Reklama

Kościelny tor przeszkód

Kościelny tor przeszkód

15.05.2020
Czyta się kilka minut
Poza tytułową „zabawą w chowanego”, w której biskup ukrywa księdza przestępcę, nowy film braci Sekielskich pokazuje jeszcze jedną grę. Zarezerwowaną tylko dla ofiar.
Plakat filmu „Zabawa w chowanego” Tomasza i Marka Sekielskich
O

Osoby wykorzystane seksualnie przez księży, oglądając „Zabawę w chowanego” – drugi po „Tylko nie mów nikomu” z maja 2019 r. dokument braci Sekielskich, odnajdą w nim znane mechanizmy. Poza tytułową „zabawą w chowanego”, polegającą na tym, że biskup ukrywa księdza przestępcę, jest jeszcze jedna gra, zarezerwowana tylko dla ofiar. To kościelny tor przeszkód.

Jego etapy znane są osobom, które próbowały zgłosić swoją sprawę instytucjom kościelnym. Można je także odtworzyć, czytając dziesiątki reportaży prasowych – m.in. tych publikowanych na naszych łamach – o molestowaniu seksualnym dzieci i nieletnich w Kościele. 


PO STRONIE OFIARO wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, o zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym internetowym wydaniu specjalnym. Czytaj na: TygodnikPowszechny.pl/postronieofiar


Na czym te etapy polegają? Po pierwsze: znajdź numer telefonu do delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży, który od kilku lat jest w każdej diecezji i w każdym zgromadzeniu zakonnym. To jemu musisz zgłosić swoją sprawę. 

Szukaj uporczywie. Jeszcze w 2018 r. na 44 diecezje w Polsce na stronie internetowej co czwartej z nich nie było żadnej informacji o delegacie, a tylko na 18 widniały wszystkie dane delegatów – imię, nazwisko, adres mailowy i numer telefonu. 

Po drugie: niech cię nie zniechęcą przypadkowe odkrycia, np. że delegat, który będzie odbierał twoje zgłoszenie, jest równocześnie rzecznikiem prasowym kurii, kanclerzem albo rektorem Wyższego Seminarium Duchownego. Postaraj się mu zaufać, uwierzyć, że to twoje, a nie instytucji dobro, będzie najważniejsze. 

Po trzecie: jeśli już zdecydujesz się zadzwonić, spróbuj nie odłożyć słuchawki, gdy telefon odbierze ktoś inny, spyta, o co chodzi, a potem krzyknie do pokoju obok, że potrzeba delegata. Albo gdy delegat westchnie, czy to, o czym mówisz „jest jakieś stare czy aktualne?”. Albo gdy się uprze, że nie ma innej możliwości niż spotkanie w budynku kurii. Albo gdy będzie przekonywał, że sprawę trzeba „rozpoznać po cichu” i sprawdzić, „czy nie ma większej liczby osób”. Albo gdy na koniec rzuci: „muszę pani powiedzieć, że jest pani pierwszą, która dzwoni w tej sprawie” (wszystkie przykłady są prawdziwe, pochodzą z rozmów z delegatami różnych diecezji, zostały nagrane w 2018 r. przez osobę wykorzystaną seksualnie przez księdza).

Po czwarte: wytrzymaj składanie zeznań w obecności samych mężczyzn, zwykle księży. Opowiedz im o tym, jak molestował cię inny ksiądz (do tej pory jest tylko jedna delegatka ds. ochrony dzieci i młodzieży, działa w kurii krakowskiej; ponieważ biskupów nie udało się przekonać do tego, że zgłoszenia ofiar powinni przyjmować świeccy psychoterapeuci, najlepiej kobiety, świeccy katolicy z Inicjatywy „Zranieni w Kościele” założyli własny telefon zaufania, do którego tylko w ubiegłym roku zadzwoniło ponad sto osób, które nigdy nie zgłosiły swojej sprawy żadnej kurii). 

Po piąte: weź oddech i przysięgnij na krzyż, że twoje słowa były prawdą. Pamiętaj, że o tym, jak wyglądała rozmowa z delegatem, nie możesz nikomu opowiedzieć (choć tego od niedawna już nikt od ciebie nie powinien wymagać, bo papież Franciszek zniósł sekret papieski w postępowaniach dotyczących pedofilii).

Po szóste: wytrwaj przez wiele miesięcy bez żadnej wiadomości, co się dzieje z twoją sprawą. Wytrwaj kilka lat, nie wiedząc, co robi ksiądz, który kiedyś cię molestował.

Wytrwaj nie wiadomo ile, czekając nie wiadomo na co (osoba wykorzystana seksualnie ma obecnie status świadka w swojej sprawie, a nie strony, więc nie ma dostępu do akt sprawy).

Po siódme: staraj się nie słuchać komentarzy niektórych biskupów, którzy mówią, że to, co robisz, jest atakiem na Kościół. Nie czytaj też komentarzy na forach internetowych w rodzaju: „przecież sam(a) chodził(a) do księdza, nikt mu/jej nie kazał”; „przez czterdzieści lat milczał(a) i teraz mu/jej się przypomniało?”. 

Nie zawsze wszystkie przeszkody występują naraz. Ale wystarczy nie pokonać tylko jednej z nich.


ogłoszenie społeczne

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka i redaktorka „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do 2012 r. dziennikarka krakowskiej redakcji „Gazety Wyborczej”....

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]