Tomasz ma 43 lata i mieszka w Kutnie. Żaden z jego trzech synów nie został ochrzczony. Sam pochodzi z rodziny wierzącej, w której było dwóch misjonarzy. Przez lata był ministrantem, czynnie uczestniczył w życiu Kościoła. – Później mój związek z Kościołem jako organizacją osłabł. Chociaż wiara została i ślub wziąłem kościelny. Początkowo nawet przyjmowaliśmy z żoną księdza po kolędzie.
Kryzys relacji z Kościołem jako punkt zwrotny w decyzji o chrzcie
Miał różne doświadczenia z duchownymi i wiernymi. – Jako ministrant często posługiwałem przy mszach, na których odbywały się też chrzty. Widziałem np., jak podrabiane były karteczki zaświadczające o tym, że ktoś był wcześniej u spowiedzi świętej.
Ale ostateczny rozbrat z Kościołem wziął po jednej z kolęd.
– Byliśmy z żoną już kilka lat po ślubie i staraliśmy się o pierwsze dziecko. Zwierzyliśmy się z tego księdzu. Przestrzegł nas, żebyśmy tylko „nie poszli w stronę grzechu in vitro”. Zmroziło nas, chociaż o żadnych zabiegach nigdy nie myśleliśmy. Wtedy postanowiliśmy, że nie chcemy mieć nic wspólnego z księżmi – opowiada Tomasz.
Rozmowa podczas wizyty duszpasterskiej bardzo nim wstrząsnęła. Dlatego zanim jeszcze żona Tomasza zaszła w ciążę, para podjęła decyzję, że chrztu nie będzie. – W rodzinie przyjęto to ze zdziwieniem. Od bliskich usłyszeliśmy, że nasze dziecko będzie za to wytykane palcami przez rówieśników. Spytałem wówczas, czy będą to robiły właśnie te grzeczne, ochrzczone i katolickie dzieci? Zapadła cisza.
Tomasz tłumaczy, że nie widział sensu chrzcić dziecka, którego później i tak nie zabierałby do kościoła.
– Obserwuję takie sytuacje. Jest chrzest, a potem rodzice przypominają sobie o duchowości przy okazji pierwszej komunii dziecka. Mam wrażenie, że wiele osób chrzci dzieci z automatu, bo tak robią wszyscy. My chcieliśmy być wobec siebie szczerzy.
Ich najstarszy syn ma teraz sześć lat, najmłodszy roczek.
– W przyszłości sami zdecydują, czy chcą się wiązać z jakąś religią. Mają tak naprawdę czystą kartę. Uczymy ich tolerancji i staramy się wszystko im tłumaczyć – kończy Tomasz.
Spadek liczby chrztów w Polsce: demografia, skandale i zmiany społeczne
Zgodnie z danymi Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, jeszcze w 2019 r. ochrzczonych zostało w Polsce 372,8 tys. dzieci. W 2023 r. chrztów było nieco ponad 267 tys. Niespełna miesiąc temu opublikowano dane za 2024 r., w których odnotowano kolejne zmniejszenie liczby udzielonych sakramentów chrztu (do 247,2 tys.).
Za spadkiem stoi głównie demografia. Rodzi się coraz mniej dzieci i to jest oczywisty argument w dyskusji. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2019 r. było 376,2 tys. urodzeń, w 2023 r. liczba ta spadła do 273,4 tys., a w 2024 r. urodziło się już tylko 252,6 tys. dzieci.
Dominikanin o. Andrzej Kuśmierski zauważa jednak, że powodem spadku liczby chrztów są także inne zmiany społeczne.
– Ludzie są coraz bardziej spójni w tym, co robią. Czyli jeśli nie chodzą do kościoła, to dziecka nie ochrzczą. Mniej też przejmujemy się tym, co inni o tym powiedzą – zaznacza.
Dodaje, że na społeczeństwo wpłynęły także rządy Zjednoczonej Prawicy, a później także pandemia. Nie bez wpływu były też ujawniane nadużycia w Kościele katolickim. – Kolejne skandale i zblokowanie polityczne spowodowały, że wielu ludzi było zgorszonych Kościołem katolickim. A potem przyszła pandemia i nagle okazało się, że bez tego Kościoła można żyć i nie wszystkim jest on potrzebny – dodaje o. Kuśmierski.
Chrzest jako ochrona? Religijny lęk i myślenie magiczne rodziców
30-letnia Monika z Krakowa była wychowywana w rodzinie katolickiej. Jako dziecko co niedzielę chodziła do kościoła. Dość wcześnie zaczęła jednak kwestionować wartości, które wpajali jej rodzice.
– Gdy miałam 14 lat, wzięli rozwód, tata wszedł w nowy związek. Sam już do kościoła nie chodził, ale ode mnie wciąż tego oczekiwał – wspomina Monika.
Jako dziecko wyjeżdżała na oazy, angażowała się w życie Kościoła, czytała Pismo Święte. – Ale z drugiej strony obserwowałam osoby, które szły w niedzielę na mszę, a przez resztę tygodnia żyły tak, jak chciały. Choćby regularnie się upijając. Zresztą alkohol jest też często obecny na imprezach chrzcielnych – zauważa.
O hipokryzji, którą widzi nie tylko wśród osób wierzących, ale i w samej instytucji Kościoła, mogłaby dużo mówić.
– Kościół nie zgrywa mi się z Biblią, a w wielu przypadkach wręcz jej przeczy. Do tego dochodzi romansowanie z polityką, pedofilia, umniejszanie roli kobiet, bogactwo księży, którzy nie żyją zgodnie z tym, co sami głoszą. Ze mną i moim mężem taki Kościół po prostu nie rezonuje – podkreśla kobieta.
Jest teraz w ciąży, oczekuje przyjścia na świat swojego pierwszego dziecka. Już wie, że go nie ochrzci.
– Samo podejmie tę decyzję. Jak dorośnie. Odrzucam chrzczenie dzieci niejako na siłę, tak samo jak zmuszanie ich później do chodzenia do kościoła czy przyjmowania kolejnych sakramentów – mówi Monika.
W jej rodzinie nie każdy dobrze to przyjął.
– Usłyszałam od taty: „Ty możesz sobie wierzyć, w co chcesz, ale dziecku krzywdy nie rób”. Dopytywałam, o jaką krzywdę chodzi, ale nie potrafił tego wyjaśnić. Może chodziło mu o to, że ja urodziłam się jako chore dziecko, zostałam ochrzczona w szpitalu i jest w rodzinie przekonanie, że to mnie uratowało.
Monika nie boi się, że jej dziecko będzie w jakiś sposób „zagrożone”, jeśli nie przyjmie chrztu.
Brak chrztu: nowa moda czy zmiana podejścia do religii?
Przyzwolenie na to, aby dziecka nie ochrzcić, wydaje się społecznie większe niż kiedyś. Coraz częściej osoby znane i lubiane mówią otwarcie, że nie chcą tego sakramentu dla swoich dzieci, co zawsze budzi duże zainteresowanie mediów. „Wśród celebrytów pojawia się nowa moda, aby nie chrzcić dzieci. I aby koniecznie ogłaszać to publicznie” – pisała w 2020 r. Milena Kindziuk na portalu „Gościa Niedzielnego”, oceniając negatywnie tego typu postawy.
O. Kuśmierski, wręcz przeciwnie, oceniać źle nikogo nie chce. Choć zaznacza, że czasami rodzice podejmują decyzje w sprawie chrztu bezrefleksyjne.
– Jest grupa osób, która obraziła się na Kościół i przez to blokuje też ścieżkę duchową swoim dzieciom. Z drugiej strony są ludzie, którzy chrzczą dzieci z powodu myślenia magicznego, że na przykład bez chrztu coś się ich pociechom stanie. To też nie ma nic wspólnego z wiarą katolicką.
Dominikanin podkreśla, że dla proboszcza – a sam nim był przez wiele lat – najsmutniejsze są sytuacje, gdy o chrzest dla dziecka proszą osoby niezwiązane z Kościołem czy wręcz niewierzące. – Takie bezrefleksyjne chrzty wciąż się zdarzają. Choć świadomych decyzji na pewno jest więcej – zaznacza mój rozmówca.
Czym jest chrzest dla osoby wierzącej
43-letnia Agnieszka z Łodzi dość długo szukała swojej ścieżki duchowej. – Chociaż wychowałam się w rodzinie katolickiej, to nawrócenie przeżyłam dopiero w wieku 27 lat. Wcześniej interesowałam się przez jakiś czas religiami Wschodu, pojechałam nawet do Indii.
W pewnym momencie poczuła jednak, że to chrześcijaństwo jest jej drogą. – Spotkałam chrześcijan, których świadectwa mnie poruszyły. A ja miałam w sobie duży duchowy głód – wspomina Agnieszka.
O córkę starali się z mężem 10 lat, mamą została niedługo przed czterdziestką. Agnieszka modliła się o dziecko, regularnie uczestniczyła w mszach w tej intencji. Jedną z nich zapamiętała szczególnie. – Ksiądz w czasie kazania opowiadał, że wszystkie rodziny powinny być wielodzietne, co mocno mnie zdenerwowało, bo uważam, że to powinien być indywidualny wybór każdego człowieka – zaznacza.
Agnieszka powiedziała na modlitwie, że więcej na takiej mszy już się nie pojawi, chyba że zajdzie w ciążę. Miesiąc później już była.
– Chrzest naszej córki był niemal w 12. rocznicę naszego ślubu. Dla mnie jest ona darem od Boga – przyznaje. Chociaż od razu dodaje, że korzystała też z pomocy lekarskiej i metod naprotechnologii.
Jej mąż nie jest wierzący.
– Przy decyzji o chrzcie córki kłótni jednak nie było. Mąż zgodził się, aby nasze dziecko było wychowywane w wierze katolickiej i uczestniczył w chrzcinach córki. Byli też członkowie naszej rodziny, przyjaciele, a sakramentu udzielał zaprzyjaźniony ksiądz – relacjonuje. Rodzicami chrzestnymi zostały osoby wierzące i praktykujące.
– Z mojego punktu widzenia córka dostała wiele dobra i łask. Nie chciałam jej tego pozbawiać. To też dopiero początek budowania jej relacji z Bogiem i wkładam dużo pracy, aby była ona pogłębiana. Nie wyobrażam sobie ochrzcić dziecka i nic z tym dalej nie robić. To byłoby zwykłym kłamstwem – podsumowuje Agnieszka.
Historia chrztu dzieci w kościele katolickim
– Tradycja chrztów dzieci sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa – mówi o. Andrzej Kuśmierski. – Pierwotnie był to sakrament dla osób dorosłych, bo to one mogły zrozumieć niełatwą przecież Ewangelię. Jednak ludzie, którym wiara odmieniła życie, chcieli jak najszybciej włączyć w nią swoje dzieci. Skoro rodzice kochają dziecko nad życie, to chcą mu dać wszystko, co najlepsze.
Dominikanin dodaje, że w pewnym momencie Kościół zaczął sam „wychowywać” dzieci, co w jego ocenie było błędem. – To rodzice powinni je prowadzić, żyjąc autentycznie w wierze, pogłębiając swoją i jednocześnie tych dzieci relację z Bogiem. Wtedy ten chrzest ma sens.
Decyzja o chrzcie dziecka należy do rodziców
Zofia i Maciej z Warszawy są małżeństwem od 25 lat. Mają trójkę dzieci, wszystkie zostały ochrzczone i wychowane w wierze katolickiej, blisko Kościoła.
– Najpierw urodziłam bliźnięta, ochrzciliśmy je, jak miały pięć miesięcy. Dla nas to była oczywista decyzja. Pochodzimy z wierzących rodzin, jesteśmy wychowankami warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Teraz w jego prace są zaangażowane nasze dzieci – opowiada Zofia.
Wie jednak, że to nie zawsze taka prosta sprawa. Jest adwokatem rodzinnym i spotkała się z sytuacjami, gdy rodzice spór o to, czy dziecko ochrzcić, czy nie, przenosili do świeckich sądów rodzinnych.
– Pojawiają się prośby o wydanie zastępczej zgody za drugiego rodzica. Podobnie dzieje się w przypadku sporu, czy dziecko ma chodzić na religię albo przyjąć pierwszą komunię. Jednak w przypadku chrztu nikt nie może podjąć decyzji za rodzica – zaznacza.
Maciej mówi, że nigdy z żoną nie czuli społecznego przymusu co do tego, jak wychowywać dzieci. – Chcieliśmy dać naszym dzieciom życie duchowe. Religijność jest dla nas ważna, zwłaszcza że tak dużo czasu poświęcamy na pracę i zaspokojenie potrzeb materialnych naszej rodziny.
Chrzty ich dzieci odbywały się podczas indywidualnej mszy, nie było żadnych przyjęć, goście zaproszeni zostali jedynie na ciasto i kawę. Na jednej z uroczystości obecna była opiekunka starszych dzieci, Czeszka.
– Myślę, że dla niej to było trochę kosmiczne doświadczenie – wtrąca Maciej. – Zaprosiliśmy ją i jej rodzinę, choć nie są związani z jakimkolwiek Kościołem, nie zostali ochrzczeni. Ona chciała przyjść do kościoła w czarnej mantylce i musieliśmy wyjaśnić, że to strój na oficjalną audiencję u papieża – dodaje z uśmiechem Zofia. Dzisiaj ich dzieci mają po 17 i 19 lat.
– Starsi są w okresie wahania. Bierzmowanie przyjęła na razie dwójka z trójki naszych dzieci. Każde robiło to indywidualnie, nie hurtowo, z klasą. Wcześniej byli też osobno przygotowywani do pierwszej komunii. Miałam wrażenie, że do nich naprawdę dociera, o co w tym wszystkim chodzi – opowiada ich mama.
Czy kolejne pokolenia będą chrzcić dzieci
Co dziecko zrobi dalej z tym, co otrzyma przy chrzcie, zależy już tylko od niego. Na to już rodzice większego wpływu nie mają.
– Wiarę przyjmuje się w wolności i nawet dziecko w niej wychowane może ją później odrzucić. Ale włączone do niej w dzieciństwie, ma więcej narzędzi, aby wybierać świadomie – zaznacza o. Kuśmierski.
Większość osób, które dziś są rodzicami, takie narzędzia miało – przez kontakt z wiarą w domu rodzinnym, chodzenie w dzieciństwie do kościoła, przyjmowanie sakramentów, uczęszczanie na religię. Teraz dojrzewa pokolenie, które wychowuje się w odcięciu od sakramentów i katechezy. Oni już nie będą się nawet zastanawiać, czy swoje dziecko ochrzcić, czy nie.
INSTRUKCJA O CHRZCIE DZIECI (fragmenty)
Kongregacja Nauki Wiary, 1980 r.
Tak na Wschodzie, jak na Zachodzie praktykę udzielania Chrztu dzieciom uważa się za normę niepamiętnej tradycji. Orygenes, a po nim św. Augustyn uważali tę praktykę za „tradycję przejętą od Apostołów”. (p. 4)
Różne Synody regionalne oraz diecezjalne, odbyte po Soborze Trydenckim, z takim samym naciskiem nauczały o konieczności Chrztu dzieci. Także Ojciec Święty Paweł VI przypomniał bardzo dawną naukę na ten temat: „Chrztu należy udzielać również dzieciom, które same nie mogły jeszcze popełnić żadnych grzechów, by, pozbawione przy narodzeniu łaski nadprzyrodzonej, odradzały się z wody i Ducha Świętego do życia Bożego w Jezusie Chrystusie”. (p. 8)
Wysuwa się także zarzut, że udzielanie Chrztu dzieciom stanowi naruszenie ich wolności. Jest bowiem przeciwne godności osoby nakładanie dzieciom obowiązków religijnych, które należy w przyszłości wypełnić, a których one, być może, nie zechcą przyjąć. Jest więc lepiej, gdy Sakrament zostaje udzielony dopiero w tym wieku, w którym dzieci same stają się zdolne podejmować zobowiązania w sposób wolny. Wcześniej zaś rodzice i wychowawcy powinni postępować ostrożnie, niczego nie narzucając. (p. 21)
Taki sposób myślenia jest z gruntu błędny; nie istnieje bowiem tak czysta wolność ludzka, by mogła być niezależna od jakiegokolwiek wpływu. Biorąc pod uwagę sam naturalny porządek rzeczy, dostrzegamy, że rodzice troszczą się o to, co jest konieczne dla życia i ma na względzie dobro dzieci. Sposób zachowania się rodziny w odniesieniu do życia religijnego dziecka, określany jako neutralny, byłby w rzeczywistości życzeniem zła, ponieważ pozbawiałoby je istotnego dobra. (p. 22)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















