Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Boniecki od B do Ż

Boniecki od B do Ż

21.07.2014
Czyta się kilka minut
Adam Boniecki – redaktor, zakonnik, człowiek w ciągłej podróży. Oto rys jego postaci rozpisany na hasła, w porządku alfabetycznym.
B

Bielany warszawskie
Po raz pierwszy w klasztorze marianów Adam Boniecki znalazł się w 1945 r. Zakonnicy prowadzili tam internat dla chłopców. Na Bielany trafiały przede wszystkim dzieci z rodzin, które szukały w zniszczonej Warszawie dobrej szkoły i bezpiecznej przystani dla dojrzewających chłopaków. Obowiązywała wyprawa, w skład której wchodziły m.in. łóżko, materac lub siennik, kołdra, poduszka, kapa koloru białego.
Po raz drugi na Bielany Adam Boniecki zawędrował w 1952 r., tym razem z podaniem o przyjęcie do Zgromadzenia Księży Marianów.

Bończa
Herb rodziny Bonieckich, przedstawiający białego jednorożca na błękitnym polu. A było tak: „O początkach tego herbu żaden nie pisze, na to się tylko zgadzają, że ze Włoch zaraz przy pierwiastkach wiary chrześcijańskiej w Polszcze w te tu kraje nasze przeniesiony. Według niektórych przyszedł z Klemensem biskupem kruświckim albo kujawskim... Drudzy popierają, że z Prokulfem biskupem krakowskim przyszedł z Włoch mąż znaczny Mierzb nazwany z tym herbem w roku 988 (...) od monarchy polskiego wdzięcznie przyjęty i w dobra opatrzony, gdy brat jego Klemens biskupstwo wziął kruświckie, on przy kluczu kozłowskim na Mazowszu, niedaleko od Czerska, wieś założył i Bończą nazwał...” (Kasper Niesiecki, „Herbarz”, II 232). Bonieccy spokrewnieni są z największymi rodami polskimi, m.in. Czartoryskimi, Tyszkiewiczami, Stadnickimi.

Fajka
Jeden z ulubionych atrybutów redaktora seniora, ale tylko w sytuacjach nieoficjalnych. Dlaczego ją pali? W „Instrukcji obsługi fajki”, publikowanej na tych łamach pięć lat temu, uzasadniał: „to skuteczny sposób, by nadać nawet najgłupszej twarzy inteligentny wyraz”. Zaś „prowadzenie samochodu z fajką w zębach przydaje kierowcy męskiego uroku”. Są jednak i wady: „Trzymanie długo fajki w zębach osłabia je, zwłaszcza sztuczne, dymem nasiąka wnętrze samochodu i smród pozostaje w nim na wieki, zaś iskry z fajki mogą zaprószyć oko. Przy czołowym zderzeniu fajka może się wbić i przebić tylną część szyi”.

Gietrzwałd
Miejscowość na Warmii, do której w 1954 r. trafili wyrzuceni z Bielan marianie. Zamieszkali w domu pielgrzyma na terenie parafii kanoników regularnych laterańskich. Dla Adama Bonieckiego był to pierwszy kontakt z autochtonami. Społeczność Gietrzwałdu, w większości katolicka, przed wojną płaciła wysoką cenę za przywiązanie do polskości. Po wojnie została uznana przez władze i nowych osadników za wrogów. Młody kleryk z bliska obserwował dramat ludzi, przywiązanych do Warmii, a jednocześnie zmuszanych do emigracji.

Grudziądz
Miasto, w którym młody kapłan Adam Boniecki rozpoczynał w 1960 r. swoją pracę duszpasterską. Ówczesnym licealistom zapadł w pamięć tak bardzo, że niektórzy utrzymują z nim ścisły kontakt do dzisiaj.

Homiletyka
Czyli sztuka mówienia kazań. Redaktor senior „Tygodnika Powszechnego” jest w niej niezrównany. Mówi celnie, zwięźle, zrozumiale. Jak sam przyznaje, miał wspaniałych mistrzów: ks. Bronisława Bozowskiego („Biedaczynę z Warszawy”) oraz ks. Jana Zieję.

Indeks ksiąg zakazanych
Obowiązujący do 1966 r. wykaz publikacji, których nie mogli czytać katolicy. Młody katecheta ks. Adam Boniecki pisał w imieniu swoich uczniów prośby do biskupa chełmińskiego o zezwolenie na czytanie m.in. Viktora Hugo. Biskup zawsze wyrażał zgodę, z tym wszakże zastrzeżeniem, że pozwolenie nie dotyczy książek zabronionych „prawem naturalnym”.

Inwigilacja
Obiektem zainteresowania bezpieki ks. Boniecki stał się bardzo wcześnie, już jako kleryk. W 1956 r. funkcjonariusze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Olsztyna próbowali zwerbować go do współpracy. Zastraszony, podpisał dokument, jak sądził, zobowiązujący go do zachowania tajemnicy. O sprawie opowiedział przełożonemu, który zwrócił uwagę, że być może było to zobowiązanie do przekazywania informacji. Boniecki zadzwonił więc do swego rozmówcy, który zostawił mu swój numer, poprosił o spotkanie i zdecydowanie odmówił współpracy. Później jeszcze kilkukrotnie SB próbowała zachęcić go do składania donosów – stawką była możliwość wyjazdów zagranicznych. Za każdym razem odmawiał. W drugiej połowie lat 70. SB śledziła księdza ze względu na jego rosnące zaangażowanie społeczne. Szczególnie aktywni byli funkcjonariusze krakowscy, którzy chcieli zastraszyć duchownego, prowadząc, jak sami to nazywali, „inwigilację ostentacyjną”. SB wysoko ceniła możliwości ks. Bonieckiego, wypowiadając się o nim z niechętnym uznaniem, w latach 80. oficerowie byli przekonani, że jest on współpracownikiem CIA. Jeden z nich charakteryzował Adama Bonieckiego następująco: „Z akt operacyjnych wynika, że jest człowiekiem bardzo ambitnym i upartym w realizacji zaplanowanych przedsięwzięć. Dobry organizator mający własną inicjatywę, przedsiębiorczy i zaangażowany w swojej pracy na każdym odcinku. Człowiek o dużych horyzontach myślowych, dużej kulturze, inteligencji, erudycji, potrafiący nawiązywać łatwo kontakty z ludźmi w różnym wieku i różnego pochodzenia. Jako ksiądz jest lubiany i szanowany, chociaż cechuje go pewnego rodzaju zarozumiałość. Należy chyba do tej kategorii ludzi, którzy w swoim zawodzie kierują się nie tylko kwestiami materialnymi, ale osobistym zaangażowaniem i uczuciem chęci spełnienia należycie swojej pracy i posłannictwa”.

Kadzidło
Wieś na Kurpiach. Gościnny wójt jest stałym czytelnikiem „Tygodnika”. Po nałożeniu zakazu wypowiedzi zaprosił ks. Bonieckiego na spotkanie z miejscową społecznością. Pojawiła się również grupa zdeterminowanych mężczyzn, która chciała rozbić spotkanie. Kilka dowcipnych uwag rozładowało sytuację. Przyjaźń „Tygodnika” z Kadzidłem stała się już w redakcji legendarna. Osobną szafę na Wiślnej 12 poświęcono na gromadzenie świątecznych darów z Kadzidła: wycinanek, serwet, ozdób choinkowych. Kurpiowskie rękodzieło jest stałym akcentem redakcyjnych uroczystości.

„Konfrontacje”
Wiele mówiąca nazwa cyklu spotkań dla studentów pierwszych lat studiów, prowadzonych w krakowskim Duszpasterstwie Akademickim przez ks. Bonieckiego.

Karol Kot
„Wampir z Krakowa”, morderca. W 1966 r. Boniecki przypatrywał się jego procesowi. Komentarz krytyczny wobec kary śmierci wymierzonej choremu psychicznie mężczyźnie nie ukazał się – redaktorzy uznali, że wyroki sądu nie powinny być komentowane.

Kuźmińce
Kuźmińce – posiadłość Edwarda Bonieckiego-Fredry. Istotna dla historii rodziny: na 2,5 tys. hektarów dziad ks. Bonieckiego stworzył pod koniec XIX wieku nowoczesne gospodarstwo, które stało się jednym z centrów życia społecznego na Podolu i symbolem zaangażowania społecznego części ziemiaństwa. W książce Antoniego Urbańskiego „Podzwonne na zgliszczach Litwy i Rusi” (1928) czytamy: „Miały Kuźmińce dobrze narysowany front domu o kolumnadzie górnej, oraz ciekawe półkuliste skrzydło oficyny. W dużym hallu widniały boazerje rzeźbione uwieńczone herbami. Tuż rozwieszone były portrety rodzinne dobrego pendzla. Sąsiednia sala miała piękne gobeliny, z których zwłaszcza jeden pochodził z warsztatów Ludwika XIV i był cennym okazem francuskich tkanin siedemnastego wieku. W bibljotece widniało kilkanaście tysięcy cennych druków i rękopisów. Kaplica domowa miała dwie statuy z Francji sprowadzone – Matki Boskiej z Lourdes i św. Józefa. Wokół domu szedł park kilkunastodziesięcinowy, zarysowany w stylu angielskim przez samego właściciela i przez niego sadzony”. Edward Boniecki-Fredro pomagał też wydatnie kościołom katolickim na Podolu, za co otrzymał tytuł szambelana papieskiego. W Kuźmińcach działały sieć telefoniczna, dwa duże młyny, przemysłowa gorzelnia, szkółki drzew owocowych. Edward Boniecki-Fredro założył bank spółdzielczy, sklepy spółdzielcze i kółka rolnicze, zorganizował też bezpłatną opiekę medyczną dla miejscowych chłopów. Od 1907 roku kuźminieccy gospodarze organizowali duże wystawy rolnicze. W Kuźmińcach wychowywał się ojciec ks. Bonieckiego, Michał, który część stosowanych na Podolu rozwiązań przeniósł do Potworowa. W czasie I wojny światowej Edward był jednym z polskich komisarzy na Rusi i naczelnikiem powiatu. W styczniu 1919 r. Bonieccy musieli uciekać z Podola – Semen Petlura wydał wyrok śmierci na właściciela majątku. Jak pisze Urbański: „Wkrótce tam, gdzie były Kuźmińce, pozostały jeno zgliszcza”. Wspomnienie „republiki kuźminieckiej” przetrwało w pamięci tamtejszych chłopów do dziś: dwór Bonieckich był wedle ich wspomnień tak wielki, że płonął cały tydzień.

Liceum
Ukończone po licznych przygodach. Początkowo Adam Boniecki chodził do Rejtana, jednej z najlepszych szkół warszawskich. Nie chciał się uczyć, powtarzał klasę, w końcu musiał opuścić szkołę. Trafił do liceum przy ulicy Drewnianej i tam zdał maturę. Jako jeden z dwojga uczniów ze swojej klasy odmówił wstąpienia do Związku Młodzieży Polskiej. Z zebrania organizacyjnego po prostu wyszedł.

Lew
Maskotka. Jeżeli gdziekolwiek w Polsce spotkacie auto z niewielkim pluszowym zwierzęciem warującym za tylną szybą, nie miejcie wątpliwości – Boniecki jest w pobliżu.

Jan Kanty Lorek
Biskup sandomierski, przed wojną zaprzyjaźniony z rodziną Bonieckich. Warty wzmianki, bo prawdopodobnie był jedną z pierwszych osób, na których Adam Boniecki ćwiczył zmysł spostrzegawczości i ironicznego dowcipu. Podczas uroczystego obiadu biskup wziął kilkuletniego chłopca na kolana. Po dłuższej chwili „Dudas” (na zdjęciu), jak w dzieciństwie nazywany był Adam, podzielił się radośnie i na głos swoim spostrzeżeniem: „O, ekscelencja ma złoty ząbek!”. Tak mówi przekaz rodzinny...

Bł. Jerzy Matulewicz
Odnowiciel zakonu marianów, społecznik. Jeden z najważniejszych punktów odniesienia w całym życiu zakonnym Adama Bonieckiego.

Paryż
Miasto, w którym formowało się spojrzenie ks. Adama Bonieckiego na sposób funkcjonowania duchownych w społeczeństwie. W latach 1972-74 studiował tam w Instytucie Katolickim i jednocześnie pisał korespondencje dla „Tygodnika”. Księża francuscy, postawieni przed koniecznością funkcjonowania w zlaicyzowanym społeczeństwie, musieli przyjmować wobec rozmówców raczej postawę partnera niż kaznodziei. Chcąc być bliżej ludzi, rezygnowali z życia na plebanii, wynajmowali prywatne mieszkania, budowali małe wspólnoty religijne, niektórzy pracowali fizycznie. Jedna z ówczesnych korespondencji wywołała burzę, której echa dotarły do Prymasa Stefana Wyszyńskiego. W listopadzie 1972 r. ks. Boniecki opublikował tekst „Na paryskim bruku”. Opisał w nim mszę św. odprawianą w warunkach mało liturgicznych, w świeckim pomieszczeniu, bez szat liturgicznych. Uczestnicy siedzieli przy stole, komunię, pod postacią przaśnego chleba, podawali jeden drugiemu. Tekst skrytykował i wykpił na łamach „Tygodnika” Tadeusz Żychiewicz. Potem do oburzenia dołączyli się niektórzy czytelnicy (m.in. nastoletnia wówczas Róża Woźniakowska, dziś Thun), którzy uznali, że pochwala jakieś dziwaczne, niepotrzebne praktyki. Prymas Polski kard. Wyszyński w osobistym liście do autora surowo go napomniał za propagowanie w Polsce skandalicznych praktyk.

Podróże

Dotychczas ks. Boniecki odwiedził 37 krajów, m.in. Burkina Faso, Republikę Kongo, Kamerun, Kazachstan czy Argentynę. Podobnie jak Ryszard Kapuściński uważa, że najpełniejszą wiedzę o kraju zdobywa się podczas wyjazdów służbowych, a nie urlopów. W większości z tych miejsc relacjonował pielgrzymki Jana Pawła II lub, jako generał zgromadzenia marianów, wizytował podległe mu klasztory i parafie. Ostatnio właśnie wrócił z Rumunii.

Potworów
Położony na północny zachód od Radomia majątek, w którym ks. Boniecki spędził pierwsze lata życia. Po samym dworze nie pozostał ślad, zachowały się tylko fragmenty zabudowań folwarcznych oraz muru otaczającego posiadłość. Zaś wśród drzew otaczających tereny popegeerowskie nadal można zobaczyć potężny kamień, przy którym najchętniej bawił się w dzieciństwie.

Ósma trzydzieści
Najlepsza pora na spotkanie z ks. Bonieckim. Niedziela, Warszawa, kościół księży marianów na Stegnach.

Rumczerod
Nazwa statku, na którym w czasie I wojny światowej bolszewicy zabijali oficerów rosyjskich i polskich. Stryj Edward Boniecki tak opisuje losy Michała Bonieckiego, ojca Adama, wówczas oficera III Korpusu Polskiego: „W niedługim czasie przyszedł zmięty list na starej kopercie pisany od mego Brata Michała. Został on w Mohylowie Podolskim aresztowany przez bolszewików i w zamkniętym wagonie razem z innymi oficerami wieziony na sąd do Odessy. Zdołał przez okno wyrzucić tą kartkę, ktoś znalazł i przesłał. Odessa była wtedy w rękach bolszewików. Ojciec wysłał natychmiast zaufanego pana Godziszewskiego końmi do Odessy, by zasięgnął wiadomości i co mógł, to zrobił. Pięć dni trwała jazda końmi do Odessy. Gdy pan Godziszewski przyjechał, zastał już mego Brata w moim pokoju na ul. Marazli. Był już po cywilnemu. W Odessie w tym czasie wszystkich oficerów Rosjan i Polaków wyłapywali, pakowano na statek »Rumczerod« stojący o pół mili od brzegu. Tam ich niby sądzili i potem topili przywiązując ciężar do nóg. Mego Brata wyratował jego osobisty ordynans jeszcze z wojska rosyjskiego, który przypadkowo tam był. Wyratował on Misia wywożąc go w nocy z kilkoma innymi z powrotem na brzeg”. Od tamtego czasu Michał Boniecki codziennie odmawiał różaniec.

Samochód
Wielka pasja ks. Bonieckiego. Pierwszym jego samochodem był fiat 126p. 19 czerwca 1976 r. Rada Prowincji zezwoliła na kupno pojazdu, jednak nie bez zastrzeżeń: statut zakonu nie zezwalał wówczas zakonnikowi ani na prywatne posiadanie auta, ani na jego stałe użytkowanie. Zakonnicy obawiali się również, że prywatny samochód podkopie bezwzględną zasadę równości braci. Na decyzji zaważył fakt, że już wówczas ks. Boniecki nieustannie podróżował. Fiat okazał się przydatny do działalności opozycyjnej – ksiądz woził nim członków KOR-u na procesy radomskie. Po nałożeniu zakazu wypowiedzi w mediach jeździ jeszcze więcej, spotykając się w całym kraju z czytelnikami. Rocznie pokonuje dystanse godne zawodowego kierowcy. Stara się kupować samochody nowe i sprzedawać je po przejechaniu 100 tys. km, tak żeby nie być skazanym na nieuchronne wizyty u mechaników. GPS uważa za wynalazek z gatunku epokowych.

Świdno
Miejscowość położona na północnej skarpie pradoliny Pilicy, między Nowym Miastem a Białobrzegami. Obszerna rezydencja, budowana w XVIII wieku, dzisiaj stoi pusta. Bonieccy spędzili w niej część wojny. Atmosferę 1945 r. dobrze oddają fragmenty pamiętnika spisanego przez Andrzeja Bonieckiego: „W Świdnie dom pęczniał od nadmiaru ludzi. Część została do końca wojny, a sporo było takich, którzy tylko nocowali i jechali lub szli dalej. I tak zeszło do stycznia 1945 roku. Około 10 stycznia ruszył się front. Słychać było nieustannie armaty – owe słynne katiusze. Coraz to przelatywały samoloty sowieckie. W parę dni potem Niemcy zaczęli się wycofywać.
W pałacu świdzińskim coraz to inni się zatrzymywali, w przedostatnim dniu zjawił się między innymi jakiś śpiewak operowy, robiący wrażenie na wpół obłąkanego. Chodził po domu, bezustannie śpiewając jakieś arie. Naokoło domu zaczęły spadać pociski i bomby. Zeszliśmy wszyscy do piwnic, gdzie siedziało już pół wsi. Tam płacze, lamenty, wspólne modlitwy, uspokajanie. Coraz to domem wstrząsały wybuchy. Raptem nad ranem zrobiła się cisza niesamowita. Po pewnym czasie usłyszeliśmy gromkie hurra!”.

Turowicz
Zdziwienie: w tym jednym słowie mieszczą się pierwsze wrażenia młodego dziennikarza Adama Bonieckiego w redakcji przy Wiślnej. Po latach wspominał, że przez pierwsze miesiące nie bardzo mógł zrozumieć, w jaki sposób przebiega proces budowania kolejnych wydań. Zebrania redakcyjne przypominały żywiołową dyskusję, która kończyła się bez wyraźnych konkluzji. Turowicz odzywał się rzadko, przez większą część zebrań pozostając niewidocznym. Mimo to numer ukazywał się za numerem, bez opóźnień, z frapującą zawartością i łatwo rozpoznawalną linią redakcyjną. Boniecki przejął ten styl kierowania zespołem: rezerwował sobie prawo do podejmowania najważniejszych decyzji, a dziennikarzom pozostawiał maksimum niezależności, w teksty ingerując bardzo rzadko. Podobnie jak Turowicz nie obawiał się również otwierania łamów na opinie krytyczne wobec Kościoła. Ten sposób myślenia widoczny jest w redakcji do dzisiaj.
Historia związków ks. Bonieckiego i Jerzego Turowicza to również historia krakowskiego mieszkania rodziny Turowiczów, historia długich wieczorów spędzanych przy wspólnym stole, a w późniejszym czasie częstych spotkań w Paryżu czy Rzymie. Młody dziennikarz mieszkał przy ul. Lenartowicza 3 przez wiele lat i traktowany był jak pełnoprawny członek rodziny. Anna i Jerzy Turowiczowie oraz ich córki bez mrugnięcia okiem znosili tłumy studentów regularnie odwiedzających księdza.
Pod koniec życia Jerzy Turowicz wielokrotnie podkreślał, że jego następcą powinien być Adam Boniecki.

Włocławek
Ostatni etap drogi do kapłaństwa. Z Gietrzwałdu mariańscy klerycy zostali wysłani na Kujawy, gdzie powstał formacyjny dom zakonu. Mieszkali w małych pokojach, po pięć łóżek, na spacery mogli wychodzić dwójkami, w sutannach i kapeluszach. W 1960 r. Adam Boniecki otrzymał tu święcenia kapłańskie.

Wojtyła
Przez lata znajomości kardynał i późniejszy papież potrafił być wobec redaktora „TP” uszczypliwy. Widząc ks. Bonieckiego ze złamaną podczas szusowania nogą, pokręcił głową i pouczył: „najpierw trenować, potem jeździć”. Wśród biografów, dziennikarzy i watykanistów poza Bonieckim nie było nikogo, kto z równą pieczołowitością zrekonstruował życie kardynała przed październikiem 1979 roku – „Kalendarium życia Karola Wojtyły” do dziś pozostaje podstawowym źródłem wiedzy o polskim okresie życia duchownego. Najpełniej, jak się zdaje, relacje obu księży podsumowuje jedno krótkie zdanie. Podczas prywatnego spotkania z Grażyną Boniecką, matką Adama, Jan Paweł II powiedział po prostu: „Dziękuję pani za księdza Bonieckiego”.

Tadeusz Żychiewicz
Autor słynnej „Poczty Ojca Malachiasza”. Żychiewicz wprowadzał młodego dziennikarza w arkana pracy. Ks. Boniecki w ciągu letniej praktyki w redakcji pomagał odpisywać na setki listów przychodzących do o. Malachiasza. Potem, kiedy już pracował w redakcji, Tadeusz Żychiewicz wysyłał go czasem do tych korespondentów, których problemy wymagały rozmowy z księdzem.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]