Zazieleni się nam w kościele w środku zimy, kiedy czytania mszalne mówią o Duchu Świętym. W Kościele zachodnim symbolicznym kolorem Ducha jest czerwień, ale na Wschodzie właśnie zieleń. Stąd np. podszewka płaszcza Bogurodzicy jest tego koloru. Kto jednak dzisiaj jest jeszcze w stanie tę symboliczną treść odczytać? Podobnie ma się rzecz z gołębicą zstępującą na Jezusa, z Jordanem, który oprócz tego, że jak każda normalna rzeka nawadnia ziemie Izraela i państw ościennych, jest ponadto rzeką biblijną, cofającą swoje wody przed nadchodzącym Ludem Pana.
Wracając do kolorów, ich symboliczne znaczenie tak dalece odeszło w przeszłość, że dzisiaj nie przeszkadza już kawalerom wręczać pannom żółtych żonkili w liczbie sztuk czterech. Biel, która czasami bywa nawet bielsza, jeszcze odsyła patrzącego nań do świata piękniejszego od najpiękniejszych, bo lśniącego blaskiem czystości. Czerń ma się lepiej, bo wciąż pasuje do najuroczystszych wydarzeń. Ślub, pogrzeb, ale i matura, dyplom. Fiolet: chyba jego symboliczna wymowa słabnie w miarę słabnięcia naszego poczucia odpowiedzialności, czyli w miarę przekształcania się pokuty w obrzęd czysto rytualnego oczyszczenia rozumianego jako bezbolesne wyzbycie się odpowiedzialności za zło popełnione "myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem". I jeszcze raz czerwień. Nie jest źle, wciąż czerwone serce mówi o dobroci, miłości, miłosierdziu, współczuciu.
Gorzej jednak niż z kolorem radzimy sobie z symboliką samego serca również wtedy, gdy odmawiamy Litanię do Serca Pana Jezusa. Współcześnie kojarzymy je jedynie z uczuciami, emocjami, tymczasem w Biblii jest ono przede wszystkim siedliskiem pamięci, myśli, sumienia.
Cóż poradzić? Przeszło, minęło, nad rozlanym mlekiem nie ma co rozpaczać. Lepiej napaść i napoić krowy, wydoić je i w ten sposób realnie zaradzić biedzie, niż biadolić i na dodatek tym biadoleniem zadręczać ludzi i Boga. Takie właśnie działania: zaradzanie nieszczęściu, przez wbudowywanie dobrych słów i rzeczy tam, gdzie się panoszy brzydactwo i zło, można z całą pewnością odczytywać jako skutek działania Bożego Ducha w nas, w Kościele, ale i wszędzie indziej. Ta chęć naprawiania zła przy pomocy dobra jest przecież podstawą kultury. Duch Boży jest osobą szanującą naszą wolność, nie działa więc mechanicznie, ale przez ludzi i wydarzenia. Włączając się w te dobre myślenia i działania, naprawdę pobożniejemy, bo postępujemy po Bożemu. Pobożniejemy nieraz prawdziwiej niż wtedy, gdy nasze biadolenie obracamy na pacierze, by nimi nękać Boga.
Skoro więc w środku zimy tak nam się Kościół w kościele zazielenił, rozwiośnił, to po to, byśmy nabrali ducha. Zima szykuje nam niespodziankę, wielki wybuch, corocznie nowy, choć niby podobny do ubiegłorocznego. Głowa do góry, bo od jęczenia bolą uszy, również Boże. Chrześcijanin zaś ma być światłem, to znaczy człowiekiem, przy którym inni mogą się ogrzać i jaśniej popatrzeć na życie. Na jego ciemne, bolesne krajobrazy również, czy może przede wszystkim.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















