Boskość Władimira Putina w świetle najnowszych badań

Z biegiem lat kult Putina rośnie w siłę. Wychwalanie geniuszu władcy należy do rytuałów kremlowskiego dworu. Ostatnio w repertuarze wazeliniarzy pojawiło się nowe określenie: „pomazaniec boży”. Jeszcze chwilka i samego Putina obwołają bogiem.
w cyklu ROSYJSKA RULETKA
Czyta się kilka minut
Prezydent Wladimir Putin w dniu inauguracji kolejnej kadencji swojej prezydentury, Kreml, 7 maja 2024 r. // Pavel Bednyakov / AFP / East News
Prezydent Wladimir Putin w dniu inauguracji kolejnej kadencji swojej prezydentury, Kreml, 7 maja 2024 r. // Pavel Bednyakov / AFP / East News

Na Petersburskim Forum Gospodarczym zostało zaprezentowane drzewo genealogiczne Władimira Putina. Pierwszą osobą wspomnianą w rekonstrukcji jest Nikita (bez nazwiska), chłop z guberni twerskiej, żyjący na początku XVII wieku, gdy datuje się początek dynastii Romanowów. Ze szczególnym pietyzmem podkreślają to rosyjskie media, sugerując, że ów Nikita był „człowiekiem pierwszego z Romanowów”. Kolejne pokolenia Putinów to także chłopi żyjący w tym regionie. Rozrysowanie gałęzi rodowego drzewa zamówił kuzyn Władimira, Aleksandr Putin, autor książki „Ród prezydenta W.W. Putina”. Prac podjęła się firma Christian, specjalizująca się w odtwarzaniu historii rodzin na podstawie zachowanych dokumentów archiwalnych.

Ciekawostką jest to, że na rycinie przedstawiającej ród Putinów nie znalazło się miejsce dla współczesnych krewnych – brakuje wszystkich, którzy urodzili się po 1950 roku. Nie ma zatem np. córek Władimira Władimirowicza. Ale za to obie – i Katerina Tichonowa, i Maria Woroncowa – osobiście wystąpią podczas forum z prezentacją swoich projektów.

Informacje o członkach rodziny Władimira Putina są utajnione – zapewne na polecenie samego prezydenta, który uzasadnia taką ostrożność względami bezpieczeństwa. Zamiast faktów do wiadomości publicznej podawane są legendy, czasem przedstawiane osobiście przez Putina, a potem utrwalane przez usłużne media.

Do tej kategorii można zaliczyć mit o ochrzczeniu niemowlęcia Władimira w roku 1952 w ateistycznym, późnostalinowskim Leningradzie: „Mama mi opowiadała, jak to było – opowiadał Putin. – Chrzcili mnie potajemnie, żeby ojciec się nie dowiedział, był członkiem partii. Nie wiem, czy ta tajemnica była taka poważna, ale tak mi w każdym razie opowiadano, kiedy podrosłem. Batiuszka, który tam służył, zaproponował, aby nazwać jej syna, to znaczy mnie, imieniem Michaił. Powiada: »Dziś dzień Michała Archanioła, a ja mam na imię Michaił«. Mama przeprosiła, i mówi: »Batiuszka, proszę wybaczyć, ale my już daliśmy mu imię po ojcu«. No to on mówi: »Niech będzie«. Taki dobry, spokojny batiuszka”. Jak to w kremlowskich bajkach bywa, całkiem przypadkiem w trakcie rozmowy prezydenta z patriarchą Cyrylem okazało się, że jedynym duchownym o imieniu Michaił w Soborze Przemienienia Pańskiego w Leningradzie w tamtych latach był ojciec patriarchy Michaił Gundiajew (m.in. o tym pisałam też w tekście „Rosyjskie opowieści wigilijne”).

W Twerze badania nad genealogią rodu Putinów trwały od wielu lat. Miejscowi historycy lansowali odkrywczą tezę, że Władimir Putin pochodzi w linii prostej od Rurykowiczów (nie mylić z dynastią Romanowów) – opisałam to niezwykłe zjawisko w „Twerskich korzeniach” na blogu „17 mgnień Rosji”.

Historyk Nikołaj Gajdukow na łamach gazety „Karawan + Ja” dowodził: „Nie można zostać prezydentem tak po prostu. Ponadto Władimir Putin jest związany więzami rodzinnymi z ziemią twerską. W średniowieczu Twer był siedzibą władzy książęcej. Na ziemi twerskiej jest obecna symbolika Rurykowiczów, a to wszystko wchodzi w duchową genealogię Putina. Zresztą mówimy również o genealogii krwi”.

Inny twerski historyk Giennadij Klimow mówi bezpośrednio o „genealogii krwi” (cokolwiek miałoby to znaczyć): „Ród Putina po mieczu pochodzi znad rzeki Szosza, która płynie niedaleko od Tweru. Ród Putinów najprawdopodobniej oddzielił się od rodu książąt Putiatinów. Uproszczone nazwiska nadawano dzieciom narodzonym ze szlachetnego ojca i pochodzącej z prostego ludu matki, tak powstało nazwisko Putin. Władimir Putin jest najpewniej dalekim krewnym wszystkich monarchów Europy. Zresztą królowie nie mają dalekich krewnych. Mogą mieć szlachetnych lub nieszlachetnych. Niemal wszyscy monarchowie Europy to potomkowie twerskiego rycerskiego rodu książęcego. Pod tym względem Putin jest im co najmniej równy. Dlatego łączą go tak ciepłe stosunki z królem Hiszpanii Juanem Carlosem I”.

Twerscy badacze z każdą publikacją nabierali wiatru w żagle i ogłaszali kolejne rewelacje: na przykład taką, że Władimir Putin pochodzi od księcia Michała Jarosławowicza Twerskiego, świętego męża, kanonizowanego przez Cerkiew prawosławną. Dowody? Wystarczy tylko spojrzeć na zdjęcie Putina i portret księcia: kubek w kubek, taka sama łysinka, takie same uduchowione oczy, taki sam rasowy nos (zaiste). Tak na marginesie: żadne wizerunki księcia się nie zachowały, a te, które znamy, zostały „napisane” po śmierci Michała Jarosławowicza, ikony świętych zaś „pisze się”, nie odwzorowując podobieństwa fizycznego, lecz duchowość, świętość.

Rosyjscy historycy obsługujący Kreml najwidoczniej świetnie się czują w gatunku fantastyka historyczna – nie ma takiej bzdury, której by nie przedstawili jako pewnika, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy aktualnego zamówienia politycznego. Putin od lat buduje swój system na wykręcaniu ogonem historycznego kota dla potrzeb bieżącej polityki. Historię pod butem trzyma propaganda.

Ale wróćmy z historycznej wycieczki do czasów obecnych – czasów intensywnego budowania kultu Putina. Wśród rytuałów kremlowskiego dworu ważne miejsce zajmują ceremonie wręczania nagród i odznaczeń. W Związku Sowieckim były nagrody Leninowska i Stalinowska, które przyznawano naukowcom, architektom, inżynierom czy pisarzom za wybitne zasługi dla budowy socjalizmu, Putin natomiast osobom zasłużonym dla budowy putinizmu przyznaje gwiazdy Bohatera Rosji i ordery „Za Zasługi dla Ojczyzny”.

Taki właśnie order I stopnia otrzymała z rąk Putina podczas uroczystości na Kremlu 30 maja trenerka Irina Winer. Winer zasługi ma niepodważalne – trenuje (choć przeciwnicy mówią, że raczej tresuje) zawodniczki w trudnej i pięknej dyscyplinie: gimnastyce artystycznej. Była m.in. trenerką Aliny Kabajewej, mistrzyni olimpijskiej, wielokrotnej mistrzyni Europy i świata (jak powtarzają od lat znawcy prywatnego życia moskiewskiej socjety – Kabajewa to konkubina Putina i matka jego nieślubnych dzieci). Irina Winer jest zaangażowaną putinistką, należy do partii Jedna Rosja, w przeszłości była też mężem zaufania Putina. Znana jest z brutalnych metod treningowych, używa ciętego języka nie tylko wobec swoich wychowanek, ale także na forum międzynarodowym. Za nieetyczne wypowiedzi po przegranej rosyjskiej ekipy na igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2020 r. została czasowo zawieszona przez Międzynarodową Federację Gimnastyki Artystycznej. Gdy okazało się, że w nadchodzących igrzyskach rosyjska kadra nie będzie miała prawa do występu pod flagą państwową, a możliwy jest jedynie start indywidualnych sportowców w statusie neutralnym, Winer w firmowym stylu nazwała potencjalnych olimpijczyków „ekipą kloszardów, pozbawionych flagi, hymnu i kibiców”.

Każdy z nagradzanych podczas kremlowskich ceremonii ma prawo do wygłoszenia kilku słów do zgromadzonych. Winer błysnęła oryginalnością, choć tym razem bez charakterystycznych dla jej języka wyzwisk, wręcz przeciwnie: „Wielki kraj, wielki prezydent. Inaczej być nie mogło. Jest takie powiedzenie »pomazaniec boży«. My wszyscy tu jesteśmy wierzący. I doskonale rozumiemy, że wszystko, co pan osiąga, pochodzi stamtąd (palcem wskazuje w górę). Dokłada pan tytanicznych wysiłków, aby nasz kraj rozkwitał, i on rozkwita” (filmik z tym wystąpieniem można zobaczyć na YouTubie).

Irinie Winer zawtórował Stas Michajłow, wyrobnik estrady, uwielbiany przez niezliczone zastępy spragnionych ciepła rosyjskich niewiast za rzewne piosenki obiecujące prawdziwe uczucie. Michajłow odebrał odznaczenie i tak się wzruszył, że też poniosło go na boskie orbity: „Cała władza pochodzi od Boga. Niech Bóg będzie z panem, niech Bóg będzie z naszym krajem, niech Bóg będzie z nami. A jeśli Bóg z nami, to kto jest przeciwko nam? Jesteśmy z panem, zwycięstwo będzie nasze” (to nagranie również się zachowało na YouTubie). Michajłow być może naoglądał się propagandowych programów telewizyjnych, które w dużej obfitości lansują hasło „Jesteśmy Rosjanami, z nami Bóg” i używają słynnego cytatu z radiowego wystąpienia Wiaczesława Mołotowa z 22 czerwca 1941 roku, zapewniającego o przyszłym zwycięstwie w wojnie z faszyzmem. To częsty chwyt propagandowy: zmiksowanie prawosławia i sowieckiej doktryny.

Od kilkunastu lat działa we wsi Jelnia w obwodzie niżnonowogrodzkim sekta matuszki Fotinii (prawdziwe nazwisko Swietłana Robertowna Frołowa), która uznała Putina za świętego. W swojej pomalowanej na różowo rezydencji trzyma ikony przedstawiające prezydenta, od czasu do czasu ogłasza o cudach: a to ikona płacze, a to Putin wciela się w świętego Włodzimierza albo apostoła Pawła. Fotinia uzdrawia, odprawia egzorcyzmy i inne rytuały (podczas sprawowanych „liturgii” śpiewa się nie tylko psalmy i prawosławne pieśni, ale także piosenkę „Zawsze niech będzie słońce”), wydaje pisemko z opisem objawień i wieszczy. Pobiera za to niewielkie opłaty. Zarówno władze świeckie, jak cerkiewne odnoszą się do działalności Frołowej z przyganą, ale nie ścigają jej za fejki (jak wielu z tych, którzy w mediach społecznościowych piszą czy mówią o zbrodniach popełnianych przez armię rosyjską w Ukrainie). Do inwazji Rosji na Ukrainę matuszka odniosła się z trwogą jako do świadectwa ciemnych czasów, nawet zdegradowała Putina ze stopnia apostoła Pawła do poganina Szawła. Ale wybawienie z tej sytuacji i tak widzi w Putinie, który zostanie carem i uratuje Rosję, wyprowadzi kraj na prostą, ku światłości. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”