Co dalej z kredytem

Mit frankowicza – utracjusza i hazardzisty – prysł.

28.01.2015

Czyta się kilka minut

Banknot dziesięciofrankowy złożony w łódkę origami
fot. MK

Wystarczył tydzień i wysyp tekstów, przypominających okoliczności i warunki udzielania kredytów w szwajcarskiej walucie, by ekonomiści i urzędnicy, którzy tuż po czarnym czwartku przemawiali niczym rzecznicy banków, nieco się zreflektowali. Zreflektował się minister finansów i przeszedł na pozycję pośrednika-rozjemcy między sektorem finansowym a obywatelami; zreflektowały się też same banki, być może oszacowawszy perspektywę wzrostu odsetka zagrożonych kredytów jako realną.

Niestety, żadna ze wstępnych propozycji nie rozwiązuje problemu. Gotowość banków do uwzględnienia w oprocentowaniu kredytów frankowych ujemnego wskaźnika LIBOR trudno uznać za ustępstwo: jest to tylko respektowanie tego, co klientom i tak się należało. Podobnie jako powrót do normalności należy traktować obniżki wyśrubowanych spreadów (bankowych prowizji), dzięki czemu kredytobiorcy, którzy nie spłacali dotąd rat bezpośrednio we frankach, odczują ulgę. Odetchną też zapewne, słysząc, że banki nie będą żądać dodatkowych zabezpieczeń.

Propozycja szefa Komisji Nadzoru Walutowego, dotycząca bezprowizyjnego przewalutowania kredytów frankowych na złote po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu, ze względu na konieczność pokrycia różnicy między faktycznie poniesionym kosztem kredytu złotowego i frankowego, jest opcją tylko dla tych, którzy dysponują sporymi oszczędnościami. Sami posiadacze kredytów we frankach, którzy tymczasem podjęli pierwszą próbę samoorganizacji, sugerują, by rząd umożliwił im spłatę rat po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania. Z wariantów na wzór węgierski czy chorwacki uczciwszym wyjściem względem banków (choć też dla nich dotkliwym) wydaje się wysunięta przez PiS sugestia o zamrożeniu wysokości rat na poziomie sprzed ostatniego skoku kursu. Nikt odpowiedzialny nie może bowiem dziś zapewnić ok. 550 tys. kredytobiorców, że cena franka nie dojdzie np. do 5 zł.

Obawy względem działań walutowych spekulantów w Polsce wyraził nawet niemiecki resort finansów i być może otrzeźwił tym naszych rządzących, skoro wicepremier Piechociński pospieszył z zapowiedzią nowych propozycji dla frankowiczów, opartych na sprawdzonych wzorcach europejskich. Część zaprezentowanych dziś przez niego propozycji pokrywa się z sugestiami, które przedstawił minister finansów po ubiegłotygodniowym spotkaniu z szefami banków – zupełnie jakby pracownicy resortu gospodarki przeanalizowali dokładnie internetowe dyskusje dotyczące frankowiczów i uznali, że nie warto zbytnio rozdrażniać zadłużonych w krajowej walucie.  Znów więc jest mowa o możliwości bezprowizyjnej zmiany waluty kredytów na złotego po średnim kursie NBP w dniu przewalutowania, podobnie jak o próbie skłonienia banków do odstąpienia od żądania dodatkowego zabezpieczenia kredytu z tytułu zmian kursowych. Opcja pierwsza to raczej wyjście dla tych, którzy mają z czego pokryć różnicę między kredytem we franku i w złotym, druga pozwoli frankowiczom nie pogrążać się bardziej, ale obie są tylko  doraźnym wyjściem z sytuacji, takim łykaniem proszków na ból psującego się zęba, który po chwilowej uldze znów da o sobie znać. Ulgą byłoby również wprowadzenie limitu roszczeń do wartości mieszkania, tak by w razie bankructwa bank nie mógł żądać dopłat, ale niestety dotyczyć to miałoby tylko nowo udzielanych kredytów. Z kolei trzyletnie wakacje kredytowe mogą okazać się ratunkiem dla osób, które już teraz mają kłopot ze spłatą rat, ale to tylko odsunięcie problemu w czasie. Większość kredytobiorców, jeśli nie popadła w aż takie finansowe tarapaty, raczej z niej nie skorzysta, już i tak mając w perspektywie comiesięczne stałe obciążenie do 60 lub 70 roku życia włącznie.

Po raz pierwszy pojawiły się jednak i dwie bardziej radykalne propozycje, pozwalające ulżyć frankowiczom w dłuższym terminie. Jedna to ograniczenie ryzyka kursowego kredytobiorców zadłużonych we frankach do 15 proc. w skali roku i do 40 proc. w okresie następujących po sobie lat. Druga idzie jeszcze dalej: to ustalenie limitu wysokości raty na poziomie z końca 2014 r., czyli de facto jej zamrożenie, jak na Węgrzech - kierunek sugerowany wcześniej przez opozycję (pytanie jednak, czy możliwość zamrożenia dotyczyłaby wszystkich frankowiczów, czy tylko tych korzystających z wakacji kredytowych).

Te hasła brzmią obiecująco, warto jednak poczekać na szczegóły.©

Przeczytaj więcej:

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Pisarka i dziennikarka. Absolwentka religioznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim i europeistyki na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Autorka ośmiu książek, w tym m.in. reportaży „Stacja Muranów” i „Betonia" (za którą była nominowana do Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2015