Reklama

Zbrodnia w Buczy: jak kłamie rosyjska propaganda

Zbrodnia w Buczy: jak kłamie rosyjska propaganda

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
07.04.2022
Czyta się kilka minut
ROSYJSKA RULETKA | Według Kremla relacje z Buczy mają być ukraińską inscenizacją i prowokacją. Zbrodniarz ostentacyjnie myje ręce krwią ofiar.
Groby dwóch cywilów na podwórku w Buczy. Ukraina, 6 kwietnia 2022 r. / FOT. AP/Associated Press/East News
Ś

Świadectwa niewyobrażalnych zbrodni rosyjskiej armii na cywilach w podkijowskim mieście wstrząsnęły światem. Kreml zareagował kampanią oszczerstw i przeinaczeń, na rynek wewnętrzny i zewnętrzny. Relacje z Buczy mają być ukraińską inscenizacją i prowokacją. Zbrodniarz na oczach świata ostentacyjnie myje ręce krwią ofiar.

Metoda postępowania rosyjskich (sowieckich) władz w obliczu odkrycia zbrodni reżimu jest doskonale znana od czasu zbrodni katyńskiej: zaprzeczanie oczywistym faktom, wskazanie innego winowajcy, uruchomienie machiny propagandowej oraz zastępów zawodowych łgarzy i pożytecznych idiotów w celu potwierdzenia kłamliwej wersji Kremla. Na mniejszą skalę takich operacji było więcej, choćby zacieranie śladów po zestrzeleniu cywilnego koreańskiego samolotu w 1983 r. W ostatnich latach Moskwa zastosowała tę metodę m.in. w 2014 r., gdy nad Donbasem zestrzelono pasażerski samolot Malaysia Airlines: wyparła się autorstwa zbrodni, stworzyła zasłonę dymną w postaci wielu wzajemnie wykluczających się wersji, wobec oczywistych dowodów przedstawionych przez sąd w Hadze milczy lub zaprzecza, ustalonych w toku śledztwa i sądzonych winowajców chroni.

Rozmiary niewyobrażalnych zbrodni w Buczy wyszły na jaw po wycofaniu się stamtąd rosyjskich wojsk, okupujących część obwodu kijowskiego. Kolejne mordy dokonane przez okupantów na ludności cywilnej odkryto również w innych ukraińskich miejscowościach opuszczonych przez rosyjskie wojsko.


CZYTAJ TAKŻE

WOJCIECH KONOŃCZUK: Rosyjscy żołnierze okupowali Buczę przez ponad miesiąc. Zostawili za sobą śmierć >>>


Po ujawnieniu zbrodni w Buczy rosyjska propaganda (najwidoczniej zaskoczona upublicznieniem tych faktów) pospiesznie spreparowała dwie sprzeczne narracje. Najpierw kolportowano wersję ukraińskiej inscenizacji (miały ją uwiarygodnić rzekomo ożywające trupy), potem powtarzano, że to dzieło „ukraińskich nazioli”, którzy zabili swoich po to, aby zrzucić winę na Rosjan. Opowieści wzbogacono spekulacjami o amerykańskiej inspiracji mordów: w programie „Wriemia pokażet” (stacja 1tv) wskazano podobieństwo brzmieniowe określenia, jakiego prezydent USA Joe Biden użył wobec Putina („butcher”, czyli rzeźnik) z nazwą Bucza. Oto prosty związek przyczynowo-skutkowy: od słów do czynów, Bidenowski „butcher” miał przygotować widzów do przyswojenia nazwy „Bucza”. Żadna z tych wersji nie wytrzymuje oczywiście krytyki.

ONZ i prawdziwi zbrodniarze

Ukraina zainicjowała śledztwo w sprawie zabójstw ponad czterystu cywilów w Buczy podczas miesięcznej rosyjskiej okupacji; otworzyła gorącą linię informacyjną dla krewnych ofiar; władze w Kijowie wyrażają współczucie i deklarują pomoc dla rodzin. Rosja wyrazów współczucia nie przekazała. Ale też wszczęła śledztwo. Nie, nie w sprawie wyjaśnienia okoliczności zbrodni. Rosyjski Komitet Śledczy ściga tych, którzy mają śmiałość podważać oficjalną wersję sformułowaną przez władze.

Nie słychać wezwań do przeprowadzenia obiektywnego międzynarodowego śledztwa ani deklaracji rosyjskich władz niesienia pomocy bliskim ofiar. Nie ma też wezwań do ustalenia personaliów sprawców i postawienia ich przed sądem.


ATAK NA UKRAINĘ: CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>


Zaraz po odkryciu masakry Rosja sięgnęła po wypróbowane metody przeciwdziałania oskarżeniom o zbrodnie na forum międzynarodowym. Areną zmagań stała się Organizacja Narodów Zjednoczonych. Rosja starała się przeforsować wniosek o pilne zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ; rosyjska delegacja najwyraźniej otrzymała zadanie z Kremla, aby jak najszybciej przedstawić własną wersję wydarzeń. Wniosek Rosji odrzucono.

Do posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Buczy i innych zbrodni wojennych popełnianych przez Rosjan w Ukrainie jednak doszło. Materiały o tym, co wydarzyło się pod Kijowem, przedstawił prezydent Ukrainy. „Nie ma ani jednej zbrodni, jakiej oni [rosyjscy żołnierze] by nie popełnili: celowo zabijali wszystkich, którzy służyli naszemu krajowi. Zabijali kobiety pod domami za to, że próbowały dzwonić do bliskich, zabijali całe rodziny, (...) gwałcili kobiety na oczach dzieci, dla zabawy miażdżyli ludzi czołgami”.

Świadectwo zrobiło ogromne wrażenie na zgromadzonych. Ale nie na przewodniczącym rosyjskiej delegacji, Wasiliju Niebienzi, który atakował Ukrainę twierdzeniami, że narracja o Buczy to prowokacja mająca na celu dyskredytację i dehumanizację rosyjskich żołnierzy. Co więcej, usprawiedliwiał agresję: „Nie było innego sposobu, aby dać pokój Donbasowi, po tym, jak pan i pańscy podwładni odmówili stosowania się do porozumień mińskich i chcieli już w marcu rozwiązać sprawę Donbasu uderzeniem militarnym. Podczas naszej operacji specjalnej znaleźliśmy wiele tajnych rozkazów potwierdzających ten zamiar”. Rosyjskiej delegacji nie udało się nikogo przekonać.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW I ANALIZ ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Zełenski poruszył niezwykle istotną kwestię dotyczącą kształtu i sposobu działania ONZ. O Rosji, która ma status stałego członka Rady Bezpieczeństwa, powiedział: „Mamy do czynienia z państwem, które zmienia swoje weto w prawo do zabijania. To podważa całą architekturę globalnego bezpieczeństwa”. Zdaniem Zełenskiego, organizacja ma dwa wyjścia: usunięcie Rosji z Rady Bezpieczeństwa lub całkowite rozwiązanie ONZ. Na razie stanęło na tym, że ambasador USA przy ONZ Linda Thomas-Greenfield zapowiedziała przygotowanie wniosku o usunięcie Rosji z Rady Praw Człowieka ONZ.

Kogo chroni tarcza propagandy

Sowieckie, a potem rosyjskie społeczeństwo karmione było mitami o szlachetności armii, która niesie na swych bagnetach tylko pokój i sprawiedliwość, nigdy nie dopuszcza się zbrodni, opiekuje się wyzwalanymi cywilami, czyni dobro. Teraz też propaganda rosyjska kładzie szczególny nacisk na to, że rosyjska armia nie dokonuje ataków na obiekty cywilne i pozostaje czysta jak łza, w przeciwieństwie do „barbarzyńskich nazistów”, którzy nie oszczędzają ludności cywilnej, nawet własnej.


FRANCISZEK I ZBRODNIA W BUCZY. NIE, NIE WSZYSCY JESTEŚMY WINNI. KOMENTARZ PIOTRA SIKORY >>>


Tarcza propagandy chroni rosyjskich obywateli przed cenną wiedzą, jaką zdobywa o rosyjskich wojakach świat zachodni. Telewidzowie w Rosji nie zobaczą koszmarnych świadectw zbrodni swoich synów, braci i mężów. Nie dowiedzą się też o masowych kradzieżach dokonywanych w okupowanych miastach i wsiach Ukrainy. Strona ukraińska zgromadziła i gromadzi nadal świadectwa nie tylko mordów na cywilach, ale także rabowania dóbr materialnych. Wycofani na Białoruś rosyjscy żołdacy skwapliwie pakowali zagrabione rzeczy wywiezione z Ukrainy i nadawali przesyłki do rodzin w Rosji. Trofea wojenne to też odwieczna tradycja tej armii gwałcicieli i zbrodniarzy. Maruderów można dziś obejrzeć w wolnym dostępie na kanale Youtube >>>.

Uralski niezależny dziennikarz, pracujący do wojny w zamkniętych dziś przez cenzurę mediach, Dmitrij Koleziew napisał na FB: „Wielu Rosjan uwierzy w to [co mówi propaganda]. Jak pokazały pierwsze tygodnie wojny, jej zwolennicy po prostu odrzucają informacje, które nie mieszczą się w ich obrazie świata i kontrastują z przekonaniem o bohaterstwie armii rosyjskiej, broniącej Ukraińców przed faszyzmem. Są gotowi uwierzyć nawet w najbardziej nieprawdopodobne wyjaśnienia propagandy. Ale na niektórych te zdjęcia [z Buczy] zapewne podziałają. Ludzie muszą je zobaczyć. Nazwa Bucza zostanie zapisana na kartach historii jako miejsce zbrodni przeciwko ludzkości. Egzekucji na ludziach z rękami związanymi na plecach nie da się niczym usprawiedliwić. (...) Pieczęć Buczy będzie teraz na wszystkich obywatelach Rosji”.

Domniemane córki Putina

Po opublikowaniu świadectw zbrodni w Buczy i innych miejscowościach pod rosyjską okupacją na Zachodzie powróciła dyskusja o konieczności wprowadzenia nowych sankcji przeciwko reżimowi Putina.

Zatrzymam się tylko nad jednym z aspektów nowych sankcji. Wśród objętych nimi osób znalazły się Katerina Tichonowa i Maria Woroncowa. Pod tymi pseudonimami ukrywają się domniemane córki Władimira Putina z małżeństwa z Ludmiłą Putiną. Piszę „domniemane”, gdyż kochający ojciec nigdy publicznie nie przyznał się, że to jego córki. Mówił o nich „kobieta numer jeden”, „kobieta numer dwa”.

Po opublikowaniu nazwisk z amerykańskiej listy w mediach społecznościowych pojawiły się wpisy współpracowników Aleksieja Nawalnego, którzy pracują obecnie za granicą. Wnioskowali oni o rozciągnięcie sankcji również na konkubinę Putina, Alinę Kabajewą. I to nie tylko ze względu na jej domniemane (bo nigdy oficjalnie niepotwierdzone) związki z prezydentem, ale także z uwagi na wysokie stanowisko w świecie rosyjskich mediów: chodzi o stołek prezesa zarządu holdingu Nacjonalnaja Media Gruppa, jednego z największych rosyjskich holdingów medialnych (pisałam o tym na blogu >>>)

Akcja „nawalnistów” odniosła nieoczekiwany skutek: ze strony internetowej holdingu zniknęła podstrona Kabajewej. Próby zwrócenia uwagi na osobę Kabajewej, która najwyraźniej nie chce trafić pod sankcyjną gilotynę, trwają od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W połowie marca prasa europejska pisała, że Kabajewa wraz z czworgiem dzieci (ich ojcostwo przypisuje się Putinowi) mieszka w Szwajcarii. Ciszę zakłóciły nawoływania do podpisania petycji na stronie Change.org w sprawie wydalenia Kabajewej z tego kraju i „połączenia rosyjskiej Evy Braun z jej Führerem”. Do tej pory petycję podpisało 74 tys. osób.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]