Autopsja fotoradaru w stepie szerokim

Już Jędrek Kmicic lubił się popisywać rumakiem wielkiej szlachetności i urody, co to z niejednej opresji go wyratował...
Czyta się kilka minut

...Sarmaci dwudziestego pierwszego wieku podobny stosunek mają do swych koni mechanicznych (zwłaszcza kiedy jest ich dwieście lub trzysta) – z tym, że z opresjami bywa różnie i raczej obosiecznie. Jeśli jeźdzcy przynależą do wcale niewąskiego plemienia Celebrytów – larum podnoszą, koniec wolności wieszcząc, dowodząc domyślnie, że przecież ich fortece na kołach, pędzące monstra o wielkości jachtu muszą mieć gdzie sobie poszaleć, i że przepisy są dla plebsu, generalnie, a ograniczenie prędkości równa się ograniczeniu złotej wolności w stepie szerokim, zwłaszcza dla kogoś o takim rumaku.

Mnie również w pierwszym skojarzeniu ze słowem fotoradar nasuwa się gmina po drodze nad morze, której nazwy nie chcę pamiętać, bo o władzach perfidnych, fotoradary w najbardziej irracjonalnie łupieżczy sposób plasująca. Gmina owa znajduje się w awangardzie zmian, skądinąd rozsądnych. Poznałem to z autopsji. Przejechałem właśnie w styczniową niedzielę dość w sumie ważną trasę Kraków–Warszawa, z arcycennym ładunkiem moich córek, co skłoniło mnie do szeregu chwil zadumy i refleksji nad przemijaniem. I tak wspólnie przemijaliśmy Tunel i Miechów, Góry Świętokrzyskie i Starachowice, o Radomiu nie wspominając. Przemijając, rozglądałem się wokół, na trasę i to, co się na niej rozgrywa. I nie rozgrywało się najgorzej, a przecie zwykle w pale się nie mieści – jak mawiają policjanci. Widać było okiem nieuzbrojonym, że polskie pedały gazu opanował strach przed trzaśnięciem foty, strach raczej nie paniczny, nieco senny (zmierzchało), pogodzony z przeczuciem nieuchronniejącej, czającej się wokół kary. Mam wrażenie (choć oczywiście mogę się mylić), że wkrótce ów strach przemieni się w coś głęboko zinternalizowanego jako oczywistość – i to niezależnie od skandalu bezkarności rządowych i parlamentarnych kierowców, pazerności państwa, gmin i niektórych policjantów, braku autostrad, obwodnic itd.

Wszystko okaże się już niebawem, bo rzeczywistość na tym akurat odcinku da się jawnie podsumować w rubryce: liczba ofiar. Nagie dane statystyczne przemówią wkrótce, i coś mi się zdaje, że zmarli opowiedzą się zgodnie zmniejszonym chórem za fotoradarowymi zmianami w mentalności.


PS. 1 Jechaliśmy długo za długo, bo zgodnie z przepisami. To trzeba zmienić, tę długość, ministrze Nowak – stał się pan twarzą zmiany cywilizacyjnej, to zmieniaj pan kompleksowo.

PS. 2 Jest pewien francuski artysta-performer à propos całej sytuacji à la Nowak. Nazywa się Remi Gaillard. Zarówno jako fotordar, jak i ślimak jest bardzo przekonujący. Możemy liczyć na wysyp ślimaków i tego rodzaju fotoradarów na polskich dróżkach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2013