Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ruch wahadłowy

Ruch wahadłowy

23.10.2017
Czyta się kilka minut
Tematyczne bogactwo, porządkowane przez precyzyjną strukturę, pozwala uznać Nathana Hilla za godnego następcę Johna Irvinga, Jonathana Franzena, a nawet Charlesa Dickensa (do czego aluzyjnie zachęca sam autor).
R

Rzecz nabierała kształtu przez dwanaście lat. Legenda biograficzna głosi, że dwudziestoletni autor podczas podróży z Nowego Jorku do Queens miał wypadek samochodowy, w którym zniszczeniu uległ komputer z wszystkimi młodzieńczymi opowiadaniami (odrzuconymi przez wydawców). Spowodowało to u pisarza załamanie nerwowe. Pracował podówczas jako wykładowca na prowincjonalnym uniwersytecie, a każdą wolną chwilę spędzał na graniu w „World of Warcraft”. Wszystkie te doświadczenia – zżeranego przez ambicję pisarza, nałogowego gracza i sfrustrowanego pedagoga – postanowił wykorzystać w swojej debiutanckiej powieści. Gdy rękopis spuchł do tysiąca stron chaotycznej narracji, Hill ustrukturyzował go wokół jednej osi fabularnej. Jest nią relacja syna i matki oraz śledztwo dotyczące zagadkowej przeszłości tej ostatniej.

Główny bohater, Samuel Andresen-Anderson, to profesor literaturoznawstwa, który spędza 40 godzin tygodniowo na mordowaniu orków i smoków w wirtualnym świecie Elflandii. W realnym życiu musi stawić czoło studentce, która nie przyjmuje oskarżenia o plagiat i oskarża go o napaść, oraz wydawcy, który żąda zwrotu zaliczki za nienapisaną powieść. Musi też radzić sobie z życiową pustką, jaka otacza go po zniknięciu matki, ukochanej i przyjaciela. Przeszłość powraca, gdy niewidziana od 20 lat matka obrzuca żwirem gubernatora, który jest zarazem kandydatem na prezydenta. Nazywana terrorystką, ekstremistką, hipiską i prostytutką, staje się nagle wrogiem publicznym konserwatywnej Ameryki, ale równocześnie bohaterką liberalnej części społeczeństwa. Samuel rozpoczyna śledztwo, które prowadzi go w stronę rewolty 1968 r. Celem jest rozwiązanie rodzinnych tajemnic, ale stawka tego dochodzenia okazuje się wyższa: idzie o rozliczenie się ze spuścizną kontrkultury, z hasłami i złudzeniami wolnościowego zrywu. Czy porzucenie przez matkę ma związek z radykalizmem tamtych lat? I co pozostało nam ze szczytnych idei, które pół wieku temu miały zmienić oblicze świata?

Hill prowadzi równoległe narracje, pierwsza jest osadzona w 1968, druga w 2011 r. W ten sposób wiąże plany fabularne, a zarazem zestawia dwa wydarzenia: zamieszki i wspólnotowe akcje ery hipisów oraz ruch Occupy Wall Street. Ten kontrast stanowi podstawę wielkiego oskarżenia, wymierzonego tyleż w naiwność niegdysiejszych rewolucjonistów, co w bezsilność ich dzieci i wnuków, skazanych na dyktat globalnego kapitalizmu i pozorność kulturowych pocieszeń. Nakreślony przez Hilla obraz współczesności wygląda ponuro: dominuje w nim samotność, źle maskowana rozpacz, kompulsywna konsumpcja i eskapizm. Modelowym przykładem tego ostatniego są oczywiście gry komputerowe, które budują świat równoległy. Ale pisarz przywraca też nieobecne przez pół wieku poczucie, że działanie może zmieniać rzeczywistość... Cóż z tego, że wirtualną?

Na szczęście Hill ma lekkie pióro i dar humorysty, dzięki czemu jego diatryba przechodzi co chwilę w przezabawną satyrę – na akademię, świat polityki i mediów społecznościowych (wątek fikcyjnej aplikacji, która wybiera za nas losowo jeden z 50 emotikonów), styl życia i mody (pomysł diety plejstoceńskiej). Potrafi też na obyczajowym konkrecie zbudować uniwersalną opowieść. Temu właśnie służy tytułowa metafora. Niksy – stwory wywodzące się z mitologii skandynawskiej – udają dobre duchy, a tak naprawdę sieją zamęt. Ukazują się nam zwykle pod ludzką postacią, najczęściej kogoś bliskiego. Dlatego to, co kochamy najbardziej, może nas zranić najmocniej. Trudno jednak obrócić tę mądrość w dewizę życiową – Hill przedstawia sugestywnie ból rozstań i piekło samotności. Jesteśmy więc skazani na balansowanie pomiędzy skrajnościami: raniącą bliskością i niemożliwą autonomią. Podobny ruch wahadłowy obserwujemy na planie politycznym, pomiędzy radykalizmem i pasywizmem, idealizmem i cynizmem.

Rozmach tej książki przekłada się na objętość. Ma to swoje głębokie uzasadnienie. Nathan Hill dowodzi, że w sfragmentaryzowanym, stwitteryzowanym świecie potrzebujemy opasłych powieści; to swego rodzaju ruch slow mind, który oferuje nam niezbędne ćwiczenia z koncentracji i empatii. Tylko w ten sposób możemy zrozumieć pozornie chaotyczne poruszenia jednostek i zbiorowości. ©

Nathan Hill, NIKSY, przeł. Jerzy Kozłowski, Znak, Kraków 2017

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, redaktor Magazynu Literackiego „Książki w Tygodniku”, prozaik, eseista, poeta.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

A mnie ksiazka sie nie podobala glownie ze wzgledu na postacie. Powiedzmy, ze te glowne jeszcze jakos ujda (syn i matka), ale to co autor zrobil drugoplanowym (studentka i nalogowy gracz) sie bardzo ciezko czyta. Jak skonczylam czytac to ciezko mi bylo ocenic czy mi sie podobalo czy nie, bo nie jest to ksiazka zupelnie pozbawiona walorow. Jednak z uplywem czasu niesmak narastal. Wiec jednak nie, nie podobalo mi sie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]