysystemowym, zostaje zawłaszczona przez masy. Jak techno demokratyzuje się w sposób niekontrolowany i wyradza się w coś zupełnie innego. Na przykład w tak zwaną „polską pompę”, graną na wiejskich dyskotekach, czego sztandarowym przykładem był słynny Ekwador. Czyli klub powstały w byłym pegieerze w podpoznańskich Manieczkach, gdzie dwieście lat wcześniej żył niejaki Józef Wybicki.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Jest „Rave” zatem opowieścią o tym, jak trzy dekady temu upadał wspólnotowy mit, nim zdążył w pełni zaistnieć. Dziś, na fali nostalgicznej, za bardzo mitologizuje się tamten czas, toteż film, choć rozsmakowany w oldskulowych detalach, idzie również w kierunku rozliczeniowym. I każe mierzyć się ówczesnym ojcom założycielom (wśród nich jest legendarny Marcelo Zammenhoff) nie tylko ze wspominkami, ale także z mniej wygodnymi pytaniami.
Współczesnym medium staje się tutaj przede wszystkim młodziutka didżejka Marysia, która techno wyssała z mlekiem matki. Wierzy, iż pomimo wspomnianego rozwarstwienia i komercjalizacji, która zabiła ducha dawnych rejwów, da się wraz z obecną zmianą pokoleniową tamtego ducha wskrzesić. Jednakże wątek ten zarysowuje w filmie pęknięcie, a kontynuująca rodzinne tradycje charyzmatyczna bohaterka zasługuje na osobny film. Od pionierskiego i ambitnego tytułu chciałoby się pogłębienia wspomnianych historyczno-kulturowych obserwacji, niekoniecznie w formie eksperckiego wykładu przed kamerą.
Autorski w dużej mierze dokument musi wywoływać kontrowersje i niedosyty, szczególnie u tych, co pamiętają klubowe lata dziewięćdziesiąte. Jakkolwiek pamięć może być tu zawodna, zważywszy ilości spożywanych wówczas nielegalnych substancji – o nich akurat dziwnie mało u Rondudy i Nickela. „Rave” wzbudza więc gdzieniegdzie niezły rejwach, trwają spory o nazewnictwo, o reinterpretacje fenomenu, o klasizm czasu i klasizm ekranu. Równocześnie dokument uruchamia naraz wiele różnych wątków w rodzaju „co zostało z tamtych lat” czy „skąd się wziął dzisiejszy Wixapol”.
Prócz rozróżnienia na „techno inteligenckie” (eksperymenty z brzmieniem) i „techno plebejskie” (umpa-umpa) pojawia się także obraz Polski podzielonej na „strefę techno” (zachodnią) i „strefę disco polo” (wschodnią) – kolejny temat wart rozwinięcia w innym filmie. Niezależnie od tych klasyfikacji tudzież innych odwiecznych polskich pęknięć, z bogatych materiałów archiwalnych wyłania się obraz zrehabilitowanej po latach kultury. Co ważne, kultury zmiennokształtnej i wielopostaciowej, która – jak widać z materiałów nakręconych współcześnie – nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
RAVE – reż. Łukasz Ronduda, Dawid Nickel. Prod. Polska 2024. MOJEeKINO.pl
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















