Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie tylko beenki

Nie tylko beenki

06.03.2017
Czyta się kilka minut
Adolf Juzwenko, Dariusz Sośnicki: Wierzymy, że literatura jest kluczem do zrozumienia świata. Dlatego jednocześnie dbamy o tradycję i trzymamy rękę na pulsie polskiego i światowego życia intelektualnego.
Otwarcie księgarni Ossolineum na wrocławskim Rynku, październik 1964 r. Fot. Archiwum ZNiO
M

MICHAŁ SOWIŃSKI: To duża presja kierować najstarszym wydawnictwem w Polsce?
DARIUSZ SOŚNICKI: Owszem, duża. Jednak nie chciałbym, aby wspaniała tradycja i prestiż Ossolineum zniechęcały kogokolwiek w wydawnictwie do samodzielności i odwagi intelektualnej. Przeszłość Zakładu Narodowego im. Ossolińskich jest zobowiązaniem, to nie podlega dyskusji. Ważne jednak, by to zobowiązanie właściwie zrozumieć. My rozumiemy je tak: po gorszych dla siebie latach wydawnictwo powinno znowu stać się ważnym uczestnikiem polskiego życia intelektualnego. Dlatego obok książek propagujących historię i bieżącą działalność Zakładu im. Ossolińskich wydajemy eseistykę i literaturę współczesną. To dwa nurty naszej działalności – dbanie o tradycję i trzymanie ręki na pulsie polskiego i światowego życia intelektualnego.
ADOLF JUZWENKO: Kluczowa wciąż pozostaje dla nas seria Biblioteka Narodowa, gdzie wydajemy klasyków literatury polskiej i światowej. Ciągle szukamy nowych pozycji, które moglibyśmy do niej włączyć, i to nie tylko w Polsce czy Europie, ale właśnie na całym świecie. Na przykład wkrótce ukaże się wybór dramatów staroindyjskich.
DS: To także wynika z naszej podwójnej misji – każde kolejne wydanie dzieła klasycznego umacnia jego pozycję w historii literatury, ale powinno być też, dzięki nowym tłumaczeniom i opracowaniom, przyczynkiem do rozmowy na aktualne tematy i impulsem dla twórców współczesnych.
Szata graficzna Biblioteki Narodowej, czyli tzw. beenek, nie zmieniła się od stu lat. To rzecz bez precedensu na naszym rynku wydawniczym.
AJ: Dlatego też tak zostanie. Niech chociaż jedna seria ma swoje długie trwanie.
DS: Historia dość brutalnie obchodziła się w ostatnich wiekach z instytucjami polskiej kultury. Na świecie klasyczne, długowieczne serie literackie regularnie odświeżają swój wygląd. U nas ciągłość jest rzadkim przywilejem. Potrafimy to docenić.
Szata graficzna to jedno, ale jest jeszcze idea, która stoi za Biblioteką Narodową – przedrukowywana w niezmienionej formie niemalże od samego początku istnienia serii.
AJ: To credo nie zdezaktualizowało się przez te lata.
Czym innym jest jednak literaturoznawstwo czy filologia dziś, czym innym były sto lat temu...
AJ: Dlatego też zamawiamy kolejne opracowania i przekłady u współczesnych naukowców i tłumaczy. Czasem robimy to z wahaniami – jak w przypadku decyzji o wydaniu „Pana Tadeusza” w opracowaniu prof. Aliny Kowalczykowej, a nie prof. Stanisława Pigonia.
DS: Przywołanie deklaracji programowej podkreśla przede wszystkim ciągłość przedsięwzięcia edytorskiego. Jest to formuła bardzo ogólna i pozostawia dużą swobodę redaktorowi serii, którym od kilku lat jest prof. Stanisław Bereś, oraz Radzie Naukowej. Jako wydawnictwo cieszymy się, że nasi czytelnicy w miarę szybko dostają tomy twórców współczesnych, na przykład Miłosza, Szymborskiej czy Różewicza, by wymienić tylko polskich poetów. Jak pan zapewne wie, twórcom żyjącym osobny tom w beence nie przysługuje.
Każdy kolejny tom to spore przedsięwzięcie – nie tylko redakcyjne, ale też finansowe.
AJ: Ministerstwo Kultury zapewnia nam środki na funkcjonowanie Biblioteki Narodowej. Rocznie przeznacza na ten cel 200 tys. złotych, co wystarcza na wydanie pięciu tomów. Dzięki temu możemy zachować ciągłość, bo trudno liczyć na pełne zwroty kosztów ze sprzedaży, o zyskach nie wspominając. Jako wydawnictwo niedawno odbiliśmy się od dna. Teraz walczymy o odzyskanie dawnej pozycji.
Dawnej?
AJ: Nie da się ukryć, że wydawnictwo najlepiej funkcjonowało za czasów PRL – wtedy w redakcji pracowało nawet kilkaset osób. Po transformacji i przekształceniu go w spółkę skarbu państwa nastały ciężkie czasy – spółka otarła się o bankructwo. Na szczęście udało nam się zachować markę i wszystkie prawa, dlatego niedawno mogliśmy zacząć raz jeszcze. Ministerstwo zgodziło się nas wesprzeć, uznając markę Ossolineum za dobro narodowe. Dzięki temu mogliśmy spłacić długi spółki, doprowadzić do jej likwidacji i znaleźć dla wydawnictwa miejsce w strukturach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Nie mamy jeszcze sił na pełną konfrontację z wolnym rynkiem, ale się rozwijamy.
Pojawiły się nowe serie w Ossolineum.
DS: Lubię myśleć o nich jako o młodszym rodzeństwie Biblioteki Narodowej, ale to nie całkiem precyzyjne. Nie wszyscy nasi autorzy trafią w przyszłości do kanonu – i tak jest dobrze. Ich atutem jest bliższy związek ze światem, w którym żyjemy, czy większa skłonność do ryzyka estetycznego.
Jak w serii prozatorskiej?
DS: Tak. Zdefiniowaliśmy ją jasno – będziemy w niej sięgać po pozycje, które cieszą się cichą sławą u znawców i pisarzy, ale prawdopodobnie nigdy nie trafią do kanonu i na listy bestsellerów.
Na przykład Alexander Kluge, „najbardziej nieznany ze znanych niemieckich pisarzy”, jak go prezentujecie w katalogu wydawniczym?
DS: Kluge to postać niezwykła, pisarz i filmowiec, był uczniem Theodora Adorna, asystował Fritzowi Langowi przy kręceniu „Tygrysa z Esznapuru”. W latach 60. współtworzył nowe kino niemieckie. Jego „Nalot na Halberstadt 8 kwietnia 1945” to proza eksperymentalna, a zarazem bardzo przejmująca. W Niemczech znano tę książkę od lat, ale popularność zyskała dopiero, gdy W.G. Sebald poświęcił jej sporą część „Wojny powietrznej i literatury”. Następny w kolejce jest Lukas Bärfuss z powieścią „Koala”, szykujemy także tom austriackiej pisarki Christine Lavant.
Jest seria eseistyczna, ale nie ma non-fiction.
DS: Wierzę w autonomię języka literatury. Mam wrażenie, że coraz większa popularność non-fiction wynika z zaniku pewnych kompetencji kulturowych. Literatura jako osobny język przestaje być po prostu rozumiana. Nie chcielibyśmy przykładać do tego ręki. Dlatego nawet w serii eseistycznej kładziemy nacisk na styl czy w ogóle literackość. W tym roku wydamy m.in. tom Edwarda W. Saida „O stylu późnym” – znakomitą rzecz o rewoltach estetycznych w późnej twórczości wybitnych twórców.
Wiele reportaży to jednak dzieła wybitne – także pod względem literackim czy językowym.
DS: Zgoda, ale wtedy czytamy je jak literaturę, prawda? O tym właśnie mówię. Jak każdy wydawca chcemy być wyraziści i różnić się od innych. Literatura jest kluczem do świata, nie chcemy tego klucza zgubić.
Jest jeszcze seria „Na jeden temat”.
DS: Wydajemy w niej książki, które powstają z najciekawszych obronionych ostatnio doktoratów. Kolejne pozycje mają być monografiami ważnych, ale też nieco zapomnianych czy pomijanych zjawisk z historii polskiej kultury. Zaczęliśmy od Dominiki Skiby i jej książki o XIX-wiecznej cyganerii warszawskiej. Liczymy, że to początek ważnej i prestiżowej serii.
AJ: Jednocześnie ułatwiamy w ten sposób młodym ludziom rozpoczęcie kariery naukowej.
DS: I liczymy na to, że dług, który u nas zaciągają, zostanie spłacony. Że uda im się zostać wybitnymi naukowcami.
AJ: W tym roku obchodzimy jubileusz 200-lecia i wszystkie te nowe inicjatywy doskonale wpisują się w tradycję Zakładu. Pierwsze 100 lat istnienia Ossolineum przypadło na czas zaborów. Wtedy jego rola polegała przede wszystkim na podtrzymywaniu i przechowywaniu dorobku polskiej kultury. Teraz możemy go twórczo rozwijać.
Stąd też pomysł na serię „Osso wczoraj i dziś”?
DS: Książki prezentujące działalność i spuściznę zgromadzoną w Ossolineum ukazywały się tu od zawsze. Aby złagodzić nieco surowy majestat instytucji, pozwoliliśmy sobie na skrócenie nazwy do „Osso”. Ale mówiąc serio – mamy co pokazać i cieszymy się, że pojawiają się takie książki jak „W czwartek o szesnastej”, czyli zapisy wykładów, które odbywają się u nas regularnie co tydzień o tej porze.
Pieczołowitość w wydawaniu książek i poziom edytorski to od zawsze znaki rozpoznawcze książek Ossolineum. Czy trudno było to odtworzyć, gdy wydawnictwo reaktywowało się kilka lat temu?
DS: Kluczowe jest przekonanie o tym, że poziom edytorski książki to wartość sama w sobie. Potem należy zgromadzić wokół wydawnictwa ludzi, którzy myślą podobnie. Miałem zaszczyt pracować przez lata u boku wybitnych redaktorów i wydawców, mam do tej pracy ogromny szacunek. To rzemiosło. Niestety, nie zawsze doceniane.
Będziecie się starali zachować swoją autonomię czy raczej chcecie stać się równorzędnym graczem na rynku wydawniczym?
DS: Na razie chcemy zapewnić książkom solidną promocję i dystrybucję. Hasła „Ossolineum” czy „Biblioteka Narodowa” otwierają wiele drzwi, ale przecież nie na zawsze – trzeba nieustannie pracować, by wysiłek naszych autorów i redaktorów nie poszedł na marne. Mamy solidną sieć dystrybucyjną, otworzyliśmy sklep internetowy, coraz pewniej czujemy się w mediach społecznościowych, organizujemy spotkania autorskie, które cieszą się dużą popularnością.
Nie boicie się konkurencji?
DS: Czytałem, że „Tygodnik Powszechny” jako jedyny polski tygodnik zanotował ostatnio duży wzrost sprzedaży. A przecież nie stara się za wszelką cenę przypodobać czytelnikowi. Skoro tak, to nie stoimy chyba na straconej pozycji. ©

Dr ADOLF JUZWENKO jest historykiem, od 1990 r. dyrektorem Biblioteki Ossolineum, od 1995 dyrektorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Od 1994 r. jest członkiem Polsko-Ukraińskiej Komisji do spraw Wspólnego Dziedzictwa Kulturalnego, a od 2001 r. przewodniczącym Rady Kolegium Europy Wschodniej.

DARIUSZ SOŚNICKI jest poetą, redaktorem, wydawcą; od listopada 2015 r. redaktorem naczelnym Wydawnictwa Ossolineum. Za swoją poezję był nominowany do Paszportu „Polityki” oraz do Nagrody Literackiej Gdynia. W 2003 r. otrzymał medal Młodej Sztuki. Przez lata związany z wydawnictwem W.A.B., gdzie prowadził dział polskiej prozy.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]