Zmień język, jakim wypowiadasz się o wrogach

Powszechny dyskurs o dochodzeniu do pokoju jest już właściwie jeden: pokój można zaprowadzić tylko z pozycji siły.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

„Odwaga pokoju” – tak brzmiał temat XII Zjazdu Gnieźnieńskiego, który przeżyliśmy w ubiegłym tygodniu. Bardzo trafny. Odwaga jest potrzebna nie tylko tym, którzy muszą iść na wojnę; odwaga (może nawet większa?) konieczna jest dla tych, którzy chcą wprowadzać pokój. Taką odwagę pokazał papież Franciszek, kiedy w swoim ostatnim przemówieniu z równą determinacją bronił wszystkich ludzkich praw Palestyńczyków cierpiących w Strefie Gazy i z niepokojem wyraził się o narastającym niemal wszędzie antysemityzmie.

Podobną odwagę miał św. Jan Paweł II, kiedy w pierwszej reakcji na wojnę falklandzką (1982) zaprosił do siebie biskupów tak Argentyny, jak i Wielkiej Brytanii, aby razem z nim odprawili Eucharystię, modląc się o pokój między dwoma krajami. Taka sama odwaga cechowała dwie pielęgniarki – Ukrainkę i Rosjankę – które pierwszego roku wojny na Ukrainie chciały wspólnie odczytać rozważania jednej ze stacji Drogi Krzyżowej odprawianej w Koloseum. Cóż, kiedy takiego męstwa zabrakło organizatorom tej modlitwy, a dwie dzielne kobiety ostatecznie mogły jedynie razem ponieść krzyż... Prawdziwe dzieło pokoju musiało ustąpić, zakrzyczane przez protesty tych, którzy nawet modlitwę o pokój muszą poddać politycznym scenariuszom.

Odwaga pokoju. Dotyczy tak celu, jak i środków. Dążymy do pokoju – zgoda, ale czy czynimy to w pokojowy sposób? Szukając pokojowych narzędzi? Powszechny dyskurs o dochodzeniu do pokoju jest już w tej chwili właściwie jeden: pokój można zaprowadzić jedynie z pozycji siły. Każde inne myślenie jest uważane za oderwane od ziemi i szkodliwe marzycielstwo. „Z takim arsenałem, jakim dysponujesz, NIGDY nie zaprowadzisz pokoju”.

W krótkim wystąpieniu przesłanym do Gniezna kard. Pierbattista Pizzaballa, łaciński patriarcha Jerozolimy (nie mógł przybyć do Gniezna z powodu wojny!), postawił kompletnie inną tezę: „Chcesz pokoju? Zmień język, jakim wypowiadasz się na temat wojny, a przede wszystkim na temat swoich przeciwników i wrogów. Język, jakim się posługujemy, już dziś generuje wrogów w następnym pokoleniu”. To właściwa diagnoza. Konkretna i trzymająca się ziemi. Ostatecznie to ten, który się z nią nie zmierzy, jest szkodliwym marzycielem: z bronią w ręku obiecuje pokój, ale „wywalczy” jedynie krótkotrwały rozejm...

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. Tak! Błogosławieni i bardzo odważni!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Zmień język