Zaślubiony tylko Rosji. Trzy oblicza imperium Putina

Tych kawałków może być więcej. Nie przystają do siebie, nie pasują. A jednak wszystkie składają się na Rosję czasów Putina.
w cyklu ROSYJSKA RULETKA
Czyta się kilka minut
Władimir Putin podczas spotkania z uczniami w miejsowości Kyzył w republice Tuwa. Rosja, 2 września 2024 r. // Fot. Kristina Kormilitsyna / Sputnik / B&EW
Władimir Putin podczas spotkania z uczniami w miejsowości Kyzył w republice Tuwa. Rosja, 2 września 2024 r. // Fot. Kristina Kormilitsyna / Sputnik / B&EW

Na niedawnym spotkaniu z uczniami w dalekiej Republice Tuwa Putin nieoczekiwanie oświadczył, że „mali członkowie” jego rodziny biegle posługują się językiem chińskim. Kogo miał na myśli? Wnuki? A może własne dzieci? Wkrótce potem portal „Dossier” opublikował raport dotyczący dwóch domniemanych synów Putina.

Część pierwsza: tajemnicze życie i dzieci Putina

Mowa o dzieciach ze związku Putina z Aliną Kabajewą – w przeszłości gimnastyczką, medalistką olimpijską, deputowaną Dumy Państwowej, a od kilku lat prezeską zarządu wielkiego holdingu medialnego Nacjonalnaja Media Gruppa. Związku tego Kreml oficjalnie nie potwierdził. Może dlatego, że wiąże się z tym skandal.

W 2008 r. mało znany periodyk „Moskowskij Korriespondient” zamieścił wzmiankę o weselu Putina i Kabajewej w pałacu pod Petersburgiem. Służba prasowa Kremla natychmiast zdementowała wiadomość (Putin był wtedy oficjalnie mężem Ludmiły). Redaktor naczelny pisma wyleciał po tej publikacji na zbity pysk, pismo wkrótce zamknięto. W 2013 r. pojawiły się słuchy o tym, że – wtedy już stanu wolnego po rozwodzie z Ludmiłą – prezydent jednak zawarł związek małżeński z Kabajewą w klasztorze na Wałdaju.

Tej wiadomości służba prasowa Kremla także nie potwierdziła. Niemniej w mediach co rusz pojawiały się domniemania, że w tym związku, którego nie ma, urodziły się jakieś dzieci. Nikt się do dziatek oficjalnie nie przyznaje, ale w rozmowach prywatnych każdy dobrze poinformowany Rosjanin opowiada o tych meandrach życia rodzinnego/pozarodzinnego prezydenta jako utrwalonym pewniku. Sekretarz prasowy Kremla powtarza natomiast, że prezydent Putin jest oddany, wręcz zaślubiony tylko Rosji. Takie to tradycyjne putinowskie wartości.

Putin zamyka swoje życie prywatne w dobrze strzeżonej twierdzy. Publicznie nie wymienia nawet imion swoich córek (które notabene używają w obiegu oficjalnym pseudonimów: Maria Woroncowa i Katerina Tichonowa). Niemniej dociekliwi dziennikarze nie ustają w próbach zajrzenia za kotarę. I mają na tym polu osiągnięcia. Tak na przykład cztery lata temu zespół Projekt Media dotarł do informacji o bliskiej znajomej Putina, Swietłanie Kriwonogich i córce Jelizawiecie, która jest zapewne owocem tej znajomości. Kreml nie skomentował tych rewelacji.

Co wiadomo o dzieciach Putina?

Podobnie jak nie odniósł się do tego, o czym napisali teraz lja Rożdiestwienski i zespół „Dossier”. Przedmiotem ich śledztwa dziennikarskiego stało się życie dwóch małych chłopców. Iwana, urodzonego w 2015 r. w Lugano, i Władimira, urodzonego w 2019 r. w Moskwie. Według ustaleń zespołu, matką chłopców jest Alina Kabajewa, a ojcem Władimir Putin.

Dzieci rzadko widują rodziców, mieszkają w pilnie strzeżonych rezydencjach w otoczeniu agentów służb bezpieczeństwa (szefem ich ochrony jest adiutant Putina, Witalij Kiemienow) i sprawdzonych osób, zatrudnionych w charakterze guwernerów, kucharzy, osobistych trenerów, kierowców (co ciekawe, nauczycieli języka angielskiego pozyskuje się nie z Wielkiej Brytanii czy USA, ale z Republiki Południowej Afryki, która jest przez Kreml postrzegana jako państwo przyjazne).

Synowie Putina są odgrodzeni od świata, ich kontakty z rówieśnikami są ściśle reglamentowane. Jak wynika z raportu, chłopcy są wychowywani w duchu podejrzliwości wobec świata – np. podobnie jak tatko mają własne kubeczki i piją tylko z nich. Dużo uwagi poświęca się sportowi – starszy syn grywa wspólnie z ojcem w hokeja (dlatego przy jednej z rezydencji zbudowano lodowisko), nad rozwojem fizycznym obu latorośli czuwa matka, zatrudniająca osobistych trenerów pływania i gimnastyki. Kim w przyszłości staną się chowani za szczelną zasłoną dziedzice?

Część druga: Rosjanie poza putinowską Rosją

Jednym ze skutków wojny rozpętanej przez Putina przeciwko Ukrainie była emigracja dużej grupy przeciwników wojny. Wedle szacunków, za granicę wyjechało od 700 tys. do miliona osób. Wśród nich artyści i ludzie mediów. Jednym z nich jest Andriej Łoszak, dziennikarz, pracujący w przeszłości w telewizji, popularnym tygodniku „Ogoniok”, a ostatnio realizujący własne projekty, m.in. filmy dokumentalne o współczesności.

W 2022 r., zaraz po inwazji, nakręcił wstrząsający materiał o rozjechaniu się świadomości pokoleń, sile putinowskiej propagandy i niemożności znalezienia drogi porozumienia – jego dokument „Zerwana łączność” (Разрыв связи) opowiada prostą historię, jakich wiele w Rosji. Matka oczadzona propagandą spływającą z telewizora, znajdującego się w centrum jej świata, powtarza jako swoje credo serwowane przez Kreml kłamliwe formułki, usprawiedliwiające zbrodniczą wojnę. Córka, rozumiejąca skomplikowaną sytuację i mechanizmy putinowskiej władzy, próbuje dotrzeć ze swoim przekazem do świadomości matki. Bez powodzenia.

Rosyjski dziennikarz i filmowiec Andriej Łoszak. Moskwa, 31 maja 2019 r. // Fot. Yuri Kadobnov / AFP / East News

Łoszak po ostatnich krwawych rosyjskich atakach na ukraińskie miasta napisał w mediach społecznościowych:

„Zaporoże, Połtawa, Lwów… Zabijają ludzi dziesiątkami. Że to niby taki mocny odwet za obwód kurski. We Lwowie niby celowali w dworzec, a trafili w domy mieszkalne, wśród ofiar jest troje dzieci. W Zaporożu rakieta upadła na prywatny pensjonat, gdzie mieszkała rodzina właścicieli, ośmioletni chłopczyk i jego 38-letnia mama zginęli na miejscu, jej męża i dwunastoletnią córkę wyciągnięto spod gruzów, są w szpitalu, dziewczynka ma 40 procent ciała w oparzeniach i liczne złamania. Co czuje ojciec – trudno sobie wyobrazić. Być może żałuje, że przeżył. Łobuzy (гопники) rozumieją tylko siłę. Dopóki czują słabość przeciwnika – będą go bić i poniżać. Im jesteś słabszy, tym mocniej i częściej będą ci spuszczać manto. Ale jeśli im przywalisz między oczy, zaczną cię szanować, zrobią krok w tył. Jak im przywalisz po raz drugi – zaczną skomleć i prosić o wybaczenie. Kiedy wreszcie na Zachodzie zrozumieją, że tak właśnie myśli i działa putin [pisownia oryginalna – AŁ], kiedy przestaną reglamentować dostawy broni dalekiego zasięgu dla Ukrainy? Niech im ktoś wreszcie włoży do głowy, że dopóki łobuz nie dostanie po ryju, dopóty się nie uspokoi”.

Część trzecia: Rosjanie w Rosji Putina

Oficjalne media, kontrolowane przez Kreml, na co dzień pełne są opowieści o heroicznych czynach szlachetnych żołnierzy Putina niosących wolność mieszkańcom terenów wyzwalanych spod jarzma „ukrobanderowców” i zgniłego Zachodu. Ten przekaz ciągle współgra ze stanem umysłów konsumentów toksycznej strawy i pozwala władzom realizować swoje cele, np. pozyskiwać chętnych do wysyłania na front. 

Na stronie internetowej Radia Swoboda można znaleźć reportaż z głębi Rosji, w którym opowiedziana została historia Iriny Iwanowny, matki żołnierza.

„Irina Iwanowna mówi, że poczuła radość w sercu, gdy dowiedziała się, że syn jedzie na wojnę. A teraz nie może sobie znaleźć miejsca.

– Powiedziałam mu: wiedziałam, że nie jesteś tchórzem. I z jednej strony czułam dumę, ale z drugiej – strach. Powiedzieli mi, że zaginął bez wieści. Nawet nie wiemy, czy żyje, czy zginął – martwi się matka.

Niemniej politykę władz Rosji Irina Iwanowna w pełni popiera:

– Trzeba wreszcie dobić tych banderowców, wszystkich trzeba ich zniszczyć, żeby już więcej nie odrastały ich smocze łby.

– Nawet jeżeli pani syn zapłaci za to życiem?

– A co, lepiej będzie, jak oni tu przyjdą? Mało ich tu było? Po naszym mieście się panoszyli, żenili z rosyjskimi pannami, robili, co chcieli. A potem wyjechali do siebie, na Ukrainę. U nas w Peczorze byli banderowcy, mieli tu swoje gniazdo.

Ale Irina Iwanowna osobiście na oczy żywego banderowca nie widziała. Przeniosła się do Rosji z Mołdawii. W 1937 r. jej dziadek – jeden z wysokich urzędników Mołdawskiej ASRR – został rozstrzelany, babkę zesłano na Syberię. W latach 90. rodzina została zrehabilitowana. Ale Irina jest przekonana, że prześladowania były uzasadnione. 

– Przecież władza radziecka nie mogła tak po prostu bez powodu represjonować całej rodziny, oni na pewno coś przeskrobali”.
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”