Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zakrzywianie świata

Zakrzywianie świata

21.10.2013
Czyta się kilka minut
W „Pornogarmażerce” Hubert Klimko-Dobrzaniecki pokazuje trzeszczący w szwach projekt wspólnej Europy. Nie chodzi tylko o rozkład i upadek, ale o fiasko wielokulturowości.
Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Warszawa, 7 lutego 2011 r. Fot. Rafał Siderski / DZIENNIK / FORUM
K

Książki żyją tak krótko” – wzdycha jeden z bohaterów „Pornogarmażerki” Klimko-Dobrzanieckiego. Może dlatego autorowi zdarza się wpadać w wydawnicze „ciągi”. W roku 2007 opublikował trzy tytuły. W tym roku – po dobrze przyjętej powieści „Grecy umierają w domu” – ukazuje się zbiór opowiadań osadzony w rzeczywistości dzisiejszej Austrii. W Wiedniu od kilku lat mieszka też sam autor: wędrowny kolekcjoner historii, znany z nomadycznego trybu życia i bogactwa wykonywanych w życiu zawodów.
Wiele lat temu porzucił rodzinną Bielawę, miasteczko na Dolnym Śląsku, które jednak regularnie – niczym Wisła u Jerzego Pilcha – powraca w kolejnych tekstach. „Prowincja mnie pociąga, lubię o niej pisać. Ale już nie chcę tam mieszkać. To jest samobójstwo” – mówił w jednym z wywiadów. Pracował w Holandii i Wielkiej Brytanii, aby w końcu osiąść na dalekiej północy, miejscu zapomnianym przez świat, w którym większość z nas nie mogłaby spędzić jednej zimy, a co dopiero żyć prawie przez dekadę.
Pobyt na Islandii zaowocował kilkoma książkami, w tym tą najbardziej docenioną, dyptykiem „Dom róży. Krýsuvík”, za który był nominowany do Nagrody Nike.
Oś świata
Mimo egzotycznej scenerii wielu historii w jego prozie wciąż natrafić można na ślady rodzinnych okolic. Bielawa urasta do znaku biograficznego centrum, które trudno porzucić nawet w dalekim Reykjavíku czy całkiem już bliskim, wielkomiejskim Wiedniu. Fabuła poprzedniej powieści też jest wrośnięta w Dolny Śląsk. Autor przypomina tam powojenne losy greckich uciekinierów, którzy po klęsce lewicowej partyzantki nowy dom znajdują na polskich ziemiach odzyskanych. Pamięć trudnych lat spędzonych nad Odrą splata się z problemami ponownego zakorzenienia, kiedy po upadku rządów Czarnych Pułkowników większość „polskich Greków” próbuje wrócić do dawnej ojczyzny.
To ciekawe, jak wspomnienia życia na peerelowskiej śląskiej prowincji splatają się z historiami osadzonymi na współczesnym Zachodzie. „Stacja Bielawa Zachodnia” czy powieść „Raz. Dwa. Trzy” były w dużym stopniu sprawozdaniem z lęków dorastania na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim w siermiężnych latach 70. Obok wątków egzystencjalnych Klimko-Dobrzaniecki wyraźnie rysował konflikty w świecie rodzin dawnych przesiedleńców, wśród których wielu patrzy niechętnym okiem na niemieckich turystów i wciąż żyje uprzedzeniami wobec sąsiadów zza południowej granicy.
Fobie, stereotypy, wzajemne animozje – tematy, które Klimko-Dobrzaniecki eksplorował w biednej rzeczywistości epoki Gierka, jak echo powracają w opisie wielokulturowego tygla i losach emigrantów nowej Europy. Wydaje się, że śląskie pochodzenie autora wyczuliło go na problemy inności i obcości wszędzie tam, gdzie ludzie poszukują lepszego jutra, tęskniąc za prostym i dobrym życiem. Ścierające się światy obserwujemy najczęściej w skondensowanej, izolowanej rzeczywistości – wcześniej Bielawy, Islandii czy angielskiej farmy, teraz niewielkiej Austrii.
O ile jeszcze w „Domu róży” można było widzieć zarówno subtelną narrację o śmierci, jak i metaforę starzejącego się Zachodu, to „Pornogarmażerka” pokazuje przede wszystkim trzeszczący w szwach projekt wspólnej Europy. Nie chodzi tylko o rozkład i upadek, ale o fiasko idealizowanej w ostatnich latach wielokulturowości. Granic, które tak doskwierały w PRL-u, już nie ma, jednak podziały na lepszych i gorszych pozostały. Tym trudniej z nimi walczyć, że dziś tkwią w głowach i mentalności ludzi zmuszonych do wspólnego życia. Imigrantom trudno stać się obywatelami pierwszej kategorii – przejmują niechciane zawody, zapełniają rynek czarnej pracy i „udają Mozartów”, marznąc przed katedrą św. Szczepana. Opowiadanie „Serbska pochodnia” to wręcz literacki protest song, imigrancka skarga na wszelkie niedogodności życia na garnuszku bogatszego sąsiada. To też okazja do wykrzyczenia mu w twarz jego grzechów i hipokryzji.
W całej książce stare i nowe trupy z austriackiej szafy jedynie prześwitują zza historii bardziej uniwersalnych. Choć słychać tu pogłos afery Josefa Fritzla, echo dyskusji o przemocy w sierocińcach czy prawicowych nastrojach spod znaku Partii Wolności, to za każdym razem wykraczamy poza lokalny kontekst. Historia Lidera (za którym kryje się Jörg Haider) i jego gorliwej wyznawczyni staje się metaforą antyimigranckich fobii „prawdziwych Europejczyków”, lęku przed islamem czy czarnoskórymi. Opowieść o piwnicy Fritzla to nie rytualny lament nad obłudą mieszkańców austriackich miasteczek, a bardziej kpina z powszechnego zainteresowania ludzkim „monstrum” i pokazanie absurdów jego medialnej „kariery”. „Kołysanka dla Josefka” w groteskowy sposób odsłania paradoks zbiorowego potępienia, od którego tylko krok do zbiorowej fascynacji. Ta, udając próbę zrozumienia problemu, prowokuje banał pospiesznych objaśnień, w których Zygmunt Freud walczy z płyciznami zdrowego rozsądku.
Kryzys w krzywym zwierciadle
Książki pisane w Reykjavíku czerpały często z tradycji literatury północy – chłodna narracja, rzeczowość, zwięzłość i zabawa gatunkami, np. skandynawską sagą w „Krýsuvík”. Sam pisarz nieraz żartował, że choć stara się pisać jasno i prosto, w Polsce czyni mu się z tego zarzut. W „Pornogarmażerce” trudno odnaleźć wpływy literatury austriackiej, może z wyjątkiem zamiłowania do groteski, której nie brakuje u Elfriede Jelinek, Christopha Ransmayra czy Franzobla. Służy ona Klimko-Dobrzanieckiemu do tworzenia dysonansów i kwestionowania utartych sposobów myślenia. Groteskowe spojrzenie świetnie oddaje sprzeczności pozbawionej ładu Europy współczesnej.
We wcześniejszych książkach autor obdarzał bohaterów elementami własnego życiorysu, ujawnianymi też w wywiadach i na spotkaniach autorskich: punkową przeszłością, pobytem w seminarium duchownym, doświadczeniami gastarbeitera. Powracały te same motywy, niekiedy ci sami bohaterowie: pogubieni młodzi mężczyźni, „podleczeni wariaci”, dewianci i trudne rodziny, w których często znaleźć można toksyczną, nadopiekuńczą matkę. Tak bezpośrednia gra z biografią i ostentacyjne obnażanie się w tekście wydawało się ryzykowne, jednak Klimko-Dobrzaniecki z powodzeniem uczynił z tego zabiegu znak firmowy.
Ostatnie książki – „Bornholm, Bornholm” i „Grecy umierają w domu” – to mocne odejście od prostych skojarzeń z życiorysem autora. To także dłuższe próby powieściowe. „Pornogarmażerka” jest powrotem do formy, w której Klimko-Dobrzaniecki zawsze czuł się świetnie – krótkich, zwięzłych historii, literackich „polaroidów”. Momentami za dużo w nich efektownej anegdoty, czasami wręcz zgrywy, jak w „Zapiskach Alza Heimera” czy opowieści o „historycznym”, przegranym w 1990 r. przez Austrię meczu z Wyspami Owczymi. Oczekiwać by można więcej poetyckiej subtelności, której pełne były wcześniejsze książki. W „Pornogarmażerce” najlepsze opowiadania to te, w których realistyczny detal spotyka się z groteską i surrealnym nastrojem. Gdzie język bohaterów nie tyle kształtuje postrzeganie rzeczywistości, co raczej ją kreuje i ustanawia nowe, nieoczywiste związki. Największa siła tych tekstów tkwi w łączeniu błahych, banalnych zdarzeń z niesztampowym spojrzeniem obserwatora. To zestawienie nie jest tylko czystą grą wyobraźni, stanowi część pewnej wizji świata i umożliwia wgląd w jego reguły. Tam, gdzie płaska codzienność ulega zakrzywieniu, Klimko-Dobrzaniecki jest najciekawszy.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Pornogarmażerka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]