Zasada nadziei

Cztery dekady krytycznego badania płynnej nowoczesności wieńczy zaskakująca próba sformułowania programu pozytywnego. Oto Zygmunt Bauman zarządza powrót do źródeł socjalistycznej idei.
Czyta się kilka minut

Socjalizm. Utopia w działaniu" oraz "Żyjąc w czasie pożyczonym" - dwie książki Zygmunta Baumana które się właśnie ukazały - dzieli bez mała czterdzieści lat. Pierwsza z nich powstała w epoce kontrkulturowej ofensywy i nasilającej się zimnej wojny, druga - współcześnie, w czasach walki z terroryzmem i globalnego kryzysu gospodarczego. "Socjalizm..." to przenikliwa analiza patologii sowieckiego systemu, a zarazem rekonstrukcja społecznej utopii, która musi pozostać w sferze marzeń. W "Żyjąc..." rozmowy z Citlali Rovirosa-Madrazo krążą wokół kryzysu sprzed dwóch lat i przynoszą ostrą krytykę systemu kapitalistycznego. W obliczu wyzwań, jakie stawia przed nami "płynna nowoczesność", jedyną szansą na wyjście z globalnego impasu okazuje się... powrót do źródeł socjalistycznej idei!

Nowoczesna ambiwalencja

Bauman analizował "roztapiające moce" globalnych sił bez cienia tęsknoty za epoką silnych państw narodowych. Badał mechanikę społeczeństwa konsumpcyjnego, nie przeciwstawiając mu żadnej wyidealizowanej wspólnoty. Nie był ani wrogiem ponowoczesności, ani jej apologetą. Nie bronił też projektu nowoczesności, którego znakami pozostają fabryka fordowska, Panopticon, Wielki Brat i Auschwitz. Jego prace cechuje niepochwytność: wyraziste analizy krytyczne nie znajdywały zakorzenienia w żadnym programie pozytywnym.

Bez wątpienia jednym z wątków przewodnich jego dzieła jest wspólnotowy aspekt naszego życia. Bauman opisuje rozpad więzi społecznych, powiada, że model wspólnego gospodarstwa ustąpił miejsca modelowi pola kempingowego. Powtarza, że "wspólny interes", integrujący ongiś klasy społeczne, zastąpiło dziś widowisko. Tworzymy efemeryczne "wspólnoty szatniowe"; niczym widzowie trwamy w złudzeniu współuczestnictwa tak długo, jak długo trwa spektakl, po czym rozchodzimy się, każdy w swoją stronę.

Nowoczesne marzenie o racjonalnie zorganizowanym społeczeństwie zawierało w sobie groźbę totalitaryzmu. Kultura "ogrodnicza", nakierowana na stworzenie idealnego ładu, zmieniała całe grupy społeczne w "chwasty". Ubocznym produktem modernizacji była produkcja ludzi-odpadów, postęp gospodarczy generował zaś nędzę. Ponowoczesność zarzuciła praktyki ogrodnicze, postawiła na pluralizm i przekształciła restrykcyjną etykę w relatywistyczną moralność. Nowy globalny ład niósł ze sobą obietnicę zasypania ekonomicznych przepaści. Bauman odkrył jednak, że produkcja ludzi-śmieci to "jedyna gałąź przemysłu, która pozostaje odporna na powracające cyklicznie kryzysy gospodarcze".

Mroczną stroną globalnej wioski pozostał pocięty granicami świat kontroli migracyjnej i zorganizowanej ksenofobii. Nowe linie demarkacyjne pokrywają się z dawnymi podziałami polityczno-ekonomicznymi. Udział w dobrobycie mają jedynie obywatele kosmopolitycznego centrum, podczas gdy mieszkańcy cywilizacyjnych peryferii pozostają skazani na nędzę i egzystencjalną niepewność. Sen o ponowoczesności prysł. Obudziliśmy się w antyutopii, o której nie śniło się naszym Orwellom i Huxleyom.

Po tym odkryciu Bauman zmienił swoje diagnozy. Już w "Globalizacji" uznał postmodernizm za filozofię uprzywilejowanych, wyraz doświadczenia elitarnej kasty "turystów". Ponowoczesność zaś począł opisywać jako późną, "płynną" czy "miękką" odmianę nowoczesności, zachowującą podstawowe parametry epoki maszyn i fabryk, podbojów terytorialnych i totalitaryzmów.

Różnica polega na prywatyzacji obowiązków modernizacyjnych, czyli ich przerzuceniu z instytucji na jednostkę, co ma jednak swoją cenę. Jest nią kruchość więzi międzyludzkich, rozpad rzeczywistej wspólnoty, której miejsce zajmuje wielość wspólnot złudnych i efemerycznych. Bauman przebył drogę od ostrożnej afirmacji po ostrą krytykę płynnych czasów, generujących "płynne lęki". Być może, jak dowodzi Agata Bielik--Robson, w tym miejscu przeobraził się w moralistę. Ale ten moralista raz za razem ujawnia zgoła inne oblicze - marzyciela i utopisty.

Droga na skróty

"Socjalizm..." powstał wkrótce po "brutalnym marcowym przebudzeniu", jak Bauman nazywa wydalenie z uczelni na fali antysemickiej nagonki i przymusową emigrację w 1968 r. Jego analiza sowieckiego modelu komunizmu jest mimo to trzeźwa i wolna od resentymentów. Komunizm, ten "niecierpliwy i porywczy, głuchy na głosy rozwagi młodszy brat socjalizmu", jawi się tu jako droga na skróty, próba przeskoczenia konieczności dziejowych. Marks twierdził wszak, że kapitalizm musi wyczerpać swój potencjał twórczy, aby powstały warunki sprzyjające rewolucji społecznej. Lenin oderwał ideę rewolucji od procesu dojrzewania mas. Według niego masy trzeba zmusić do szczęścia, a uczynić to może garstka "zawodowych rewolucjonistów". Obietnica racjonalnie zaplanowanej szczęśliwości od początku więc zawierała w sobie wyrok śmierci na wolność.

Jednej z przyczyn porażki radzieckiego eksperymentu upatruje Bauman w przesadnym zaabsorbowaniu fundamentem ekonomicznym. Środek, jakim miało być zapewnienie materialnego dostatku, stał się celem. Utopię wspólnotową zastąpiła burżuazyjna w swej istocie utopia industrializmu. Kryteria postępu społecznego zostały wyrugowane przez "kapitalistyczną miarkę", czyli wskaźniki wzrostu gospodarczego. Zamiast prawa do samostanowienia jednostki i wolności słowa ustanowiono - przy użyciu cenzury i terroru - wymuszoną jedność. Wolnościowy projekt został zniweczony przez zbiurokratyzowaną praktykę administracyjną. Zespoleniu klasy panującej towarzyszyła atomizacja społeczeństwa, a relacje bogaci-biedni zreprodukowały się w stosunkach kontrolujący-kontrolowani.

Bauman twierdzi, że komunizm zawierał w sobie szlachetny, utopijny komponent: ideę powszechnej równości. Jeśli poniósł klęskę, to tylko dlatego, że zdradził emancypacyjne ideały swojego starszego, roztropnego brata - socjalizmu.

Utopia i kontrkultura

Socjalizm przyszedł na świat jako utopia. Gdy zanikł przednowoczesny, oparty na prawach natury ład, świat społeczny przesunął się w domenę techne: okazał się tworem sztucznym i podatnym na zmiany. Człowiek uznał się za zdolnego kształtować własny los na przekór ciążeniu tradycji i usankcjonowanego obyczaju. Wtedy pojawiło się myślenie utopijne, rozważające możliwe kształty przyszłej wspólnoty. Jego zwieńczeniem była utopia socjalistyczna - marzenie o wspólnocie, która zapewnia egzystencjalne bezpieczeństwo wszystkim swym członkom, która "żyruje zbiorową polisę ubezpieczeniową" od jednostkowej niedoli i nieprzychylności losu.

Równocześnie socjalizm funkcjonował jako kontrkultura społeczeństwa kapitalistycznego. Powiązania z systemem zapewniały mu niezwykłą żywotność. Wszak to kapitalistyczna rewolucja ukazała, że nierówność nie jest kwestią przeznaczenia, lecz umowy społecznej. Jednak promowana przez nią równość przyjęła postać formalnej kategorii, stosującej się jedynie do homo politicus, pozostawiającej jednostkę na pastwę jej nędzy. Socjalizm sprzeciwił się ograniczaniu postulatu równości do sfery politycznej.

Socjalizm podzielał przywarę wszystkich projektów utopijnych: pozostawał historycznie płodny tak długo, jak długo przebywał w sferze możliwości. Problem zaczął się wówczas, gdy począł aktywnie wpływać na kształt rzeczywistości. Znalazł się wówczas w potrzasku: "pomiędzy samobójczą brawurą z jednej a nie mniej samobójczym kompromisem zawartym z realizmem z drugiej strony". Albo zachowywał swój radykalnie utopijny charakter i wynaturzał się w dyktaturę, albo wkraczał w obręb demokratycznych rozgrywek i wyrzekał się własnego maksymalizmu. Komunizm, który przywłaszczył sobie socjalistyczną etykietkę, firmując nią terror i pańszczyźniane poddaństwo, funkcjonował jako przykład negatywny i przeciwdziałał popularności socjalistycznej utopii w uprzemysłowionym świecie.

Tymczasem zachodni socjalizm (przemianowany na socjaldemokrację) specjalizował się w wypracowywaniu formuł kompromisowych. Idea socjalistyczna chciała się zaadaptować, ale doprowadziło to do jej absorpcji przez system. Poza tym część emancypacyjnych postulatów została zrealizowana. Ten sukces, paradoksalnie, okazał się w pewnej mierze porażką. Wpływ na rzeczywistość osłabił moc wizjonerską i zmusił do stawienia czoła empirycznym analizom. Socjalizm stracił pazury i przestał być sobą.

Powrót do źródeł

W latach, w których powstawał "Socjalizm...", utopia odrodziła się w postaci kontrkulturowej rewolty. Bauman odnosi się jednak do niej z nieufnością. Wizja nierepresyjnego społeczeństwa przyszłości to kolejne wcielenie marzenia o świecie przychylnym i wolnym od lęku. Jego realizacja przybrała jednak postać naiwnych mrzonek. Nie sposób już odróżnić autentycznych pragnień od sztucznych potrzeb, wykreowanych przez rynek. O ile kiedyś produkcja musiała dostosować się do popytu i zaspokoić istniejące potrzeby, dziś stwarza i podsyca pragnienia, nie dopuszczając do ich zaspokojenia. Ruch hipisowski, ta "marginesowa i wtórna próba konsumowania bez produkowania", nie przynosi nadziei na wyrwanie się z błędnego koła.

Ta spisywana na gorąco diagnoza wydaje się dzisiaj nadzwyczaj trafna. Kontestacja tylko wzmocniła system, który przechwycił jej hasła kreatywności, autentyczności i samorealizacji. Ponura refleksja rozwijana w "Socjalizmie..." znajduje swoje przedłużenie w kolejnych książkach Baumana. Okiem zatroskanego sceptyka przygląda się on prywatyzacji utopii, która rezygnuje z ambicji naprawiania świata i zmienia się w receptę na indywidualne szczęście (które oferuje każda reklama). Analizuje globalną "przestrzeń przepływów", w której zamazują się kontury państw narodowych, jedynych instytucji zdolnych wymuszać na gospodarce respektowanie standardów etycznych. Cztery dekady krytycznego badania wieńczy jednak zaskakująca próba sformułowania programu pozytywnego. Autor "Żyjąc w czasie pożyczonym" zarządza powrót do źródeł socjalistycznej idei.

Żyjemy w czasach, kiedy wielki ucisk walk klasowych ustąpił miejsca drobnym mechanizmom represji, ukrytym w codziennej rutynie i zamaskowanym przez zdrowy rozsądek. Dlatego rewolucyjne działania zastąpić musi praca przeobrażania zbiorowej świadomości i mozolny trud reformowania instytucji politycznych. Naczelną misją historycznego socjalizmu było wyzwolenie jednostki. Dziś, gdy wyzwolone jednostki nie mogą odnaleźć się w żadnej trwałej wspólnocie, głównym zadaniem jest "ponowne zakorzenienie wykorzenionych" i "związanie tego, co uległo rozdarciu".

Bauman po raz kolejny podejmuje przewodni wątek swojego pisarstwa: wątek wspólnoty, która nie jest nam dana, lecz zadana, którą należy budować w duchu zbiorowej odpowiedzialności.

A jednak utopia

Kryzys sprzed dwóch lat potwierdził najbardziej pesymistyczne diagnozy. Po raz kolejny głównymi ofiarami stali się najbiedniejsi, zarówno mieszkańcy "trzeciego świata", jak i obywatele "krajów uprzemysłowionych". Po raz kolejny państwo, miast stanąć w obronie ubogich, zaangażowało się w przywracanie ekonomicznej wydolności rynków. Kolektywizacja prywatnego długu, dalsze deregulacje przemysłu i finansów szły w parze z "prywatyzacją losu" zwykłych ludzi, zmuszonych samotnie stawiać czoło nędzy i marginalizacji.

W epoce postkolonialnej Zachód musiał sobie poradzić bez niezmierzonych zasobów naturalnych i ludzkich, które wykorzystywał dzięki eksploatacji i niewolniczej pracy. Kapitalizm począł więc żerować na obywatelach krajów rozwiniętych. Najpierw przekształcił społeczeństwo producentów w społeczeństwo konsumentów, by w następnym kroku przemienić konsumentów w "nową rasę dłużników". Krach kredytowy nie jest więc - według Baumana - żadnym zawałem systemu. To zdarzenie wpisuje się w logikę jego rozwoju: wyczerpanie się kolejnego żyznego pastwiska.

Jak zapobiec żywiołowemu samoodtwarzaniu się i mutowaniu pasożytniczego systemu? Nie jest to zadanie łatwe, tym bardziej że liberalny kapitalizm uchodzi za rozwiązanie optymalne i przez to pozbawione alternatywy. Wytworzona przezeń kultura nastawiona jest na zmianę, ale tylko w domenie techniki i konsumpcji. W dziedzinie idei każdą innowację potępia się jako niebezpieczny radykalizm. Polityka pojmowana jako technika administrowania skutecznie blokuje myślenie utopijne. Tymczasem, powiada Bauman, potrzebne jest prospektywiczne działanie, nakierowane na rzutowany w przyszłość cel, zaś tego celu dostarczyć może nam jedynie utopia.

W języku potocznym słowa "utopia" używa się w celu potępienia jakiegoś projektu jako wytworu fantazji, niemożliwego do uzgodnienia z realiami. Głównym przeciwnikiem utopii pozostaje pragmatyzm, oparty na akceptacji status quo. Bauman nawołuje do przełamania inercji i rutyny, do ćwiczenia wyobraźni utopijnej. Aby nie być gołosłownym, podsuwa nam pewną wizję - tyleż kuszącą, co nierealną.

Zwieńczeniem rozwoju nowoczesnej wspólnoty było utworzenie państwa opiekuńczego. Jego formuła bankrutuje na naszych oczach wraz z zanikiem organizmów narodowych, rozwojem globalnych zależności i ucieczką woli działania w sieć internetową. Jednak utopia, która legła u podstaw welfare state, domaga się podjęcia. Nowoczesność zintegrowała ludzi w narody, teraz musi dokończyć swego dzieła - w większej, ogólnoplanetarnej skali. "Wskrzeszenie najważniejszych idei socjalistycznej aktywnej utopii - pisze Bauman - zasady zbiorowej odpowiedzialności oraz zasady zbiorowego ubezpieczenia na wypadek nieszczęść i wypadków losowych, może okazać się niezbędne, choć tym razem musiałoby się ono dokonać na skalę globalną, mając za swój przedmiot całą ludzkość". Naiwne rojenie, niebezpieczna mrzonka, zabawa w futurologię? Sądzę, że ten naszkicowany grubą kreską projekt - choć niemożliwy do zrealizowania - trafnie wskazuje kierunek działania.

To względnie nowy rys w pisarstwie Zygmunta Baumana. Po raz pierwszy z taką mocą formułuje on tezę o nieodzowności utopijnego myślenia. Zadaniem utopii w naszych "płynnych czasach" jest wskrzeszanie "zasady nadziei" - na przekór dyrektywom rozumu praktycznego i podszeptom zdrowego rozsądku. Jej misja to ożywianie wspólnotowych fantazji, które posiadają moc zmieniania świata.

Zygmunt Bauman "Socjalizm. Utopia w działaniu", przeł. Michał Bogdan, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010.

Zygmunt Bauman "Żyjąc w czasie pożyczonym", przeł. Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2010