Mam nadzieję, że nie okażecie się fujarami, jak w przypadku głosowaniu nad Trybunałem Stanu” – mówił 14 listopada 2023 roku z mównicy sejmowej poseł Zbigniew Ziobro, zadziwiając komentatorów niezwykle emocjonalnym wystąpieniem w odpowiedzi na groźby pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej za „reformy” wymiaru sprawiedliwości. W wielu komentarzach przewijała się wtedy sugestia, że były minister sprawiedliwości musi być śmiertelnie przerażony wizją rozliczeń, co do których nie mógł mieć cienia wątpliwości, że nastąpią.
Ziobro faktycznie był wtedy przerażony, śmiertelnie. Jak przyznał kilka miesięcy później, w pierwszym po kilkumiesięcznej przerwie wywiadzie, wiedział już, że jest chory. Wiedział, że ma nowotwór przełyku. Czy musiał więc atakować?
Podejrzany Zbigniew Ziobro
W 2015 roku koalicja rządząca (jeszcze PO-PSL) miała wystarczającą większość, by postawić go przed Trybunałem Stanu (lista zarzutów z lat 2005-2007 była długa), ale zabrakło dosłownie pięciu głosów. W latach 2016-2023, gdy Ziobro wysadzał fundamenty państwa prawa, kac polityczny po tamtym przegranym – na własne życzenie, wręcz z premedytacją – głosowaniu, zwłaszcza w Koalicji Obywatelskiej nie dawał politykom spokoju.
Ziobro prowokował jedenaście miesięcy temu. Każdy atak, każdy komentarz, każda złośliwość pod jego adresem miała się obrócić w kapitał polityczny, po który można byłoby sięgnąć, gdy przyjdzie czas. Wtedy nie do końca się udało, jednak pomysł był, patrząc obiektywnie, dobry.
Komisja śledcza ds. Pegasusa
Ziobro prowokuje i dziś. W marcu deklarował publicznie, że wystąpił do marszałka Sejmu o powołanie biegłych, którzy mieliby orzec nie czy, ale kiedy może się stawić przed komisją śledczą do spraw Pegasusa. „Nie tylko chcę, ale muszę stanąć przed komisją, żeby pokazać prawdę i odpowiedzieć na kłamstwa, które się pojawiają. Czy o kulach, czy w stanie paliatywnym, stawię się przed komisją. Nie zamierzam się ukrywać, zawsze stawałem na komisjach sejmowych. Dzięki jawnej pracy komisji śledczej Polacy usłyszą, jak naprawdę pracowałem” – mówił.
Gdy jednak opinia biegłego się pojawiła, a wraz z nią szansa na „pokazanie prawdy” Ziobro ją natychmiast zakwestionował i stwierdził, że stawi się przed komisją wtedy, gdy będzie uważał to za stosowne. Nie uważał, nie stawił się. W zamian upublicznił niezwykle prywatne materiały, dokumentujące jego chorobę, dorzucając do nich listę zarzutów i inwektyw wobec Donalda Tuska.
Ziobro robi co może, żeby mu nie współczuć. Mógł – będąc niewątpliwie chorym człowiekiem, nawet jeśli w procesie zdrowienia, ciągle jest przecież dość słaby – stawić się na przesłuchanie. Już sam fakt, że komisja śledcza chce go przesłuchać, wzbudził bardzo mieszane komentarze. Możliwość zobaczenia, jak posłowie „przyciskają” człowieka, który otarł się o śmierć, zadziałałby raczej na korzyść Ziobry. Zwłaszcza że przesłuchujący cały czas musieliby się mocno pilnować, by nie przekroczyć granicy. Były minister postawił jednak na konfrontację: nie tylko z przeciwnikami politycznymi, ale też opinią publiczną. Przy okazji ustanawiając nowe standardy, co można pokazać w mediach społecznościowych, a czego – absolutnie nie.
Dorobek Ziobry prowokatora
W kontekście materiałów okołooperacyjnych, które upublicznił Zbigniew Ziobro, jego zarzut wobec premiera, że działania uruchomionych przez Tuska hejterów zmusiły go do ujawnienia szczegółów choroby i tym samym o raku ojca dowiedziały się jego dzieci, trudno ocenić inaczej jak szczyt hipokryzji. Starszy syn ministra ma w tej chwili 13 lat i nawet jeśli nie jest aktywnym użytkownikiem platformy X, z całą pewnością wpis ojca do niego dotarł, w całej swojej dosłowności.
Na co liczył i liczy były lider Suwerennej Polski? Na nic innego, tylko lawinę agresywnych komentarzy. Niechby nawet tylko – ostrych. Każdy jest potencjalnie czystym politycznym złotem, każdy będzie się nadawał – jeśli nie dziś, nie jutro, to za trochę – do politycznej monetyzacji.
Dlatego Zbigniewowi Ziobrze trzeba życzyć dużo zdrowia. Bez złych emocji i bez złych intencji. Im były minister sprawiedliwości, były prokurator generalny, spiritus movens Funduszu Sprawiedliwości i działań prowadzących do całkowitej destrukcji praworządności, będzie zdrowszy, im więcej sił witalnych będzie miał, tym paradoksalnie będzie słabszy. Pozbawiony pancerza z najbardziej działającej na społeczną wyobraźnię choroby, postawiony przed komisją śledczą, albo może po prostu – prokuraturą, sądem, Trybunałem Stanu – nie będzie się miał jak schować, by wypuszczać kolejne zatrute strzały.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















