Zbigniew Ziobro z azylem na Węgrzech: droga bez powrotu

Nie dajmy się zwieść gromkim okrzykom i patetycznym wywiadom: to koniec politycznej kariery byłego ministra sprawiedliwości.
Czyta się kilka minut
Zbigniew Ziobro po konferencji prasowej w Warszawie. Październik, 2025 r. // Fot. Marysia Zawada / Reporter
Zbigniew Ziobro po konferencji prasowej w Warszawie. Październik, 2025 r. // Fot. Marysia Zawada / Reporter

Wśród szeregu nie do końca klarownych komunikatów, jakie Zbigniew Ziobro wygłosił w niedawnej rozmowie radiowej z Tomaszem Terlikowskim (nie potrafił odpowiedzieć m.in. na proste pytania, czy posiada dokument potwierdzający nadanie mu azylu na Węgrzech, a jeśli tak, to kiedy został wydany), jedno nie ulegało wątpliwości: były minister sprawiedliwości został wyleczony z ciężkiej choroby nowotworowej. „Z groźniejszym przeciwnikiem wygrałem” – mówił, nawiązując do zarzutów, jakie stawia mu prokuratura w związku z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości, i zaiste: trudno się nie cieszyć, że ze zdrowiem bliźniego już wszystko w porządku.

Koniec kariery Zbigniewa Ziobry

Bardziej złożone emocje wywołuje sama wiadomość o azylu. Jakimikolwiek wzniosłymi frazami wiceprezes PiS próbowałby uzasadnić swoją rejteradę przed oskarżeniem o sprzeniewierzenie dziesiątków milionów złotych i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, oznacza ona koniec jego politycznej kariery. 

Powściągliwe reakcje liderów prawicy na wieść o pozostaniu Ziobry na Węgrzech świadczą zresztą wyraźnie, że dla swojego środowiska jest obciążeniem. 

O tym, że Fundusz Sprawiedliwości zamienił w partyjną skarbonkę, mówili i pisali w zasadzie wprost jeszcze w czasach, gdy byli u władzy: czy to Ryszard Terlecki w jednym z radiowych wywiadów, czy Mateusz Morawiecki w korespondencji wykradzionej ze skrzynki mailowej Michała Dworczyka.

Pal licho jednak kwestie wizerunkowych obciążeń – chodzi o zwyczajną konsekwencję. Zbigniew Ziobro był mocny w gębie, gdy oglądaliśmy go podczas posiedzeń sejmowej komisji śledczej ds. afery Rywina. Był też mocny w konfrontacji z członkami sejmowej komisji śledczej ds. afery Pegasusa. Swoich oponentów z lubością nazywał „miękiszonami” („miękiszon to jest ten, który się poddaje wtedy, kiedy można walczyć” – dopowiadał) albo „fujarami” („Liczę na was. Mam nadzieję, że nie okażecie się takimi fujarami, jak za czasów Trybunału Stanu” – wołał z sejmowej trybuny w reakcji na okrzyki „Będziesz siedział”, nawiązując do nieudanej próby postawienia go przed TS).

Skoro dziś porównuje się do „żołnierzy niezłomnych próbujących stawić czoło okupantowi”, mógłby po prostu niezłomnie stanąć przed wymiarem sprawiedliwości, którego obecna kondycja (to też kwestia konsekwencji...) jest w ogromnej mierze efektem jego ośmioletniego nadzoru.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 04/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ziobro w azylu