Czas kulturalnych turbulencji

Odkąd Bogdan Zdrojewski zdobył mandat do Parlamentu Europejskiego, trwają spekulacje, kto obejmie po nim tekę.
Czyta się kilka minut

Na giełdzie pojawiały się różne nazwiska: Małgorzata Kidawa-Błońska (dobre rozeznanie w środowisku filmowym), Rafał Grupiński (polityk, literacki animator kultury, wydawca), Rafał Trzaskowski (politolog wychowany w środowisku artystycznym) czy nieco mniej znany w Warszawie senator Janusz Sepioł (historyk sztuki i architekt, były marszałek województwa małopolskiego).

Bieżący numer „TP” zamykany jest na kilka dni przed ogłoszeniem nominacji, tak więc biorąc go do ręki, czytelnik będzie miał wyższość nad redakcją, znając już nazwisko nowego ministra. Nam pozostają domniemania, ale także możliwość opisu sytuacji następcy Zdrojewskiego i sformułowania kilku postulatów na przyszłość.

To znacznie skromniejsze zadanie niż próba naszkicowania portretu „ministra idealnego”, którą podjęła „Gazeta Wyborcza”, otwierając dyskusję tyleż interesującą, co pięknoduchowską (Roman Pawłowski chciałby, by na wybór wpłynęło kryterium płci, zapominając, że np. najważniejszymi muzeami narodowymi kierują kobiety).

Rzecz w tym, że mówimy o ministrze (nim lub niej), który (-a) będzie sprawować swoją funkcję przez rok, nie mając gwarancji na kontynuację pracy po wyborach. Siłą rzeczy będzie to więc dopełnienie i skatalogowanie dorobku Bogdana Zdrojewskiego – oby „na dobre i na złe”, uwzględniające sukcesy i porażki.

Pytanie być może naiwne: czy polityka nie mógłby zastąpić w tej sytuacji specjalista? Sprawnych menedżerów kultury – takich jak prof. Małgorzata Omilanowska, prawa ręka dotychczasowego ministra (który miał zresztą ogromne szczęście do współpracowników) – mamy sporo. Czego od takiego ministra-menedżera można wymagać?

Po pierwsze i najważniejsze: myślenia „globalno-lokalnego”. Dotychczasowy minister był warszawocentryczny (mając przy tym w pamięci ukochany Dolny Śląsk) – tymczasem krajobraz kulturalny trzeba mocno zdywersyfikować, dostrzegając siłę prowincji: Torunia, Cieszyna, Tarnowa... Z drugiej strony, trzeba ściśle powiązać działania Ministerstwa Kultury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych (co, jak dotąd, szwankowało) – by promocja kultury polskiej nie była wyłącznie kwiatkiem do politycznego kożucha.

Czy to minimum jest możliwe? Anda Rottenberg jak zwykle ma rację: czeka nas czas kulturalnych turbulencji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2014