Cios w Iran

Generał Kasem Sulejmani, uchodzący za architekta i głównego wykonawcę irańskiej polityki bliskowschodniej w ostatnich dekadach, został zabity w ataku amerykańskich dronów w Bagdadzie. Teheran...

Reklama

Ładowanie...

Cios w Iran

Cios w Iran

03.01.2020
Czyta się kilka minut
Generał Kasem Sulejmani, uchodzący za architekta i głównego wykonawcę irańskiej polityki bliskowschodniej w ostatnich dekadach, został zabity w ataku amerykańskich dronów w Bagdadzie. Teheran zapowiedział zemstę.
Generał Kasem Sulejmani podczas spotkania z irańskim wojskiem, wrzesień 2016 r. / FOT. Polaris Images/East News
T

Twarz Iranu, symbol jego sukcesów, bez mała przyszły lider kraju. Dla Amerykanów – co niebezzasadnie podkreślił prezydent Trump – osoba uchodząca za współodpowiedzialną za tysiące zabitych w Iraku amerykańskich żołnierzy. 

Był Sulejmani faktycznie postacią nietuzinkową. Swoją legendę zaczął budować na wojnie iracko-irańskiej (lata 80. XX w.) i współorganizując powstanie irackich szyitów w 1991 roku. Od 1997 roku stał na czele jednostki Qods (Jerozolima), będącej częścią specjalnych sił Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – potężnego wojskowego, politycznego i gospodarczego filaru Islamskiej Republiki Iranu. Siłom Qods, a pośrednio Sulejmaniemu – w założeniu niosącym pochodnie rewolucji islamskiej przez cały świat, aż do Jerozolimy – przypisuje się organizację i koordynację współpracy z proirańskimi ugrupowaniami na Bliskim Wschodzie, ale też organizację zamachów terrorystycznych na całym świecie (ataki terrorystyczne, likwidacja przeciwników politycznych itp.). 

Sulejmani traktowany był jako organizator szyickich milicji w Iraku, Syrii i Jemenie. A przede wszystkim jako architekt obecnej irańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie i faktyczny pogromca USA, które zmuszone były stopniowo opuszczać region i swoich sojuszników. Sulejmani nie był jednak sztabowym wizjonerem i planistą: osobiście pojawiał się w gorących punktach przemawiając do żołnierzy na linii frontu z maski samochodu, osobiście negocjował z Kurdami ewakuację irackiego Kirkuku przekreślając ich sny o niepodległości (w 2017 roku), osobiście musztrował irackich czy syryjskich polityków w sprawach wewnętrznych, wreszcie jeździł negocjować strategiczną współpracę irańsko-rosyjską w Moskwie. Trudno znaleźć bliskowschodnią intrygę, w której by nie wystąpił osobiście. Stał się twarzą Iranu – swoistym celebrytą, irańskim Supermanem, którego pojawienie się przesądzało o pozytywnym dla Iranu rozwoju wypadków. W zupełnie nietypowym stylu zdobił ulice Iranu (w roli tej występowali zwykle liderzy państwa oraz „męczennicy”). Na wpół oficjalnie pojawiał się jako potencjalny wehikuł transformacji ustrojowej państwa i faktyczny sukcesor lidera Alego Chamenei (odpowiadać miało to zmniejszaniu roli czynnika religijnego względem rosnącej roli Korpusu Strażników w państwie). 

Ostatni rok

Rok 2019 był dla Iranu i Sulejmaniego rokiem trudnym, ale również pełnym swoistych sukcesów. Sankcje amerykańskie nie załamały Iranu, tak jak nie załamała go kolejna fala masowych protestów (śmierć miało w nich ponieść ponad tysiąc osób). Iran upokorzył Amerykanów serią zajęć tankowców w Zatoce Perskiej i z radością obserwował zmniejszanie obecności wojskowej w regionie; (zapewne) zbombardował saudyjską rafinerię we wrześniu ubiegłego roku i konstatował bierność amerykańską podważającą sojuszniczą wiarygodność Waszyngtonu. W Jemenie, Iraku i Syrii konsekwentnie (choć nie bez oporów – zwłaszcza w Iraku) wzrastała pozycja sił proirańskich.

W dwóch ostatnich miesiącach roku proirańskie siły dokonały co najmniej 11 ataków na amerykańskie bazy w regionie, a gdy Amerykanie odpowiedzieli kontratakiem 29 grudnia (uderzając m.in. w milicje formalnie wchodzące w skład irackich sił zbrojnych), zorganizowały protesty i szturm (ostatecznie nieudany) na ambasadę amerykańską w Bagdadzie (31 grudnia - 1 stycznia). Szturmowanie amerykańskiej ambasady przez Irańczyków (nawet pośrednio) to wzniesienie dwustronnych emocji na najwyższy poziom – zajęcie amerykańskiej ambasady w Teheranie w 1979 roku to jednocześnie największe upokorzenie USA i największy symboliczny sukces rewolucyjnego Iranu. Waszyngton wyzwanie podjął i przebił stawkę: zginął – zdawałoby się nieśmiertelny – Sulejmani w towarzystwie szefa milicji bezpośrednio zaangażowanej w atak na ambasadę.

Wojenny taniec trwa

Śmierć Sulejmaniego jest potężnym ciosem symbolicznym w Iran. Teheran oczywiście zapowiedział straszną zemstę i – jeżeli połowa amerykańskich oskarżeń pod adresem Teheranu byłaby prawdziwa – należy się spodziewać, że nie pozostanie gołosłowny: lista instrumentów, którymi dysponuje Iran, i lista potencjalnych celów amerykańskich i sojuszniczych w regionie (Izrael, Arabia Saudyjska…) oraz na świecie jest długa. Świat zamarł w gorączkowym oczekiwaniu na to, co zrobi Iran, jak uderzy, ile będzie to kosztowało i wreszcie co zrobią Amerykanie – coś na pewno się wydarzy. Od czterdziestu lat trwa wojenny taniec amerykańsko-irański, co najmniej kilkukrotnie w tym czasie wojna wydawała się nieunikniona. Za każdym razem obie strony cofały się w ostatniej chwili przed niekontrolowaną eskalacją i powracały do dotychczasowej proxy war (wojny za pomocą pośredników) – ryzyko było i pozostaje zbyt duże dla obu stron.

W USA właśnie rozpoczął się rok wyborczy, a nigdy (za wyjątkiem wyborów w 1944 i do pewnego stopnia w 2004 roku) nie wygrał kandydat partii jednoznacznie prowojennej. Z drugiej strony urzędujący prezydent nie może pozwolić sobie na miękkość wobec zagrożeń (uniknąć tego – bez skutku – kosztem Iranu próbował prezydent Carter w 1980 roku).

Irańczycy także mają swoje problemy, a największe sukcesy odnosili w konfliktach zdecydowanie asymetrycznych i paradoksalnie w cieniu początkowych sukcesów amerykańskich (np. w Iraku). Można mieć nadzieję, że i tym razem sprawa – choć w bólach – rozejdzie się po kościach. 

Osieroceni przez generała

Otwartą sprawą pozostaje spuścizna po „legendzie” Sulejmaniego. Iran jest państwem o najmocniejszych w regionie strukturach, instytucjach i instrumentach pozwalających funkcjonować w niekorzystnym otoczeniu. W tym kontekście Sulejmani, uświetniając poczet poległych bohaterów, w zasadzie wzmacnia tylko bliskowschodnią politykę Iranu i nadaje jej nowego impetu. Gdyby jednak choć połowa legendy Sulejmaniego była prawdą, gdyby faktycznie jego osobiste doświadczenie, wiedza, autorytet, jakim przygniatał lokalnych liderów bliskowschodnich (a zapewne także swoich – selekcjonowanych przez lata – współpracowników), odgrywały tak doniosłą rolę w irańskiej polityce bliskowschodniej, to należałoby się liczyć z jej poważnym testem w nowych warunkach. Braterski uścisk Iranu sprawowany ręką generała bywał ciężki i dla Iraku, i dla Asada w Syrii, i dla Jemeńczyków, i dla Kurdów, i dla libańskiego Hezbollahu; sprawność machiny osieroconej przez Sulejmaniego bez wątpienia przetestują Izraelczycy, Saudowie, na swój sposób Rosjanie, nie wspominając o Amerykanach. Najbardziej optymistyczny scenariusz dla regionu nie oznacza spokoju.


CZYTAJ TAKŻE

KAŁASZNIKOW W PRZESTWORZACH: Drony to broń XXI wieku. Używane nie tylko przez regularne armie, ale też partyzantów i ekstremistów, samoloty bezzałogowe wpływają na charakter współczesnych konfliktów >>>

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]