bo łamie podstawowe zasady: nie wolno karać dwa razy za ten sam czyn, prawo nie działa wstecz.
Trudno też obronić pomysł od strony logicznej. Skoro ktoś został skazany za mord czy gwałt na więzienie, to znaczy, że w chwili popełniania zbrodni był poczytalny. Za co go teraz zamykać w psychiatryku? A jeśli już wtedy był niepoczytalny, powinno się go leczyć, a nie skazywać, prawda?
Ale minister patrzy na sprawę z innej strony. Uważa, że prawo ma chronić obywateli przed zbrodniarzami. No, bo jeśli przestępca zapowiada otwarcie: „Jak tylko mnie wypuścisz, to zgwałcę i zabiję ci dziecko!”, co masz robić? Wypuścić go? Kto weźmie na siebie taką odpowiedzialność? Lepiej złamać prawo do wolności zbrodniarza, czy narazić się na to, że znów zginie niewinny człowiek?
Diabelska alternatywa.
Minister wybrał i na dodatek postawił na szali swoją funkcję. Zapowiada, że jeśli jego pomysł zostanie zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny, poda się do dymisji.
Znam Biernackiego od czasów, gdy był likwidatorem majątku PZPR – jednym z nielicznych, który podchodził do swojego zadania poważnie. Jestem pewny, że słowo „dymisja” nie jest polityczną grą. Akurat on słów na wiatr nie rzuca.
Tylko czy w słusznej sprawie?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















