12 lipca 2020 r. Rafał Trzaskowski minimalnie przegrywa z Andrzejem Dudą drugą turę wyborów prezydenckich. Otrzymuje jednak ponad 10 milionów głosów. To jego pierwsza i dotąd jedyna porażka w niemal podręcznikowym politycznym życiorysie.
Urodził się w 1972 r. w Warszawie, a jego ojcem był słynny pianista jazzowy i kompozytor Andrzej Trzaskowski. Jako ośmiolatek wystąpił w serialu telewizyjnym dla dzieci „Nasze podwórko”; z tamtych czasów pochodzi też jego znajomość z aktorem Michałem Żebrowskim. – Poznałem pana prezydenta Rafała Trzaskowskiego w wieku siedmiu lat, usadzono nas razem w jednej ławce. Pięć lat później powiedziałem do jego mamy: „Pani Tereso, Rafał zostanie kiedyś prezydentem”, i to nie jest naciągana historia. Rafał nie tylko mnie od dziecka wydawał się osobą niesłychanie zdolną, koleżeńską, lubiącą się uczyć i zaangażowaną we wszelkie struktury uczniowskich i studenckich samorządów. Latami motywował nas, zachęcał do rozwoju, sam z pasją uczył się kolejnych języków. Dzięki niemu czytaliśmy konkretne książki, słuchaliśmy konkretnej muzyki, był dla nas punktem odniesienia. To człowiek, który autentycznie lubi ludzi, nie imponują mu też pieniądze – opowiada Żebrowski, dla którego prezydent Warszawy to najciekawszy człowiek, jakiego spotkał.
Prymusa chwalił nawet PiS
Z polityką Trzaskowski zetknął się już w liceum im. Mikołaja Reja – przed wyborami 4 czerwca 1989 r. pomagał w Komitecie Obywatelskim, roznosił ulotki; wtedy też zauważył go wizytujący Polskę współpracownik gubernatora amerykańskiego stanu Michigan. Dobrze władający angielskim 17-latek został skierowany do obsługi zagranicznych gości.
W 1991 r. wyjechał na stypendium do USA i zrobił maturę w Cranbrook-Kingswood High School. Po powrocie do Polski studiował najpierw anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim, a potem stosunki międzynarodowe. Na UW zrobił również w 2004 r. doktorat (temat pracy: „Dynamika reform systemu podejmowania decyzji w Unii Europejskiej”), w międzyczasie pracując jako nauczyciel akademicki, m.in. w Krajowej Szkole Administracji Publicznej i w Collegium Civitas. Był też doradcą sekretarza Komitetu Integracji Europejskiej w rządzie Jerzego Buzka, Jacka Saryusz-Wolskiego – a po wejściu Polski do UE doradzał już całej delegacji PO w Parlamencie Europejskim. Europosłów wręcz szokował znajomością języków. Porozumiewa się biegle po angielsku, francusku, hiszpańsku, rosyjsku i włosku.
Praca w PE utorowała Trzaskowskiemu drogę do poważnej polityki. W 2009 r. uzyskał mandat europosła, choć startował z okręgu warszawskiego dopiero z czwartego miejsca. W kampanii wykorzystał kontakty w świecie artystycznym. W filmach promujących Trzaskowskiego na YouTube aktorzy rozdawali ulotki – Żebrowski w stroju Wiedźmina, a Tomasz Karolak ucharakteryzowany na kobietę.
W Brukseli był chwalony nawet przez kolegów z PiS. Ówczesny europoseł Tadeusz Cymański przyznaje, że polityczny konkurent odnajdywał się w komisjach PE, choć już wtedy można było dostrzec u niego cechy, za które dziś jest krytykowany. – To człowiek, który nie ma w sobie twardości. Jeden z dziennikarzy powiedział o Karolu Nawrockim, że nie jest pięknoduchem z wielkiego miasta. À rebours opisał Trzaskowskiego – opowiada Cymański.
Dobre oceny działalności w PE zaowocowały w 2013 r. propozycją, by Trzaskowski wszedł do rządu Donalda Tuska, zastępując na stanowisku ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego. Zasłynął m.in. odmową wpisania do rejestru związków wyznaniowych Kościoła Latającego Potwora Spaghetti.
„Referowałem credo Morina”
Jesienią 2014 r. premierem została Ewa Kopacz, która „zredukowała” go do roli wiceministra, ale ważnego. W kierowanym przez Grzegorza Schetynę MSZ został sekretarzem stanu nadzorującym politykę europejską i pełnomocnikiem rządu ds. europejskich – wydał m.in. zgodę na relokację migrantów do Polski, co było ostro krytykowane przez PiS w kampanii 2015 r., podczas której skutecznie kandydował jako „jedynka” listy PO w Krakowie. Z tego miasta pochodził jego ojciec, zaś brat przyrodni Piotr Ferster był dyrektorem kabaretu „Piwnica pod Baranami”. Nieprzypadkowo w materiale wyborczym Trzaskowskiego wystąpił wtedy Michał Rusinek, który uczył go gwary krakowskiej. „A w łazience co pan ma?” – pytał Rusinek. „Kafelki” – odpowiedział Trzaskowski. „Jakie kafelki? Flizy się mówi!” – poprawiał go rozmówca.
Gdy na początku 2016 r. szefem PO został Grzegorz Schetyna, Trzaskowskiego wybrano do zarządu partii – w jej „gabinecie cieni” został szefem MSZ. A kiedy okazało się, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zawalczy o kolejną kadencję w fotelu prezydenta Warszawy, w 2018 r. stanął do walki i zdeklasował Patryka Jakiego, uzyskując w pierwszej turze pół miliona głosów (57 proc), choć kandydat PiS prowadził bardzo aktywną kampanię. To wtedy, w dziesiątą rocznicę śmierci Bronisława Geremka, pozwolił sobie na komentarz o zajęciach z byłym szefem MSZ w Kolegium Europejskim w Natolinie, który stał się memem świadczącym – zdaniem krytyków Trzaskowskiego – o jego wybujałym ego: „Pamiętam, że referowałem credo Edgara Morina z »Penser l’Europe«. Czułem się, jakbym zdawał egzamin życia u biblijnego patriarchy z obrazów Rembrandta” – napisał na Facebooku.
Jako pierwszy prezydent Warszawy udzielił patronatu Paradzie Równości. Podpisał też kartę LGBT+ wprowadzającą w magistracie standardy przeciwdziałania dyskryminacji. Zwierzał się, że bardzo chciałby stać się też pierwszym włodarzem stolicy, który udzieli ślubu osobom tej samej płci. Prawica nazwała go wówczas „tęczowym Rafałem”, z czym mierzy się do dziś, nie nagłaśniając już – jak widać po obecnej kampanii wyborczej na prezydenta RP – swych progresywnych poglądów. Zwłaszcza po tym, jak kosztowne okazało się wydane już w drugiej kadencji, niepotrzebnie dzielące społeczeństwo zarządzenie o zakazie wieszania krzyży w warszawskich urzędach.
Najpoważniejszym problemem Trzaskowskiego była afera w oczyszczalni „Czajka”, czyli dwukrotna awaria kolektorów odprowadzających ścieki. W czasie jego kadencji rozpoczęto też ogromną liczbę inwestycji, związanych głównie z budową linii tramwajowych, co na kilka lat skutecznie zakorkowało Warszawę. To jednak nie przeszkodziło mu ponownie wygrać w pierwszej turze w kwietniu 2024 r. Otrzymał znów 57 proc. głosów, dystansując kandydata PiS Tobiasza Bocheńskiego.
Posłanka KO Dorota Łoboda, dawniej radna stolicy, nie dziwi się takiemu wynikowi. – To prezydent na miarę nowoczesnej stolicy w centrum Europy. Jego pierwsza kadencja to czas covidu, a potem wojny w Ukrainie, gdy Warszawa była wyjątkowo obciążona wielką liczbą uchodźców. Mieliśmy noce, kiedy na dworzec przybywało 10 tys. osób. Trzaskowski wyszedł z tego kryzysu obronną ręką – mówi. – Najbardziej cenię go za to, co zrobił w warszawskiej edukacji. Powstało 15 nowych szkół, 26 przedszkoli, żłobki są powszechnie dostępne.
Okropne partyjne życie
Trzaskowski był co prawda już od lutego 2020 r. wiceprzewodniczącym PO, ale nigdy nie garnął się do życia partyjnego. Zresztą, gdy po przegranych wyborach parlamentarnych w 2019 r. los przewodniczącego partii Grzegorza Schetyny był już przesądzony, prezydentowi Warszawy zaproponowano, by zajął jego miejsce. Nie chciał, mimo że jako inteligentny i elokwentny działacz młodszego pokolenia wydawał się idealnym kandydatem, by sięgnąć politycznych szczytów.
Odmówił też udziału w prawyborach mających wyłonić kandydata PO w wyścigu o fotel prezydenta Polski. „Jeżeli nawet zdecydowałbym się wziąć udział w tych wyborach i je wygrać, to niestety moje ukochane miasto trafiłoby w ręce komisarza z PiS, a na to nie można pozwolić” – wyjaśniał.
W prawyborach Małgorzata Kidawa-Błońska pokonała prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. Jednak kampania wyborcza w 2020 r. zbiegła się z pandemią Covid-19 i Kidawa-Błońska zaapelowała o przełożenie wyborów, mimo że lockdown i początkowy chaos w państwie grały na jej korzyść. To wpłynęło na ogromny spadek jej notowań, więc gdy ostatecznie 10 maja tzw. wybory kopertowe się nie odbyły, Koalicja Obywatelska (powstała po połączeniu PO z Nowoczesną) zdecydowała się wymienić kandydatkę. Tym razem Trzaskowski się zgodził – musiał ratować partię przed klęską. Wtedy też opinia publiczna poznała rodzinę kandydata. Żonę Małgorzatę, która zawiesiła wówczas pracę w stołecznym ratuszu, oraz dzieci: Olę i Stasia. A także psa Bąbla, buldoga francuskiego.
Doświadczenie władania stolicą, ciężkiej pracy i gaszenia kryzysów przydało się w kampanii. Była niezwykle intensywna, więc Trzaskowski bez problemu wszedł do drugiej tury. Łatwo nawiązywał kontakt z tłumem, a przewodnie hasło kampanii – „Mamy dość” – trafiało do ludzi zmęczonych pandemią i rządami PiS. Nie popełnił też żadnych większych błędów, poza jednym – nie zdecydował się na udział w debacie z Andrzejem Dudą w Końskich, obawiając się, że organizowana przez pisowską ekipę TVP, znaną z uprawiania nieustannego hejtu – nie będzie rzetelna. Ostatecznie do zwycięstwa zabrakło mu 400 tys. głosów.
Jakby ktoś wyciągnął wtyczkę
Wydawało się, że po minimalnej porażce Trzaskowski ma wszystko, by stać się nowym liderem opozycji. A jednak rok między lipcem 2020 i lipcem 2021, gdy na czele Platformy Obywatelskiej stanął ponownie Donald Tusk, to okres zmarnowanej szansy, najbardziej zagadkowy w jego politycznej biografii.
Wcześniej Trzaskowski zapowiedział co prawda budowę nowego ruchu społecznego, ale przez pierwsze tygodnie nic się nie działo. Dopiero jesienią 2020 r. w studiu telewizyjnym zaprezentował swój nowy Ruch Wspólna Polska, który okazał się jednak bytem wirtualnym. – Nie mogę darować mu zmarnowania tego potencjału. Wielu ludzi chciało działać, a z niego jakby ktoś wtyczkę wyciągnął – mówi jedna z młodych osób zaangażowanych w działalność Koalicji Obywatelskiej.
Dziś politycy KO przyznają, że powodem fiaska ruchu była niechęć Trzaskowskiego do pracy politycznej, obłaskawiania frakcji w Platformie, a także brak poparcia w samej partii. Jego zaplecze sprowadzało się bowiem do kilku najbliższych współpracowników (Sławomir Nitras, Cezary Tomczyk, Agnieszka Pomaska, Michał Marcinkiewicz). – Tak naprawdę to Sławek i Czarek podkręcają Rafała do aktywności. On sam najchętniej słuchałby jazzu i czytał książki – tłumaczy poseł KO.
Zdaniem innego polityka koalicji Trzaskowski, choć sam pracowity, liczył, że niemiłą robotę organizacyjną w Ruchu Wolna Polska „ktoś odwali za niego”. W politycznych kuluarach krąży też anegdota, jak kiedyś Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz przyszli do Trzaskowskiego i zaproponowali mu wspólne utworzenie nowego ugrupowania. „A z kim ja do niego wejdę? Ze Sławkiem i Czarkiem? Nikt z PO za mną nie pójdzie” – odparł rzekomo prezydent stolicy.
Tym niemniej na początku 2021 r. sytuacja nieco się zmieniła, bo PO pod kierownictwem Borysa Budki miała coraz gorsze notowania. Według części polityków obecnego obozu władzy Trzaskowski wraz z osobami stojącymi wtedy na czele Platformy miał pomysł na ucieczkę do przodu. Ruch Wspólna Polska miał stać się czymś w rodzaju holdingu opozycji, na którego czele miał stać Trzaskowski, Platforma zaś miała być tylko jednym z jego środowisk.
Większość polityków PO ze starszego pokolenia poczuła się jednak zagrożona i przystąpiła do kontrofensywy, namawiając Donalda Tuska, by ponownie stanął na czele partii. Były premier nie mówił „nie”, ale początkowo chciał wrócić dopiero jesienią 2021 r. – Powiedzieliśmy mu, że w październiku nie będzie już co zbierać, bo na lato ludzie Trzaskowskiego szykują Campus Polska Przyszłości, który ma być istotnym elementem całego procesu – mówi polityk PO.
W maju 2021 r. grupa ta napisała list otwarty, podpisany przez 54 czołowych działaczy, który w istocie był atakiem nie tylko na Budkę, ale i na Trzaskowskiego. O sukcesie tej skomplikowanej operacji przesądziła rzekomo „zdrada grupy Trzaska” przez Budkę i Marcina Kierwińskiego – ten pierwszy miał zostać szefem klubu w miejsce Tomczyka, a drugi pozostać na stanowisku sekretarza generalnego.
Tomczyk i Nitras próbowali walczyć, postulowali, by przeprowadzić powszechne wybory przewodniczącego PO, do których staną Tusk i Trzaskowski – zostali jednak przegłosowani. Gotowość do rywalizacji z Tuskiem zgłaszał też sam prezydent Warszawy, ale jego głos zignorowano. Podczas posiedzenia Rady Krajowej PO na początku lipca, podczas której Tusk został ponownie „intronizowany”, Trzaskowski nie zabrał głosu i szybko opuścił obrady – tylnym wyjściem.
Campus (nie)groźny dla partii
Zorganizowany po raz pierwszy przez grupę Trzaskowskiego (weszli też do niej Barbara Nowacka, Katarzyna Lubnauer i Adam Szłapka – wszyscy spoza PO) w sierpniu 2021 r. Campus Polska Przyszłości stał się w tej sytuacji jedynie okazją do spotkania w Olsztynie z młodzieżą z całego kraju. Zresztą Trzaskowski od początku uspokajał kolegów z partii, że jego inicjatywa nie oznacza postawienia krzyżyka na PO, a jedynie sposób na ściągnięcie do szerokiej opozycji nowych ludzi, dla których marka Platformy jest już nieatrakcyjna.
Zapewne organizacja Campusu (który na stałe wszedł do kalendarza politycznego, budząc kontrowersje z uwagi na finansowanie rzekomo pozapartyjnej imprezy ze środków przekazanych przez zaprzyjaźnione z PO samorządy) spowodowała, iż Trzaskowski ma do dziś silne oparcie w najmłodszym pokoleniu działaczy. – Tak naprawdę nie mówi na Campusie do młodych ludzi, on ich z pokorą słucha. Dlatego dziś jako kandydat na prezydenta bardzo dobrze wie, czego oczekują – mówi poseł KO Adrian Witczak, zaangażowany w organizację Campusu.
Impreza stała się największym sukcesem mobilizacyjnym całego środowiska, więc Trzaskowski jakby mimochodem odbudował swą pozycję w KO. A że stanie się kandydatem na prezydenta w 2025 r., było oczywiste od powrotu Tuska, choć co jakiś czas nagłaśniano też wątpliwości, mające zapewne dopingować włodarza stolicy do większej aktywności politycznej.
Po wielkim zwycięstwie wyborczym jesienią 2023 r. i przejęciu rządów z rąk PiS, wyrósł mu jednak rywal – nowy, ambitny szef MSZ Radosław Sikorski. Zmusiło to władze PO do zorganizowania w listopadzie 2024 r. prawyborów. Wygrał je zdecydowanie Trzaskowski (75 proc. do 25 proc.), ale związana z nimi rozgrywka znów ożywiła podziały z czasów „Listu 54”.
Zwolennicy Sikorskiego, forsując jego nominację, przekonywali, że Trzaskowski jako „wieczny kandydat” jest za bardzo opatrzony i nie zaskoczy niczym wyborców. – Oczywiście jest świetnie przygotowany do prezydentury, zna języki. Jednak Sikorski też jest w tym dobry, a w obecnych trudnych czasach nawet lepszy. Potrafiłby wzbudzić emocje, czego Rafał nie umie i co obecna kampania tylko potwierdza – mówi anonimowo polityk PO, zwolennik Sikorskiego.
– Nastały czasy, gdy jedno celne zdanie napisane na X może mieć milionowe zasięgi i kogoś wynieść lub pogrążyć, a to jest żywioł Radka. Rafał zaś jeździ, mówi rzeczy ogólnie słuszne, ale niewiele z tego się przebija – dodaje inny polityk PO.
Co to za tonacja?
Prezydent Warszawy od połowy stycznia intensywnie ruszył w Polskę, ale zdecydował się prowadzić kampanię w tonacji, która niejednego wyborcę zaskakuje. Miał m.in. kilka wypowiedzi, których nie powstydziłby się kandydat PiS. „Zapomniał” o liberalizacji prawa do aborcji i związkach partnerskich, opowiedział się za nieobowiązkowymi lekcjami edukacji zdrowotnej, skrytykował Zielony Ład, a na Podlasiu spotkał z gwiazdą disco polo Zenkiem Martyniukiem. Zamiast własnych poglądów wygłasza coraz częściej opinie jakby cytowane z badań społecznych ukazujących przesunięcie centralnego elektoratu w prawo, a o niego przecież najbardziej dziś walczy. Pewnie dlatego wypowiedział się za tym, by 800 plus przysługiwało tylko tym Ukraińcom, którzy w Polsce pracują.
W KO można usłyszeć głosy, że ta strategia może być ryzykowna, bo przyniesie niewielki zysk po prawej stronie, a może doprowadzić do zdemobilizowania własnego elektoratu. W sieci już pojawiły się memy, zestawiające sprzeczne wypowiedzi kandydata KO sprzed lat i z obecnej kampanii.
– Jednego dnia słyszałem, że Rafał Trzaskowski jest za bardzo proukraiński, a drugiego, że odwrotnie. To oznacza, że jest dokładnie tam, gdzie powinien. Pośrodku sceny, odwołując się do zdrowego rozsądku i do interesu narodowego, który kładzie na pierwszym miejscu – tłumaczy kandydata jego bliski współpracownik, wiceszef MON Cezary Tomczyk. Podkreśla przy tym, że Trzaskowski nie zmienił poglądów, także w sprawie aborcji. – Nie podzielam opinii, że w kampanii nasz kandydat coś lub kogoś udaje. Może nie akcentuje mocno niektórych swoich poglądów, ale startuje na stanowisko prezydenta. I musi być prezydentem także tych Polaków, którzy mają odmienne poglądy – dodaje Dorota Łoboda.
Trzeba przyznać, że Trzaskowski, nie mając natury politycznego drapieżcy, na pewno jest kandydatem stworzonym do prezydentury charakterystycznej dla obecnej Polski, w której głowa państwa nie pretenduje do roli politycznego lidera we własnym środowisku. Ma zarazem świadomość, że musi wygrać, bo stawka jest ogromna. Majowe wybory oznaczają być albo nie być nie tylko dla niego, ale też dla całego rządzącego obozu. Jego porażka nie domknie bowiem walki o odwrócenie zmian narzuconych w epoce PiS. Dlatego na pewno – co nie raz udowodnił w kryzysowych momentach – do samego końca będzie „gryzł trawę”.

Dr hab. Bartłomiej Biskup, politolog:
W JĘZYKU marketingu politycznego głoszenie poglądów odmiennych od dotychczasowych, by zdobywać nowych wyborców, nazywa się repozycjonowaniem. W politycznych kampaniach jest to zwykle motywowane próbą pozyskania nowych zwolenników dla kandydata przy założeniu, że dotychczasowi i tak na niego zagłosują. Jednak przy nieumiejętnym zastosowaniu może okazać się grubym błędem i zaowocować utratą wiarygodności w naturalnym elektoracie kandydata.
GDZIEŚ LEŻY jednak trudno uchwytna granica, za którą traci się wiarygodność, w wyniku czego nowych zwolenników pojawia się niewielu, a starzy zaczynają odchodzić. Zwykle takie nieudane repozycjonowanie następuje wtedy, gdy kandydat prezentuje zbyt wiele nowych poglądów lub zmienia je za często. PO miała już w przeszłości tendencje do zbyt gwałtownej zmiany poglądów na pewne sprawy, co nie było wiarygodne dla wyborców. PRZYKŁADEM JEST Bronisław Komorowski, który po przegranej pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2015 r. ogłosił nagle referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, by pozyskać wyborców Pawła Kukiza.
NIE CHCĘ krytykować sztabowców Rafała Trzaskowskiego, bo oni mają na pewno swoje badania i wszystko, co kandydat robi, jest na nich oparte. Może oni wiedzą, gdzie jest granica, po przekroczeniu której zostaje się kimś niewiarygodnym. Jednak autentyczność, nawet prezentowanie poglądów niepopularnych, jest najważniejsza przy zdobywaniu głosów. Zmiany poglądów nie powinny następować zbyt szybko. Łatwiej się repozycjonować na trzy lata przed wyborami, argumentując, że okoliczności się zmieniły itd. Ale pół roku to za mało czasu na gwałtowną zmianę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















