Mamy duże plany na przyszłość – powiedział Viktor Orbán, ciesząc z powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu. Premier Węgier nie mógł wymarzyć sobie lepszego kalendarza politycznego: dzień po tym, jak świat musiał zmierzyć się z wynikami wyborów w USA, w Budapeszcie zaczął się szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej, który na dwa dni zgromadził przywódców 48 państw kontynentu.
Czy po wygranej Trumpa Europa jest bliżej „konserwatywnej rewolucji”?
Jego głównym tematem były przyszłe relacje z Ameryką, a to za sprawą obaw związanych ze zmianą polityki USA w kwestiach bezpieczeństwa, wojny w Ukrainie, stosunków handlowych, energetyki i klimatu. Nie można wykluczyć, że większość tych spraw wkrótce podzieli Unię i Stany.
Przedstawiciele skrajnej prawicy poczuli więc, że wiatr historii wieje w ich żagle i Europa jest bliżej „konserwatywnej rewolucji”, co z kolei podnosi ich znaczenie. Orbán wykorzystał ten moment, by powtórzyć wezwanie do rozejmu w wojnie Rosji przeciw Ukrainie (rozejmu w istocie na warunkach Putina). Tym razem, na tle podobnych opinii wyrażanych przez amerykańskiego prezydenta-elekta, brzmi to mocniej.
Polska jest w nieformalnej koalicji
Również druga strona sceny politycznej Europy czuje, że nadszedł moment przebudzenia. W Budapeszcie zawiązała się nieformalna koalicja europejskich liderów, która stawia sobie za cel koordynację wspólnej polityki wobec USA. Należą do niej Niemcy, Francja, Włochy, Polska i Wielka Brytania; w spotkaniu tego grona uczestniczyli też szefowie Komisji i Rady Europejskiej.
Choć Paryż czy Warszawa tradycyjnie wyrażają odmienne podejście do relacji ze Stanami, to wszyscy ci liderzy zgodzili się, że należy kontynuować wsparcie dla Ukrainy, a skutki potencjalnej wojny handlowej Unia-USA mogą zostać złagodzone przez wspólne dbanie o interesy całej Unii.
Europejskie przebudzenie wyjdzie poza sferę haseł?
Europejskie media zwracają uwagę na słowa Donalda Tuska, że dla Europy skończyła się „era geopolitycznego outsourcingu”. Przekonanie, że Stary Kontynent musi wziąć więcej spraw w swoje ręce – od bezpieczeństwa po rozwój przemysłu – jest powszechne.
Prezydent Macron, największy orędownik rozwoju europejskiej suwerenności i wielbiciel metafor, stwierdził, że Europa musi stać się „wszystkożerna”. „Jeśli zdecydujemy się pozostać roślinożercami, mięsożercy wygrają, a my będziemy dla nich rynkiem zbytu” – wyjaśnił.
W Budapeszcie unijni przywódcy zmiękczyli jednak wydźwięk deklaracji o konkurencyjności, której pierwotne zapisy zakładały większą integrację rynków kapitałowego, bankowego i energetycznego, dla wzmocnienia pozycji Unii w świecie. Uznano, że to zbyt trudny moment na tak kontrowersyjne kroki.
Oby europejskie przebudzenie wyszło poza sferę haseł.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















