Biały tuńczyk, czyli tilapia

Przełowienie powoduje jeszcze jedno niekorzystne zjawisko – fałszowanie ryb.
Czyta się kilka minut

Niemal 30 proc. sprzedawanego w irlandzkich smażalniach i sklepach rybnych dorsza tak naprawdę dorszem nie było. Na pobranych próbkach przeprowadzono testy DNA i okazało się, że w rzeczywistości sprzedawano tańszego, importowanego mintaja albo czarniaka. Z raportu upublicznionego w tym roku przez BBC wynika, że nawet 75 proc. ryb na rynkach UE sprzedawanych jest pod inną nazwą. Unia nie jest jednak wyjątkiem. Dwa lata temu amerykańskie media opisywały śledztwo podjęte przez uczniów z nowojorskiej Trinity College. Dwie nastolatki zebrały 60 próbek z różnych restauracji i zleciły badania DNA. Okazało się, że to, co miało być rzadkim lucjanem czerwonym, występującym na Karaibach i Pacyfiku, w rzeczywistości jest karmazynem z północnego Atlantyku, a za jedną z odmian tuńczyka służyło mięso popularnej tilapii. Zamiast dorsza nieświadomi konsumenci jedli tańszego łupacza, a zamiast białego tuńczyka – makrelę wężową, zwaną też eskolarem. Ten ostatni przypadek jest szczególnie ważny, pokazuje bowiem, że obok konsekwencji ekonomicznych, fałszerstwa mogą mieć efekty zdrowotne. Eskolar może być konsumowany jedynie w niewielkich porcjach – zbyt duża ilość zjedzonego mięsa powoduje poważne kłopoty gastryczne.

Można powiedzieć, że nie ma powodu do irytacji – w końcu im mniej rzadszych gatunków na talerzach, tym więcej ocaleje ich w morzach i oceanach. Mamy jednak do czynienia z piętrowym nadużyciem. Konsument płaci za rybę na talerzu, dopłaca ze swoich podatków do subsydiów, a na końcu wydaje jeszcze pieniądze za coś, czego w rzeczywistości nie je.

W Polsce fałszowanie ryb przybiera również inną postać. Kupując ryby mrożone, płacimy bardzo często za „glazurę”, czyli wodę i chemikalia, jakimi pokryte jest mięso. Również niektórzy producenci konserw rybnych dodają zbyt dużo wody do przetworów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2013

Artykuł pochodzi z dodatku Na bezrybiu