Dla mnie i moich współbraci „jarzmem” jest kapłaństwo. Dla większości jest nim małżeństwo

Liturgia nazywa je „słodkim jarzmem”.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28-30) – piękna Ewangelia ogłoszona nam niedawno w Liturgii.

Dlaczego jarzmo Jezusowe jest „słodkie”, a Jego brzemię „lekkie”? Czy „lekkim” jest przykazanie wybaczenia siedemdziesiąt siedem razy? Czy słodkim jest polecenie miłości do nieprzyjaciół? Czy tak prosto jest „dać każdemu, kto cię prosi”? Albo zachować w mowie dyscyplinę: „Tak – tak; nie – nie”? Wszystko to z pewnością nie jest ani słodkie, ani lekkie.

Ale może takim się stać. Podpowiedź kryje się w pierwszym zdaniu: „Przyjdźcie do Mnie (...), a Ja was pokrzepię”. „Pokrzepić” kogoś to znaczy tyle, co dać mu „krzepę” – wzmocnić go (w Wulgacie św. Hieronim używa tu słowa reficio, co można dosłownie przetłumaczyć: „uczynić na nowo”). Jezus nie zaczyna spotkania z nami od nałożenia „jarzma”, tylko od obdarowania łaską – mocą, siłą. Łaska idzie przed przykazaniem. Fantastycznie to zrozumiał św. Augustyn w zdaniu skierowanym do Jezusa w „Wyznaniach”: „Daj, co nakazujesz, i nakazuj, co chcesz!”.

Czy takie właśnie doświadczenie mają ludzie, którzy chcą spotkać Jezusa żyjącego w Kościele? Czy rzeczywiście najpierw otrzymują doświadczenie miłości, akceptacji, przyjęcia i pokrzepienia, a potem dopiero zestaw wymagań?

Jezusowe wezwanie do chodzenia w Jego jarzmie dobrze jest jeszcze przeczytać w kontekście wezwania św. Pawła w Liście do Galatów (5, 1): „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!”. Więc jak w końcu: mamy brać jarzmo? Czy mamy mu się nie poddawać?

Odpowiedź jest jasna. Mamy chodzić w jarzmie, ale nigdy w postawie niewolnika. „Jarzmo niewoli” zawsze jest ciężkie; zawsze będziemy się mobilizować do tego, by je zrzucić.

Wszystkim życzę radosnego „chodzenia w jarzmie”. Dla mnie i moich współbraci „jarzmem” jest kapłaństwo (dlatego dawniej księża zakładali stuły, krzyżując je na piersiach); dla większości z nas jest nim małżeństwo, które Liturgia nazywa „słodkim jarzmem” – to znaczy z doświadczeniem uprzedzającej łaski i wolności.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Jarzmo lekkie?