Co przyniósł szczyt NATO w Waszyngtonie?

Justyna Gotkowska, wiceszefowa Ośrodka Studiów Wschodnich: Obecność NATO w Ukrainie będzie teraz bardziej namacalna. W Kijowie pojawi się wysoki przedstawiciel sojuszu. W Bydgoszczy będzie działać oficjalny natowski ośrodek szkoleniowy służący do wymiany doświadczeń między sojusznikami i Ukraińcami.
Czyta się kilka minut
Od lewej: prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, prezydent Ukrainy Wołodymir Zelenski, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg i premier Wielkij Brytanii Keir Starmer w przerwie sesji na szczycie NATO, Waszyngton, 11 lipca 2024 r. // Fot. Leah Millis / Reuters / Forum
Od lewej: prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, prezydent Ukrainy Wołodymir Zelenski, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg i premier Wielkij Brytanii Keir Starmer w przerwie sesji na szczycie NATO, Waszyngton, 11 lipca 2024 r. // Fot. Leah Millis / Reuters / Forum

Marek Rabij: Jak zapamiętamy kończący się właśnie szczyt NATO w Waszyngtonie? Przełomu – przynajmniej na miarę oczekiwań – nie ma. 

Justyna Gotkowska: Nie wiem, jakie miał pan oczekiwania. Ja nie czuję rozczarowania.

Nie zabrakło Pani konkretów? Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz w podsumowaniu, które opublikował w serwisie X, właściwie w każdym zdaniu powtarza słowa „zobowiązanie” i „deklaracja”. 

Tylko proszę pamiętać, że większość punktów w tym podsumowaniu nawiązuje do kontynuacji ważnych projektów i reform NATO. Pod tym względem tegoroczny szczyt nie był rzeczywiście przełomowy, bo przełom nastąpił wcześniej. Rok temu sojusz przyjął regionalne plany obronne, kraje członkowskie wyznaczają też konkretne siły do tych zadań. Zmieniamy strukturę dowodzenia w ramach sojuszu, dostosowując ją do nowych zadań. Mieliśmy wręcz kopernikański przewrót w funkcjonowaniu NATO. 

Teraz sojusznicy ustalili, w jaki sposób będą te siły zgrywać do realizacji wyznaczonych działań. Patrząc na to z tej perspektywy, szczyt można zatem uznać za udany, bo potwierdził dążenie państw NATO do zwiększenia jego potencjału odstraszającego.

Kraje członkowskie zobowiązały się między innymi do dalszego rozwoju sił wysokiej gotowości. Brzmi atrakcyjnie, ale gdzie jesteśmy teraz z tym projektem? Czy żołnierze, których NATO rozstawia na swojej szachownicy, mają już buty na nogach? 

Część już ma. W dodatku będzie ich coraz więcej. Przypomnę tylko, że z 32 krajów sojuszu już 23 osiągnęły zadeklarowany pułap wydatków na obronność powyżej 2 proc. PKB. Rok temu mogło się tym pochwalić może ze 12. 

Sojusz z oczywistych powodów nie upublicznia wszystkich planów, ale wiadomo, że budujemy siły złożone z około stu tysięcy żołnierzy, którzy mają być gotowi do akcji w ciągu 10 dni, dwustu tysięcy kolejnych, którzy gotowość operacyjną mają osiągnąć do 30 dni, i pół miliona żołnierzy mających być gotowych w przeciągu sześciu miesięcy.

Radosław Sikorski

Mamy też ważną z polskiego punktu widzenia deklarację o włączeniu bazy w Redzikowie do natowskiego systemu zintegrowanej obrony przed pociskami balistycznymi. To ciekawy, hybrydowy system oparty o stacje radarowe w Polsce, Rumunii i w Turcji oraz wyrzutnie, które znajdują się w Rumunii, Polsce oraz na amerykańskich okrętach stacjonujących w Hiszpanii.

Mówimy tu o infrastrukturze i uzbrojeniu de facto amerykańskim.

Tak, ale jest ono wpięte w natowski system dowodzenia. Sojusznicy zaznaczają, że system ma bronić całego terytorium NATO przed zagrożeniami z każdego kierunku, a to istotna deklaracja polityczna. Przypomnę, że bazę w Redzikowie budowano jako element systemu zabezpieczającego głównie terytorium USA przed atakiem ze strony Iranu.

W komentarzach po szczycie pojawiają się opinie, że sojusznicy zabezpieczyli się przed jeszcze jedną zmianą, którą już za kilka miesięcy może przynieść zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. 

W tej sferze szczyt rzeczywiście przyniósł najwięcej ważnych zmian. Do tej pory NATO nie angażowało się w dostawy broni dla walczącej Ukrainy. Poszczególni członkowie wspierali Kijów dostawami amunicji i sprzętu wojskowego, pomagali szkolić rekrutów, leczyć rannych, ale sojusz jako taki był w Ukrainie w zasadzie nieobecny – jeśli nie liczyć niewielkiego, wartego kilkaset milionów euro pakietu pomocy, który nie zawierał broni ofensywnej. Stała za tym kalkulacja, żeby nie eskalować konfliktu z Rosją.

Mimo że Moskwa od dawna stoi na stanowisku, że w Ukrainie wojuje właśnie z NATO.

Od teraz obecność sojuszu we wsparciu Ukrainy będzie jeszcze bardziej namacalna. W Kijowie pojawi się wysoki przedstawiciel sojuszu. W Bydgoszczy będzie działać oficjalny natowski ośrodek szkoleniowy służący do wymiany doświadczeń między sojusznikami i Ukraińcami. I wreszcie rzecz najważniejsza. Pomoc militarna, którą Kijowowi oferowały dotychczas kraje członkowskie, będzie teraz trafiać do Ukrainy za pośrednictwem NATO. Sojusznicy umówili się na 40 mld euro rocznie.

Przeniesienie tej pomocy na płaszczyznę współpracy natowskiej sprawi, że Trumpowi będzie trudniej zakręcić kurek z pieniędzmi dla Kijowa?

Jego wygrana nie musi oznaczać końca amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy ani zmiany formuły obecności USA w NATO. Kandydat Republikanów co prawda o tym mówi, ale pamiętajmy, że retoryka przedwyborcza rządzi się swoimi prawami. Zaczekajmy zresztą na wyniki wyborów. 

Z naszego, wschodnioeuropejskiego punktu widzenia ważniejsze jest moim zdaniem co innego. Zapał do niesienia pomocy Ukrainie słabnie nie tylko w USA. Przenosząc ten wysiłek na poziom sojuszniczy, wszystkie kraje NATO, nie tylko Stany Zjednoczone, potwierdzają gotowość do kontynuowania tego wsparcia.

Andrzej Duda i Joe Biden

Kijów musi jednak kolejny raz obejść się smakiem. Znowu nie doczekał się formalnego zaproszenia do NATO. 

Myślę, że władze w Kijowie zdają sobie sprawę, że nie otrzymają zaproszenia w czasie trwania konfliktu zbrojnego. Przyjęcie Ukrainy do NATO tu i teraz równałoby się przecież wejściu sojuszu do wojny z Rosją. Opowieści o rychłym członkostwie Ukrainy w sojuszu to z jednej strony forma nacisku Kijowa na Zachód, z drugiej – argument w wewnętrznych rozgrywkach politycznych. 

Ważne jest jednak wystosowanie zaproszenia dla Kijowa ze strony NATO, bo byłoby to sygnałem dla Ukrainy – że jest o co dalej walczyć; i dla Rosji – że czeka ją strategiczna porażka w tej wojnie, bo Ukraina stanie się częścią Zachodu.

Warszawa też ma powody do rozczarowania. NATO deklaruje, że będzie wspólnie przeciwdziałać atakom hybrydowym Białorusi na jego wschodnią flankę, którą wyznacza dziś wschodnia granica Polski. W tym samym czasie Niemcy nie chcą jednak słyszeć o wspólnym unijnym finansowaniu „Tarczy Wschód”. 

Unia nie jest w NATO i oddzieliłabym te dyskusje od natowskich, choć faktycznie nie jest to dobry sygnał ze strony Berlina. Sojusznicy nadal mają różną percepcję skali i realności zagrożenia ze strony Rosji. NATO tworzą kraje, które – jak Polska czy Estonia – bezpieczeństwu podporządkowują całą politykę, i takie, które – jak Niemcy – inwestując w obronność, nie chcą jednak ryzykować nadmiernego deficytu budżetowego ze względów wewnątrzpolitycznych. 

Niemcy mówią „nie” finansowaniu „Tarczy Wschód” ze wspólnych unijnych środków, ale w tym samym czasie ze strony Berlina pada „tak” dla zwiększenia wydatków na obronność do zadeklarowanych 2 proc., choć zobaczymy, na jak długo. A to przecież nie pozostaje bez wpływu na bezpieczeństwo Polski.

Justyna Gotkowska, wiceszefowa Ośrodka Studiów Wschodnich, Warszawa, luty 2024 r. // Fot. Maciej Zienkiewicz dla "TP"

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2024

W druku ukazał się pod tytułem: NATO i wschód