Kolejną awanturę o lektury można by zbyć milczeniem. Gdyby nie fakt, że wywołali ją sami rządzący. I że jest to w gruncie rzeczy spór Ministerstwa Edukacji Narodowej z jego własnym eksperckim zapleczem, które wyszło w zeszłym tygodniu z całkiem rozsądną i ciekawą propozycją nowych porządków w nauczaniu języka polskiego.
Istotą tej propozycji – będącej częścią planowanej na 2026 rok reformy – jest rozstanie z hipokryzją. Z udawaniem dzieci, że czytają wszystkie lektury. Z udawaniem nauczycieli, że wszystkie te książki „przerobili”. Z udawaniem nas wszystkich, że każdy człowiek opuszczający polską szkołę rusza w świat dozgonnie wyposażony i ukształtowany przez ten zapisany w rozporządzeniach nieśmiertelny zestaw.
Co zakłada reforma kanonu lektur
Eksperci Instytutu Badań Edukacyjnych, agendy firmującej reformę, postanowili się z tą hipokryzją rozprawić. Ale nie zaproponowali rewolucji, nie skalali – jakby można sądzić po histerycznych głosach z prawej strony sceny politycznej – polskiej kultury i tradycji. Zaproponowali m.in., by w klasach 4-6 porządek czytania wyznaczały bliskie dziesięcio- czy dwunastolatkom „kręgi tematyczne”, takie jak „rodzina”, „relacje rówieśnicze” czy „przyjaźń”, pod które sami uczniowie i nauczyciele podkładaliby interesujące ich lektury (nie znaczy to, że zniknęłyby obowiązkowe teksty, jak choćby fragmenty Biblii czy wybrane mity greckie). Z kolei dla klas 7-8 zaproponowali okrojoną – głównie o najdłuższe lektury – listę, pozostając jednak przy logice kanonu. Ale kanonu urealnionego, tak by zerwać ze świętą tradycją zarzynania w dzieciach przyjemności czytania.
Kłopot w tym, że ledwo robocze plany IBE ujrzały światło, a szefowa zespołu dr Kinga Białek udzieliła „Gazecie Wyborczej” wywiadu, od propozycji odciął się rząd. MEN zapewniło, że to tylko niezobowiązujące propozycje ekspertów, rzecznik rządu zaś oświadczył surowo: „Kanon lektur pozostanie bez zmian”.
„Nowacka mówiła, że nie boi się »panów biskupów«, ale wystraszyła się obrońców kanonu” – usłyszałem od eksperta współpracującego z MEN. Inny powiedział mi, że to fatalny sygnał dla zespołów przygotowujących reformę: „Możecie sobie opracowywać, co chcecie, a i tak ocenią to politycy”.
Ocenią po uważnej lekturze i wnikliwej analizie – wpisów na X oraz sondażowych słupków.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















