Reklama

Atak na ostatniej prostej. Korespondencja z Waszyngtonu

Atak na ostatniej prostej. Korespondencja z Waszyngtonu

31.10.2016
Czyta się kilka minut
Nie ma powodu sądzić, że odkryto jakiekolwiek dowody na popełnienie przestępstwa przez Clinton. Jednak w sondażach różnica między nią a Trumpem się zmniejsza.
Hillary Clinton. Fot: JEWEL SAMAD/ AFP/EAST NEWS
U

Umiarkowanie prawicowy, a więc nie jakoś specjalnie zapatrzony w Hillary Clinton portal „Politico” przepytał byłych prokuratorów i pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości, co sądzą o piątkowym zajściu, kiedy to szef FBI James Comey rozesłał po członkach Kongresu list, w którym przyznał, że śledztwo w sprawie maili kandydatki na prezydenta może zostać wznowione. Rozmówcy serwisu byli zgodni: naczelny śledczy Ameryki popełnił karygodny błąd.

„W jakim celu wywołał burze w sprawie maili, których ani on, ani jego współpracownicy dokładnie nie przestudiowali, a może nawet nie widzieli na oczy? Zadaniem szefa FBI nie jest dystrybuowanie informacji na temat postępów w śledztwie, tym bardziej że zebrany materiał może nie mieć żadnego znaczenia” – powiedział Nick Akerman, b. prokurator federalny w okręgu Południowy Nowy Jork.

„To bardzo nieuzasadnione i niegodziwe wobec Clinton postępowanie. Ten człowiek nie ma żadnych dowodów na nic, a mówi o tym, że winien jest wyborcom informację. Jaką informację? Że nie wie czy coś jest nie tak? Dzieli się spekulacjami i rozsiewa insynuacje. I to wszystko na nieco ponad tydzień przed wyborami” – stwierdził z kolei b. prokurator prokuratury apelacyjnej w Waszyngtonie Peter Zeidenberg.

Inni przepytani są zgodni, że doszło do poważnego naruszenia procedur i służbowej niesubordynacji. Po pierwsze do obowiązków szefa FBI nie należy komentowanie toczących się śledztw. Po drugie, w Biurze odbyła się przed wysłaniem listu do Kongresu narada na najwyższym szczeblu. Minister sprawiedliwości Loretta Lynch, która jest bezpośrednią przełożoną Comeya, odradziła mu stanowczo ten krok, bo oprzedni minister Eric Holder wydał memorandum, w jakim zakazał pracownikom ministerstwa ujawniania informacji na temat prowadzonych śledztw w sprawach o ważkim politycznym charakterze, dopóki nie będzie oficjalnego wyniku śledztwa. Nie posłuchał się, więc nie wykonał polecenia służbowego.

Jeżeli nawet przyjmiemy, że Comey miał dobre intencje, to nie znaczy, że nie jest winien nadużyć. Pierwszym jest z pewnością niejasność, czy latem zakończono śledztwo, czy nie. Kłamstwo w tak drażliwej sprawie jest bezwzględnie kompromitujące. Drugim jest to, że zabrał głos bardzo stanowczym tonem, kiedy w zasadzie nie wiedział o czym mówi, bo nie miał pojęcia czy zarzuty są poważne czy nieistotne. Pierwszy śledczy Ameryki powinien być bardziej roztropny.

Nie mam żadnej wiedzy ani narzędzi, by oceniać czy Comey miał szlachetne intencje i że wierzy w platońskie cnoty jak inspektor Javert, czy ich nie miał. Ale ze swojego CV nie wymaże tego, iż jest zarejestrowanym członkiem Partii Republikańskiej.

W związku z tym, że nie wiadomo o co z tymi mailami chodzi, rosną tylko spekulacje, a wyobraźnia podsuwa ludziom różne pomysły. Ciekawy punkt widzenia przedstawił Kurt Eichenwald z Newsweeka. Cała sprawa bierze się stąd, że 69-letnia Hillary jest raczej analogowa i do poruszania się w świecie 2.0 potrzebuje pomocników. Woli czytać maile na papierze, a nie na ekranie laptopa. Jej prawa ręka Huma Abedin, która właśnie rozwodzi się ze specjalistą od nękania przypadkowych kobiet w sieci zdjęciami swoich genitaliów Anthonym Weinerem (nazwisko chyba wymyślił mu Woody Allen; weiner to po angielsku frankfurterka, a także slangowe określenie penisa), miała w zwyczaju drukować szefowej MSZ jej służbowe, często opatrzone klauzulą najwyższej tajności maile. Drukowanie ze skrzynek zainstalowanych na rządowych serwerach jest skomplikowane, a czasami niemożliwe, więc dla ułatwienia Huma przesyłala listy na swoje konto na Yahoo, albo na skrzynkę na prywatnym serwerze Clinton. Niektóre z nich zostały ściągnięte na laptopa należącego do Abedin i jej męża-dziwaka. To zdaje się nad nimi właśnie pochyla się teraz FBI.

Jeden z głównych komentatorów polskich mediów, prof. Zbigniew Lewicki kilkukrotnie powiedział, że może chodzić o przekręty w Fundacji Clintonów i że sprawa podobna jest skalą do afery Watergate. Nikt z komentatorów w mediach głównego nurtu w Ameryce, blogerów i moich rozmówców nie potwierdził takiego scenariusza.

Dlatego też nie ma powodu sądzić, by rzeczywiście odkryto jakiekolwiek dowody na popełnienie przestępstwa przez Clinton. Bardzo prawdopodobnym jest, że owe „nowe” materiały były już wcześniej dokładnie sprawdzone. Jeśli zachodzi podejrzenie złamania prawa dotyczy to raczej Abedin, która mogła ściśle tajne dokumenty przesyłać na swój prywatny komputer z pominięciem procedur bezpieczeństwa.

Ale rewelacje Jima Comeya zrobiły jednak do jakiegoś stopnia wrażenie na Amerykanach. Z sondażu przeprowadzonego przez „Washington Post” wynika, że 34 proc. wszystkich wyborców jest „mniej chętna do głosowania” na Hillary. Ale nie wiemy, na kogo planowali oni głosować wcześniej. Równie dobrze mogą to być zdeterminowani wyborcy Trumpa, którzy Clinton nienawidzą od dawna i wallenrodyzm szefa FBI ich tylko utwierdził w przekonaniu. W końcu 65 proc. powiedziało, że rewelacje Comeya ma gdzieś.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]