W czasach, kiedy media społecznościowe nie były jeszcze tak antyspołecznościowe jak dziś, krążył po nich łańcuszek, którego uczestnicy wymieniali dziesięć ważnych dla siebie książek. Pamiętam dobrze, że wziąłem w tej zabawie udział, zaproszony przez Beatę Chomątowską. Gorzej pamiętam tytuły, które wymieniłem, choć jestem w zasadzie pewien, że były tam np. „Porwanie Baltazara Gąbki”, „Winnetou”, „Idiota”, „Lalka”, „Władca pierścieni”, „Kwartet aleksandryjski” i „Odwrócona piramida”.
O tytuły zresztą mniejsza: ważne było uświadomienie sobie, że to, co w nich znalazłem, ukształtowało mnie równie mocno jak to, co przeżyłem. Że to, kim jestem, stanowi efekt tyleż ważnych spotkań, co właśnie lektur.
Książki pomagają zakorzenić się w rzeczywistości
Oczywiście czasami bywa to kłopotliwe. We wstępie do „Widzeń nad Zatoką San Francisco” wyczytałem, że zapożyczony z lektur język wiele ułatwia, ale też prowadzi w labirynt: można się obudzić w obcym korytarzu, z którego żadne wyjście nie jest nasze. „Czytałem dużo książek, ale układając ich tomy jeden na drugim i stając na nich, nie dodam sobie ani centymetra wzrostu” – zauważa trzeźwo Czesław Miłosz.
Tylko czy troski pisarzy i erudytów nie są z dzisiejszej perspektywy przejawem pięknoduchostwa, by nie rzec: odklejenia? Czy wspomniane media społecznościowe i szerzej: cyfrowy świat nie oduczą nas czytania? Może lepiej postawić na słuchanie – np. „Streets of Minneapolis”, o których pisze Jerzy Jarniewicz?
Otóż nic na to nie wskazuje. Dawno w moje redaktorskie ręce nie wpadł tekst równie optymistyczny jak „Czytam, więc jestem” Moniki Ochędowskiej, z którego wynika, że im więcej ważnych dla nas spraw rozgrywa się w przestrzeni wirtualnej, tym bardziej tęsknimy za czymś, co pomaga zakorzenić się w rzeczywistości. Książki, pisze cytowana przez Monikę Jessica Pressman, dają schronienie w obliczu kryzysu związanego z przeciążeniem informacyjnym. Czytamy dla pocieszenia i dla przyjemności; czytamy – jak głosił Harold Bloom – szykując się na zmiany.
Fraza „Czytam, więc jestem” nie musi dotyczyć tylko książek – także zajmujących się nimi pism, takich jak „Tygodnik”. Przyjemnej lektury!
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















