Dobrze

Wpisuję takie hasło i zbieram komunikaty do niego pasujące. Dla siebie samej, jako terapię. Jednodniową przynajmniej, a może na dłużej?.
Czyta się kilka minut

W skromnym, szarym dwumiesięczniku diecezji łuckiej “Wołanie z Wołynia" (jakby to było dobrze, gdyby je rozpowszechniano bodaj w co setnej parafii polskiej...) zwięzła nota o śmierci i pogrzebie Czesława Miłosza - i wiersz zmarłego Noblisty. Okazuje się, że nie wszystkim potrzebne są zjadliwe protesty, gniewy i “świadectwa" usiłujące dowieść bez dowodów, że jeden wielki Polak jak najgorzej myślał o drugim wielkim Polaku. Po prostu, po chrześcijańsku i po dziennikarsku: rzetelna informacja i dokument - bo w przypadku poety dokumentem jest przede wszystkim jego twórczość. Iluż naszych redaktorów mogłoby uczyć się rzetelnego dziennikarstwa od małej gromadki ludzi, z takim wysiłkiem wydających to “Wołanie", formatu zwykłego szkolnego zeszytu, a tak cenne i potrzebne...

W Krakowie w pogodną niedzielę wrześniową Dzień Solidarności z chorymi na schizofrenię. Międzynarodowa wystawa plastyczna i czytanie wierszy - twórczość chorych. Gesty zbiorowej solidarności i muzyka, konsultacje z psychiatrami i punkty informacyjne. Temat dla mediów? A skądże, co najwyżej w kronikach lokalnych. Ale nie szkodzi...

Gdzieś na marginesie czołowych wydarzeń mały komunikat o pojednaniu. Tak, marginalnym zaiste. Formacja litewska stworzona rok przed końcem wojny przez okupanta, rozpędzona rychło wobec odmowy przysięgi Hitlerowi, pojednała się wreszcie z weteranami AK wileńskiej, z którą sześćdziesiąt lat temu zdążyła stoczyć kilka potyczek. Jak było to trudne, wiedzą tylko ci, którzy to pamiętają. Czy będzie trwałe - też nie wiadomo. Ale jak dobrze, że ktoś się jedna, że to potrafi, teraz, gdy mogłoby się wydawać, że już tylko podziały i nienawiść gdzie by nie spojrzeć... Może jednak ktoś to “poda dalej"...

Gdzieś w sierpniowych komunikatach mignęła mi wiadomość o jasnogórskiej pielgrzymce niepełnosprawnych, w której wolontariuszami byli... więźniowie z aresztów śledczych. Tak więc ratowano ludzi, których ratować nikt prawie nie chce. Jak to się powiodło? Nie udało mi się znaleźć nic więcej na ten temat. Nigdzie. Za to Krystyna Kofta w mało mi sympatycznym “Przeglądzie" potrafiła - jedyna chyba - zwrócić uwagę na telewizyjny film dokumentalny opowiadający o lubelskim eksperymencie resocjalizacji - o wolontariacie osadzonych, pielęgnujących niepełnosprawne umysłowo dzieci z zakładu opiekuńczego. Ktoś na to wpadł, ktoś nie traci nadziei, ktoś jej udziela innym - chwała mu za to, nawet gdy jego wysiłek przemyka gdzieś tylko po obrzeżach naszych polskich tematów. I może jeszcze - jako motto do tych wysiłków - jeden krótki wiersz poety z nowo wydanego tomiku “Linia horyzontu" (wydawnictwo a5):

Jest głośno, coraz głośniej. I tylko

ludzie odchodzą

szeptem, prawie zawstydzeni.

(Andrzej Babaryko)

Pomyślmy i nad tym.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2004