„Stop seksualizacji naszych dzieci” to hasło emocjonalnie nośne. Świetnie nadaje się jako paliwo polityczne. Aż dziw, że opozycja dopiero niedawno zaczęła wspierać ruch prorodzinnych i narodowych organizacji sprzeciwiających się wprowadzeniu w przyszłym roku do szkół edukacji zdrowotnej, w ramach której prowadzona będzie także edukacja seksualna.
Protest pod hasłem „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”
Protest osiągnął swoje apogeum w niedzielnej manifestacji rozpoczętej w południe w Warszawie na placu Zamkowym pod hasłem „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”. Zorganizowała ją zawiązana w tym roku i skupiająca już blisko 100 organizacji Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, wspierana przez Krajową Sekcję Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
Na manifestacji pojawiło się wielu polityków opozycji – wcześniej ich aktywność była mniejsza. Przemawiał były senator PiS prof. Jan Żaryn. Wśród protestujących znaleźli się posłowie Przemysław Czarnek i Antoni Macierewicz. Ale główne zainteresowanie mediów wzbudził kandydat PiS na prezydenta Karol Nawrocki. Pytany przez dziennikarzy o jego obecność, przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak odpowiedział, że Nawrocki przyszedł jako zatroskany ojciec. Ale sam kandydat na prezydenta nie ukrywał, że to dobry moment rozpoczęcia kampanii. „Bardzo złe dla edukacji dzisiaj w Polsce jest to, że władztwo nad resortem edukacji oddano osobie bardzo radykalnej, z poglądami, które – jak widzimy po tym proteście – nie są kompatybilne z duszą, z tożsamością Polaków – mówił PAP Nawrocki. – To jest próba podsycania pewnych konfliktów, z którymi ja się nie zgadzam jako prezes IPN, jako obywatel, jako ojciec trójki dzieci i jako obywatelski kandydat na prezydenta RP”.
Co deprawuje, wiedza czy niewiedza o seksualności?
Mowa wykluczająca, uproszczenia czy wręcz przeinaczenia obecne są nie tylko w wypowiedziach polityków, także w głosach broniących dotychczasowego nieobowiązkowego przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie” (WDŻ), który ma być zlikwidowany przy okazji wprowadzenia obowiązkowej edukacji zdrowotnej. I widać to nie tylko w hasłach wypisywanych na transparentach („Miłość = mama + tata”, „Polska rodzina: chłopak i dziewczyna”, „Nie tęczowa, nie laicka, ale Polska katolicka”). Także w analizach projektu MEN opracowywanych przez Ordo Iuris czy Stowarzyszenie Pedagogów NATAN.
Błędne jest samo ich główne założenie, że wiedza na temat seksualności deprawuje – przeciwnie: deprawuje niewiedza. Gdybyśmy prześledzili źródło tej błędnej tezy, dotrzemy do ignorancji manifestującej się w dokumentach Piusa XI i Piusa XII z pierwszej połowy XX wieku, traktujących o seksualności człowieka.
Nauczanie Kościoła o seksualności niezgodne z nauką
Sedno sporu o edukację seksualną tkwi właśnie w tym: ministra Nowacka mierzy się z zawężającym perspektywę i w dużej mierze ignorującym współczesną wiedzę nauczaniem Kościoła, którego podręczniki do WDŻ są wiernym odzwierciedleniem. Łatwo to sprawdzić w miejscach, gdzie Kościół mówi co innego niż współczesna nauka, np. nie uznając najważniejszego dla człowieka wyróżnika płciowości, jakim jest płeć psychiczna. Tymczasem to od jego zgodności z innymi wyróżnikami, np. biologicznymi, zależy dobrostan psychiczny człowieka.
Magisterium Kościoła zawęża patrzenie na seksualność człowieka – wszelka aktywność seksualna poza małżeństwem mężczyzny i kobiety jest traktowana jako moralne zło, tak jakby osoby dorastające czy nieżyjące w małżeństwie po prostu miały przyjąć, że są aseksualne. Kościół ignoruje także medyczny fakt, że całkowita abstynencja seksualna prowadzi do degenerowania się narządów płciowych i zwiększa ryzyko chorób nowotworowych. Doraźny głos Kościoła wydaje się coraz bardziej ignorowany (dziwnie brzmi w oświadczeniu Episkopatu eksperckie stwierdzenie, że propozycja MEN „zagraża prawidłowemu rozwojowi dzieci i młodzieży”) w kontekście tego, że przez tak wiele lat instytucja ta nie potrafi skutecznie zminimalizować we własnych szeregach problemu pedofilii. Jednak lęk przed spokojną refleksją o seksualności jest nadal obecny w głowach Polaków, wychowanych na katechezie.
Dlatego współczesna wiedza o seksualności odchodzi od kształcenia roli społecznej, jaką jest małżeństwo, na rzecz indywidualnego rozwoju seksualnego człowieka. Dziś już np. wiemy, że nawet w grupie osób heteroseksualnych seksualność każdego nieco się różni, więc indywidualne spojrzenie jest jak najbardziej uzasadnione.
Nowacka będzie musiała pójść na kompromis
Co zrobi ministra Nowacka? Szeroko propagowana warszawska manifestacja okazała się krzykliwa, ale jej frekwencja musiała raczej rozczarować organizatorów (spodziewano się ponad 10 tys. uczestników, przybyło kilka tysięcy). Trudno mówić o „przebudzeniu narodu”. Poza tym zaktywizowało się środowisko, które broni pomysłu edukacji zdrowotnej. Pod listem otwartym przekazanym PAP obok naukowych autorytetów podpisali się m.in. katoliccy publicyści: Tomasz Terlikowski i redaktor naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski.
Przeciwnicy mają silny oręż: konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi poglądami. A edukacja zdrowotna to nie tylko wiedza, ale też kształtowanie postaw, a więc wychowanie. Najprawdopodobniej więc Nowacka będzie musiała pójść na kompromis i sporną edukację seksualną zaproponować rodzicom do wyboru w dwóch wersjach – drugą opracowaną przez środowiska konserwatywne.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















