Czemu Polacy nie prawią sobie komplementów

Nie umiemy prawić komplementów. Każdy Polak jest szczery do bólu i do bólu prawdomówny. Gdy jesteś głupi, Polak nie powie ci, że jesteś mądry. Jesteś ładny? Polak ci tego na wszelki wypadek nie powie, raczej, że jesteś brzydki.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Z powodu nastrojów lokalnych i sytuacji globalnej, z powodu drobnego choć głośnego zdarzenia, zadaliśmy sobie pytanie, które w zasadzie mogłoby być tematem ogólnonarodowych rozważań. Oto postanowiliśmy porządnie odpowiedzieć na pytanie, czy my – jak tu ponuro siedzimy – umiemy mówić komplementy.

Wiadomo przecież, że choć jesteśmy znani na planecie Ziemia jako nacja szalenie gościnna, wręcz najgościnniejsza, to gościnność owa – każdy badacz to wie – jest tylko zmyłkowym wstępem. Wygląda to tak mianowicie, że owszem, na pierwszy ogień witamy serdecznie, co podać – pytamy, może śledzika, a może cwibak, może kieliszeczek tego, albo tamtego, może piwo, może na drugą nóżkę, a może i na trzecią, czy małżonka też raczy itd. W ten sposób, demonstrując naszą tradycyjną gościnność, dochodzimy powoli do stanu euforii, endemicznej nadgościnności, do najszaleńszych uścisków, do obejmowań i długich pocałunków. Towarzyszą temu pieśni, rymowane wyznania, daleko idące uzgodnienia dotyczące przyszłości, podobieństwa, zgodności genetycznej i innych szalenie intymnych kwestii. Następują obietnice spędzenia razem wakacji all inclusive w Egipcie, przyrzeczenia dotyczące współżycia i stuprocentowej nierozerwalności więzów. Gdy goście wreszcie pójdą, następuje krótkotrwały stan – jakby to rzec – plateau, co znaczy, że krzywa nastroju się wypłaszcza. Aż do momentu, gdy usłyszymy, że nasi goście trzasnęli drzwiami uberka i pojechali w siną dal w sensie dosłownym.

Wtedy precyzja widzenia bliźnich osiąga ostrość żyletki i idziemy po nich – chciałoby się powiedzieć słowami klasyka. Jest to dobry przyczynek do odpowiedzi na pytanie, które padło na początku: czy umiemy mówić komplementy. Otóż wydaje się, że nie. Szczery komplement nie ma prawa wyjść z ust prawdziwego Polaka. Mówiąc „komplement”, mamy na myśli mówienie rzeczy miłych bliźnim. Albo takoż ogłaszanie jakichś przyjemnych opinii o innych nacjach, o rasach, o zwierzętach obcych naszemu terytorium, czy o potrawach innych ludów, bądź o niepolskich napojach zarówno otumaniających, jak i orzeźwiających. Generalnie komplement może być też próbą sprawienia komuś przyjemności bez względu na fakty.

I to akurat wydaje się w Polsce szalenie trudne, bowiem o wiele łatwiej mówi się tu rzeczy przykre. Też dlatego, że każdy Polak jest szczery do bólu i do bólu prawdomówny. Polak po prostu nie kłamie i jest twardy. Gdy jesteś głupi, Polak nie powie ci, że jesteś mądry. Jesteś ładny? Polak ci tego na wszelki wypadek nie powie, raczej, że jesteś brzydki. Konkluzja zatem brzmi jednoznacznie i ostatecznie – nie umiemy, jak Polska długa i szeroka, prawić komplementów. A może wolimy ich nie mówić. W polityce mamy podobnie. Komplementów nie ma. Że ich nie słychać, gdy ktoś mówi o konkurencji, to oczywiste, ale – popatrzmy uważnie – gdy politycy mówią o swoich, też są raczej oszczędni. Naturalnie, są wyjątki, ale nieliczne – tylko wodzowie są objęci rytuałem totalnego komplementowania. A więc mamy, zdaje się, opisane bez wdawania się w nadmierne detale, życie komplementu na ziemiach polskich.

I to by było w zasadzie na tyle, gdyby nie nowość. Rozczulająca, bo może oznaczać, że obyczaj prawienia komplementów wszedł tu na inny poziom. Parę dni temu, akurat po rozmowie z prezydentem Ukrainy, p. A. Duda napisał te słowa: „nie ma wątpliwości, iż prezydent Trump kieruje się głębokim poczuciem odpowiedzialności za globalną stabilność i pokój”. D. Trump się zrewanżował i o p. Dudzie powiedział publicznie: „Fantastyczny facet”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Komplement