Reklama

Zimna wyspa

Zimna wyspa

17.05.2006
Czyta się kilka minut
Islandia. Kraj europejski, ale bliżej stąd do Grenlandii niż na kontynent. Kojarzy nam się z obrazami jak ze zdjęć Yanna-Arthusa Bertranda: wulkany, gejzery, lodowce. Świat obcy, nieznany, fascynujący.
H

Hubert Klimko-Dobrzaniecki wchodzi pod jego skórę. "Dom Róży" to opowieść o cierpieniu, starzeniu się i umieraniu w jednym z najbogatszych krajów świata. Ale także studium alienacji emigranta i prób odnalezienia się w obcym świecie. Mięsista proza wydziela nawet woń. Cuchnie moczem, pachnie różanym olejkiem.

Książka ma dwie okładki, lekturę można zacząć z dwóch stron, od "Domu Róży" lub "Krýsuvíku". Dwie opowieści z pozoru różni wszystko: temat, styl, forma. Jedną wypełnia naiwna pierwszoosobowa narracja, coś na kształt monologu wewnętrznego, druga przypomina raczej pamiętnik.

Tytułowy "Dom Róży" to jeden z największych islandzkich domów starców. Znajduje tam pracę polski emigrant, alter ego autora. Obaj pochodzą bowiem z dolnośląskiej Bielawy, mieszkają w Reykjavíku, założyli tam rodziny, wydali wiersze po islandzku. Hubert opowiada o swojej pracy pielęgniarza. Nie unika dosłownych, obscenicznych, okrutnych opisów. Już samo wejście w świat "Domu Róży" jest szokiem. "Boisz się gówna?" - pyta na powitanie obleśna, gruba pielęgniarka.

Porażają nie tylko opisy czynności pielęgnacyjnych, ale zwłaszcza stosunek pracowników do zniedołężniałych pensjonariuszy oraz postawa ich rodzin. Zobojętnienie, które jest tu normą, przybiera niekiedy postać bezwzględnego uprzedmiotowienia. Dom spokojnej starości przypomina szpital psychiatryczny z "Lotu nad kukułczym gniazdem". Tutejszą siostrą Ratched jest stara niemiecka pielęgniarka Angelika. Z anielskim wyrazem twarzy wstrzykuje śmiertelne dawki morfiny pensjonariuszom, bo ich dalsze podtrzymywanie przy życiu przestało interesować bliskich.

"Cicha eutanazja. Bo na głośną ich jeszcze nie stać, to nie Holandia czy Belgia, gdzie w aptece można kupić zestaw do samoodejścia z pomocą. Tu jest Islandia, mały kraj na północy, gdzie żyje mało ludzi i przez to ponoć życie ludzkie ma większą wartość, jest cenniejsze niż gdzie indziej". Ta cena to często wartość spadku, koszt spłaty długów i kredytów...

Ukojenie po scenach niczym z rysunków Goi przyniesie dopiero tytułowa Róża, niewidoma staruszka, którą Hubert spotka na tak zwanym Dachu, najwyższym piętrze domu zamieszkanym przez najbogatszych pensjonariuszy. Postać Róży spina w klamrę dwie opowieści, tę z "Domu Róży" i tę z "Krýsuvíku".

Przyczyną smutnego losu pensjonariuszy "Domu Róży" jest rozpad islandzkiej rodziny. "Rodzina, uczucie bliskości, miłości, oparcia, zrozumienie, ostoja, wybaczenie, poparcie, tak ale chyba już tylko w książkach. Teraz rodzina to wspólne spłacanie pożyczek, wspólne płacenie rachunków...". W tle historii domu i pomiędzy refleksjami na temat rzeczywistości Islandii toczy się opowieść Huberta, młodego ojca, założyciela rodziny, który sam buduje dla niej dom. Tak jak Tómas, narrator "Krýsuvíku".

Jest jeszcze jedno lustro, w którym odbijają się obie historie. W "Krýsuvíku" natura determinuje życie bohaterów. Tómas marzy o "szklanym domu", dzięki któremu będzie mógł ujarzmić surowy islandzki klimat i uprawiać cięte kwiaty. Natura okrutnie zareaguje na ten zuchwały pomysł, przerywając rodzinną sagę...

Dla Huberta natura jest ucieczką od rzeczywistości domu starców. Wyprawa na lodowiec Sn?fellsjökull pozwala naładować życiowe akumulatory, gorące wody Niebieskiej Laguny łączą rodzinę po tygodniu ciężkiej pracy, a widziana zza szyby samochodu okolica budzi nostalgiczne wspomnienia lat dziecinnych, przywołuje dolnośląskie krajobrazy. Bo książka Klimko-Dobrzanieckiego to także jedna z najbardziej przejmujących opowieści o polskim emigrancie po 1989 roku. ?Bartek Dobroch

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Dom Róży. Krýsuvík", Wołowiec 2006, Wydawnictwo Czarne

Autor artykułu

Dziennikarz od 2002 r. współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, autor reportaży, wywiadów, tekstów specjalistycznych o tematyce kulturalnej, społecznej, międzynarodowej, pisze zarówno o...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]