Diabelskie widowiska

Życie dopisuje zaskakujące puenty. W ostatnim numerze "Tygodnika Powszechnego" pożegnaniu Jerzego Nowosielskiego towarzyszył blok artykułów: "Rewolucja moralna na talerzu", dotyczący przemysłowej hodowli zwierząt, naszej obojętności na ich ból i cierpienie. Jestem pewna, że artysta byłby szczęśliwy z tego sąsiedztwa.
Czyta się kilka minut

Sam wielokrotnie poruszał ten temat, a stosunek do zwierząt pozostawał niezwykle istotnym składnikiem jego światopoglądu. Był w tym bliski tradycji buddyjskiej - odczuwał poczucie wspólnoty z całym żyjącym światem

i zauważał, że chrześcijaństwo zupełnie zagubiło tajemnicę cierpienia zwierząt - jeden z kluczy do zrozumienia tajemnicy zła. Ubolewał, że wygasło poczucie grzechu i krzywdy w stosunku do zwierząt - traktowanych wyłącznie jako przedmiot użytkowy, źródło produkcji mięsa. Załamywał ręce nad okrutną, akceptowaną przez Kościół tradycją corridy - "sadystycznego, diabelskiego widowiska".

"To była jedna z jego obsesji - mówi filozof Władysław Stróżewski. - Jak się dyskutowało o świecie i chciało

się go bronić, że może nie jest taki zły, to zawsze mówił: - Dobrze, a cierpienie zwierząt? Ta potworna rzeźnia, gdzie zabija się zwierzęta tylko po to, żeby je potem jeść, nie bacząc na to, jak cierpią, jak przeżywają to wszystko? Adam Bujak zrobił kiedyś album fotografii zwierząt idących na rzeź. Nikt nie chciał tego opublikować, to było przerażające - co widać w oczach zwierzęcia, które wie, że za chwilę zostanie unicestwione. Nowosielski miał wyczucie tego cierpienia, jako pewnego odprysku kosmicznego zła. Był na to nieprawdopodobnie wyczulony".

"Nasz stosunek do zwierząt jest straszliwy, po prostu straszliwy - tłumaczył wzburzony malarz. - A przecież to są istoty, które bardzo nas przypominają, posiadają podobne odruchy emocjonalne i nawyki, podobne sposoby komunikowania się nie tylko między sobą, ale również z nami - przecież nawiązują prawdziwy kontakt uczuciowy z ludźmi. Zapominamy, że jesteśmy ze zwierzętami spokrewnieni miłością i nienawiścią, lękiem i zaufaniem. W gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami jak zwierzęta. I nagle skazujemy te istoty, tak bardzo do nas podobne, na status istot przeznaczonych do obozu koncentracyjnego, na ubój, na rzeź. Tak wygląda nasz rzeczywisty stosunek do zwierząt i niczym się właściwie nie różnimy od hitlerowców, którzy pewien gatunek ludzki przeznaczyli na zagładę". "Byłem w marcu w Zakopanem razem z moimi studentami - opowiadał dziennikarce

w 1990 roku. - Wczesna wiosna, wczesny poranek, i skowyt małego psa na łańcuchu. Zmarzł na mrozie i nie było nikogo, kto by go wpuścił pod jakiś dach. Jego państwo poszli na rekolekcje do kościoła. Gdy słyszę taki skowyt, mam dość tych rekolekcji, tej pobożności. Mam dość zabijania zwierząt po to, by człowiek miał szynkę na wielkanocnym stole. Takie są właśnie moje zmartwienia".

Rajmund Kalicki w "Dzienniku nieobyczajnym" zanotował scenę z wizyty u Nowosielskich: "W kuchni lata mól. Pani Zosia porusza się na krześle niespokojnie, rozgląda się za jakąś szmatą. Mól przysiada na podłodze. Pochylam się i pytam: - Zabić? Nowosielski (nie odwracając się):

- Nie przy mnie! I dodaje: - Niech sobie żyje, Zosiu, co ci przeszkadza?".

31 grudnia 1997 r. "Gazeta Wyborcza" zwróciła się do znanych osób z prośbą o podsumowanie minionych 12 miesięcy. "Jakie zdarzenie kończącego się dziś roku było najważniejsze? Najciekawsze - w polityce, kulturze, nauce, sporcie, obyczajach?" Odpowiedź malarza była dosadna i zwięzła: "Zamiast mówić o wydarzeniach najważniejszych, powiem o tym, co było najbardziej tragiczne: Senat zablokował ustawę zabraniającą przymusowego tuczu gęsi. Wydarzeń kulturalnych, które zasługiwałyby na nagrody czy promocję, nie widzę".

Ograniczenie nieludzkiego cierpienia ptaków hodowanych dla produkcji słynnego fois gras uderzało w interesy hodowców, dlatego zakaz uchylono. Nowosielski - nie mogąc się z tym pogodzić - napisał list do władz kościelnych i państwowych. Nie wiemy, czy i do jakiego trafił adresata. Nie był nigdzie opublikowany. Księdzu Henrykowi Paprockiemu dziękuję za udostępnienie cennego rękopisu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2011