Być!

W czwartek drugiego tygodnia Wielkiego Postu liturgia przywołuje Jezusową przypowieść o bogaczu i Łazarzu (zob. Łk 16, 19-31).
Czyta się kilka minut

Niejednokrotnie przy lekturze tego tekstu wracało do mnie pytanie, którym z nich chciałbym być?

No tak: w wymiarze wieczności wszystko jest jasne – Łazarz trafia na łono Abrahama, a bogacz do Otchłani. W wieczności to los bogacza jest nie do pozazdroszczenia. Ale tu i teraz? Czy jest czego zazdrościć Łazarzowi?

Papież Franciszek, komentując tę przypowieść w swoim orędziu na obecny Wielki Post, udowadnia, że tak.

Odpowiedź tkwi w jednym szczególe. Otóż Łazarza znamy po imieniu. Łazarz ma imię, a to oznacza że jest Kimś. Jest Osobą. Franciszek oddaje to w swoim stylu: Łazarz jest konkretnym „obliczem” – ma twarz.

Właśnie tak: Łazarz ma imię i twarz, a bogacz ma tylko purpurę i bisior. Nie bez powodu w tekście bogacz jest zawsze zapisany z małej litery.

On nie jest Kimś. Nie ma imienia. Prowadzi życie, w którym jego ambicje i dążenia stale wyznaczają inni. Znamy to: „nie mogę być gorszy od sąsiada”, potem „muszę mieć to, co on”, a w końcu: „muszę mieć więcej niż sąsiad!”. Muszę przecież „utrzymać się na poziomie” (ale ten poziom zawsze wyznaczają inni). Nie chcę – nie mogę – odbiegać poziomem konsumpcji od innych. Chcę zaimponować innym. To nie ma końca.

Nie znaczy to oczywiście, że Łazarzowi jest łatwiej.

Franciszek zapewne nie bez powodu zamieszcza w swoim komentarzu tłumaczenie imienia „Łazarz”. Greckie „Lazaros” (od hebrajskiego El-azar, Eleazar) znaczy „Bóg wspomógł”, „Bóg pomaga”.

Nie jest to proste imię. Łazarz pewnie musi się z nim zmagać. W tym imieniu zawarta jest obietnica. Obietnica, której życie – na razie – zdaje się przeczyć. Pytania same się cisną do głowy (bolącej od głodu): Czy Bóg nie wspomaga raczej bogacza? W czym objawia się Jego pomoc dla mnie? Gdzie jest Bóg, skoro jestem głodny, owrzodziały i bezdomny?

Znamy te pytania.

Tych pytań pełna jest Biblia.

To są pytania Księgi Hioba.

To są pytania Apokalipsy.

To są pytania wpisane również w nasze dzisiejsze imię: „chrześcijanie”.

Bogacz nie ma pytań. „Dzień w dzień świetnie się bawi” (w. 19). Zna Łazarza po imieniu (w. 24) – nie zamierza jednak w żaden sposób wspomóc go w jego sytuacji. Przecież Łazarz też jest dla niego swoistym punktem odniesienia: „Ja mam to, czego ty nie masz. Schwyciłem to, co tobie umknęło. Stąd też dobrze się bawię, a ty jesteś godny pożałowania. Tym lepiej się bawię, im bardziej ty jesteś godny pożałowania”.

Cały ten wywód – jestem pewien – to nie swoista przewrotność Franciszka. To, owszem, radykalizm, także w stawianiu pytań. Ale najbardziej w odkrywaniu rzeczywistej skali wartości, w której „być” zawsze będzie znaczyło więcej, niż „mieć”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2017