Reklama

Bauman: projekt i wątpliwości

Bauman: projekt i wątpliwości

08.12.2006
Czyta się kilka minut
W jednym z "Wykładów amerykańskich Italo Calvino zauważał: "W chwilach, kiedy królestwo człowieka wydaje mi się skazane na znoszenie ciężaru, myślę, że powinienem, niczym Perseusz, odlecieć w inną przestrzeń. Nie mówię o ucieczce w sen lub w irracjonalizm. Chcę przez to powiedzieć, że muszę spojrzeć na świat z innego punktu widzenia, przyjąć inną optykę, inną logikę, inne metody poznania i kontroli (przeł. Anna Wasilewska).
fot. KNA-Bild
W

Wyznanie włoskiego prozaika opisuje nie tylko jego własną metodę twórczą, ale również definiuje jeden z naczelnych problemów człowieka zanurzonego w świecie późnej nowoczesności, świecie przesilenia, w którym decydujący głos mają znaki wyczerpania, odchodzenia od niezmiennych do niedawna modeli objaśniania rzeczywistości. Dlatego Calvino rozprawiając o lekkości i starając się ją dowartościować jako alternatywną wobec nieruchomej formy doświadczania świata, odmienną od stabilnej i długotrwałej z założenia formuły egzystencji, obejmuje swoją diagnozą nie tylko przestrzeń literatury, lecz także przestrzeń społeczną. Dlatego także jego rozważania są tak bliskie myśli i niezwykle produktywnej działalności pisarskiej Zygmunta Barmana.

Metafory i nowoczesność

Praktyka intelektualna autora "Płynnej nowoczesności" jest tyleż oparta na podstawie socjologicznej, co prolonguje własne trwanie w świecie literatury. Nie wynika stąd wcale, że Bauman okazuje się myślicielem niekonsekwentnym. Jest dokładnie odwrotnie: za świadomością narracyjnych uwikłań prezentowanej wiedzy, za przeświadczeniem uwikłania w sieć rozmaitych kulturowych przesłon i mediacji kryje się poważna koncepcja rzeczywistości.

Świat istnieje o tyle - powiada Bauman - o ile możemy dla niego wynaleźć odpowiednią nazwę, a rzeczywistość społecznych faktów nigdy nie ujawnia przed badaczem swojej nienaruszalnej istoty. Nie ma więc mowy o przezroczystym języku opisu oglądanego przedmiotu, a działalność humanisty staje się niekończącą się przygodą (trudem) interpretacji obserwowanych faktów. Przy czym rzeczywistość - tak jak widzi ją Bauman - jest zawczasu, przedustawnie złożona, uwikłana w konteksty i zależności, które - niedostępne naszym władzom poznawczym - komplikują obraz świata. Stąd sytuacja, jaką zastajemy, zmusza do wykonywania dwóch gestów jednocześnie.

Po pierwsze, skoro interpretacja przybiera kształt dalekosiężnej praktyki egzystencjalnej, polegającej na bezustannym deszyfrowaniu hieroglifu świata, jakakolwiek diagnoza społeczna staje się niemożliwa. Mówiąc krótko za Nietzschem: albo filozofujemy, albo żyjemy. Po drugie, jeśli odrzucimy przeświadczenie o możliwości dotarcia do źródeł doświadczenia i mechanizmów rządzących społeczeństwem, to pozostaje jedynie (dla Baumana aż) negocjowanie własnego głosu pośród głosów innych tłumaczy rzeczywistości. Jedynym sensownym wyjściem staje się mnożenie języków opisu, pragmatyczna inwencja, służąca zakreślaniu coraz to nowych terytoriów myśli.

W tym miejscu dochodzimy do drugiego fundamentalnego przeświadczenia, które napędza pisarstwo socjologiczne autora "Etyki ponowoczesnej": wypowiedzenie tego samego doświadczenia, refleksji, tezy w innym języku przestaje funkcjonować na prawach "tego samego". Inwencja, zasada nieustannej negocjacji i zaspośredniczania powodują, że czytając książki Baumana poruszamy się w gąszczu metafor, które - choć z zasady mylące - pozwalają dostrzec w konkretnym zjawisku jego wielorakość i wyjątkowość. Jak mawiał Calvino, chodzi o przyjmowanie zmieniających się reguł postrzegania i poznawania za dobrą monetę. Wtedy można uwierzyć, że lekkość pojęć nie dotyczy ich prostodusznego użycia, lecz opisuje konieczność zmiany stanowiska jako reguły interpretacji, czyli życia.

Płynna nowoczesność i wyzwanie etyczne

A jak to wygląda konkretnie? W "Płynnej nowoczesności" autor klarownie wykłada interpretację kluczowych jego zdaniem pojęć: emancypacji, jednostki, czasu i przestrzeni oraz pracy i wspólnoty. Każde z nich bądź pojawia się w późniejszych książkach w odmiennych konfiguracjach, bądź wyraźnie widoczne jest w studiach wcześniejszych. Ale jednocześnie każde z nich ujawnia się w refleksji Baumana jako nierozstrzygalny problem, który zbliża nas do odpowiedzi na pytanie, jak można rozumieć płynną nowoczesność.

Otóż diagnoza Baumana sugeruje nie tylko oczywistą inflację strategicznych dla trwałej, "ciężkiej" nowoczesności terminów, lecz daleko idącą korozję społecznych dążeń, ideałów i struktur. Nowoczesność pojmowana jako projekt opierający się na prymacie racjonalności gwarantującej nadzór nad dążeniami do nieograniczonej modernizacji, rozwojowej potędze indywidualności i marzeniu o jednoczesnym zabezpieczeniu racji bytu wspólnocie, okazuje się niewiarygodna, ponieważ absolutnie nieskuteczna. Atrybuty nowoczesności są dziś tak mocno niepewne także i z tego powodu, że trafiają w nieistniejącą już rzeczywistość stabilnych struktur i wyrafinowanych systemów logicznych i technicznych, dzięki którym można było ujarzmić to, co nowe, odmienne i enigmatyczne.

Świat "płynnej nowoczesności" zmusza do konstruowania lokalnych strategii życiowych i takich samych pojęć, które potwierdzają radykalną historyczność jednostkowego losu. Trudno jednak orzec (sam autor skutecznie się przed tym wzbrania), jaki ładunek krytyczny te nowe pojęcia z sobą niosą, jak możliwe jest uważne przyglądanie się zmianom przestrzeni publicznej, skoro skazani jesteśmy wyłącznie na tymczasowy język i chorobliwie jałową albo neurotyczną obsesję przygodności kondycji ludzkiej.

W takiej optyce podejście krytyczne z miejsca staje się własną karykaturą. Nie można bowiem dociec, przeciwko czemu kierujemy ostrze języka, który miałby stanowić przedłużenie silnej racjonalności. W ten sposób, jak sądzę, Bauman proponując różnorodne wersje przetrwania w świecie "poluzowanej" nowoczesności nadmiernie się asekuruje, wybiórczo traktując własne refleksje, zamiast nadać im rangę krytycznego projektu, który warto podjąć w niesprzyjających warunkach całkowitego rozproszenia rzeczywistości.

Powiada Bauman: "Nadszedł czas roztapiania wzorców zależności i wzajemnych relacji. Są one dzisiaj plastyczne w stopniu nieznanym wcześniejszym pokoleniom i dla nich niewyobrażalnym, ale - jak wszystkie płyny - nie zachowują zbyt długo swego kształtu". Odkształcanie się rzeczywistości warunkuje język jej prezentacji, ale - wypada podkreślić - idzie tutaj o relację z wzajemnością. Skoro strategie życia wpisują się w pojedyncze strategie retoryczne, to ruch języka byłby nie tylko we właściwy sobie sposób zwodniczy, a przez to działający odświeżająco na konsekwencje obranej wersji egzystencji, lecz przede wszystkim wyłącznie negatywny. Taka krytyka społeczna wydaje się zatrzymana w pół kroku - znakomita w ponurej i odkrywczej wiwisekcji schorowanego organizmu świata "płynnej nowoczesności" i nieszczęsnego "społeczeństwa w stanie oblężenia", nieprzekonująca w rozwiązaniach pozytywnych, kiedy autor "Globalizacji" proponuje interpretację pojęcia sprawiedliwości i koncepcję ponowoczesnej etyki.

Cały dramatyzm sytuacji jednostki oraz społeczeństwa ujawnia się, zdaniem Baumana, w związkach łączących ekonomię władzy i politykę pracy. Pierwsza kwestia dotyczy radykalnie pojmowanego (zarówno na planie konkretnym, materialnym, jak i symbolicznym) mechanizmu panowania i zdolności już nie do gromadzenia siły i kapitału, lecz możliwości wykluczania. W świecie płynnej nowoczesności i zmąconych hierarchii nie istnieje bowiem jedno prawo, lecz rozmaite gry sił, determinujące kształt i wymiary sceny, na którą wstępuje jednostka. W tak zarysowanej perspektywie zasada rzeczywistości ujawnia się jako rezultat starcia nieokiełznanej różnorodności fragmentów, nieoswajalnych odstępstw od reguły, czystych potencjalności stanów rzeczy. Prawo przestaje zatem pełnić funkcję autonomiczną czy transcedentalną, lecz objaśnia ludzką lokalność oraz historyczność; wpisuje się nieuchronnie w grę władzy zasadniczo odmiennych dyskursów.

Jak pisze Bauman: "Prawo do dekretowania, rozdzielania i przetasowywania wyjątków jest faktyczną stawką walki o władzę". Ale takie stwierdzenie odbiera nośność językowi etycznemu, który, jak można się spodziewać, miałby stanowić dla filozofa zasadniczą możliwość wyjścia z pułapki, jaką zastawia na jednostkę represja zasady ekonomicznej, rozwijającej się na naszych oczach w "sankcję ostatecznego wykluczenia". Sankcja, która mogłaby ją przewyższać, czyli etyczna, miałaby polegać na ustanawianiu "moralności bez kodeksu", miałaby się opierać na radykalnie zdarzeniowej i indywidualistycznej koncepcji jednostki.

Gdy jednak przyjąć takie założenia, nie sposób wyjść z błędnego koła władzy panowania, która w istocie jest władzą wykluczenia. Język ponowoczesnej etyki wydaje się niewystarczająco silny w konfrontacji z językiem gwałtu, pozornie rozumnego porządku świata i - w konsekwencji - zapowiada więcej, niż spełnia. Taki projekt etyki krytycznej, za pomocą której nieustannie i z założenia możliwe byłoby weryfikowanie i podważanie nienaruszalnych na pierwszy rzut oka stosunków sił ustanawiających rzeczywistość społeczną, jedynie podwaja język tej rzeczywistości, nie proponując nic w zamian.

Najdobitniejszym przykładem tej swoistej mimikry są rozważania poświęcone polityce i etyce pracy. Nie sposób nie zgodzić się ze stwierdzeniami Baumana, kiedy powiada on, że postrzeganie ludzkiej kondycji w kategoriach wymiany pieniężnej doprowadziło do zasadniczej i nieodwracalnej zmiany w jej strukturze. Pieniądz jako stygmat ekonomicznego sposobu egzystencji nie tylko zdeterminował nowoczesność aż do jej schyłkowej fazy, lecz nade wszystko unieważnił znaczenie społecznych więzi i utrwalił konsumpcjonizm jako formułę życia. Nie sposób odmówić mu racji także i wtedy, gdy dobitnie pokazuje nierozstrzygalną sytuację wykluczonych ze społecznego obiegu, istniejących w świecie naznaczonym niemal wyłącznie cierpieniem, które nie może stać się dla nich jakąkolwiek kartą przetargową. Kiedy jednak filozof powiada o otwarciu debaty, której jeden z głównych punktów miałoby stanowić ponowne przyjrzenie się kilku fundamentom "naszego obecnego stylu życia" (np. wzrostowi gospodarczemu, wydajności pracy), nie proponuje - jak sam chce - ani "drastycznego zwrotu", ani rewolucji w konstruowaniu lepszej wspólnoty. Wydaje się, że krytyczny projekt, jaki postuluje Bauman, czeka dopiero na rozwinięcie.

Bez granic

Jak się jednak rzekło, diagnozy Baumana należą zapewne do najlepszych, jakimi dysponujemy, chcąc poradzić sobie z niewygodną wielorakością obecnego świata. Znakomite są analizy dotyczące problemów przestrzeni; bodaj najpełniej mówią one o końcu nowoczesności.

W świecie ponowoczesnym mamy do czynienia z niepowstrzymanym procesem zacierania się granic. Niknie bowiem podział na to, co prywatne i to, co publiczne, na to, co wewnątrz i na to, co na zewnątrz. Wydaje się, że w dzisiejszym świecie nie ma miejsca na jakąkolwiek wiarygodną propozycję wyjścia, opuszczenia niechcianej przestrzeni, ponieważ w każdym miejscu znajdujemy się wewnątrz i niknie możliwość przepracowania sprzeczności ustanawiających jednostkę. Dlatego każda rewolta, transgresja skazuje się dzisiaj na śmieszność albo na dobrowolne milczenie i nieobecność. Z drugiej jednak strony zanik granicy odsłania niebezpieczny mechanizm degradowania języka, prowadzący ku regule przemocy symbolicznej. Skoro nie można znaleźć się na zewnątrz (systemu, społecznych relacji), to wykluczenie w takich warunkach staje się z miejsca absolutne; ten, kto nie znajduje miejsca w dostępnej, homogenicznej przestrzeni społecznej, ginie z pola widzenia i pędzi - jak mówi tytuł jednej z prac Baumana - "życie na przemiał".

Przemoc jest związana ze zjawiskiem zanikania granic także w sensie najściślejszym. Chodzi o kwestię wojen, w słowniku filozofa noszących nazwę "wojen asymetrycznych", które "są skrojone na miarę globalnej przestrzeni, prowadzone na globalnej scenie i wyraźnie porzucają terytorialne ambicje". Nie chodzi bowiem o terytorium, tłumaczy dalej Bauman, "lecz o zasadę terytorialności i jej uchylenie, choć wszystkie strony, rozmyślnie bądź przez przeoczenie, sprzyjają fortyfikowaniu nowej ponadterytorialności kondycji ludzkiej".

Owej niemożliwej do zatrzymania ucieczce z przestrzeni towarzyszy paraliż woli politycznej i degradacja instytucji, za pomocą których usiłujemy zapanować nad rzeczywistością. Bauman, mówiąc o przestrzeni, mówi nie tyle o kwestii braku realności naszego świata, który zostaje poddany procesowi symulacji (jak u Baudrillarda), lecz pokazuje zasadniczą słabość polityczną. Przy czym politykę należy tu utożsamić ze sferą działania jako takiego, wyciskającego piętno na doświadczeniu jednostki, zmieniającego jej relację ze światem.

Problem tkwi jednak w tym, że jakiekolwiek działanie w rzeczywistości zglobalizowanej usuwa grunt spod nóg i nicuje sensowność naszych poczynań. Wszystkie palące kwestie, z jakimi musimy sobie poradzić jednostkowo i we wspólnocie, pozostają nierozstrzygalne z zasady - problemy mają zasięg globalny, my natomiast dysponujemy jedynie narzędziami oraz instytucjami o lokalnej sile sprawczej.

Bezmyślny Narcyz

Interesująco przedstawia się również koncepcja podmiotu, ujmowanego przez Baumana w szerokim projekcie płynnej, lekkiej i nieciągłej nowoczesności. Człowiek ponowoczesny jedynie z pozoru wpisuje się w przedstawioną przez Waltera Benjamina wersję nowoczesnego podmiotu rozrywanego przez wielorakie siły, które nie pozwalają mu nigdy pozostać u siebie, w domostwie własnych przekonań, i nie umożliwiają pełnego uczestnictwa we wspólnocie; w Benjaminowską wizję "roztargnionej percepcji".

Wedle Benjamina bowiem istniała jakaś forma - co prawda myślanej nieortodoksyjnie, niemal na krawędzi szaleństwa - nadziei na nadejście sensu. Tymczasem wedle Baumana jedną z charakterystycznych cech późnej nowoczesności jest właśnie zatracenie możliwości odnalezienia przestrzeni dla jakiejkolwiek wiarygodnej (co znaczy - nienaiwnej) formuły duchowości. Człowiek naszego czasu przypomina bezmyślnego Narcyza, dla którego przeglądanie się w sklepowych witrynach nie może przynieść momentu refleksji, chwili, w której weryfikuje własną tożsamość, ustala pozycję w świecie, ani też momentu kontemplacji, lecz staje się obscenicznym spektaklem przyjemności, pozbawionej celu i zasadniczo destrukcyjnej.

Narcyz ponowoczesny to figura takiej właśnie obscenicznej konsumpcji, w której główną rolę odgrywa bierne obserwowanie tego, co zdarza się wokół i wyrafinowane prześlizgiwanie się wzrokiem po markach towarów, zastępujących prawdziwe rzeczy: "Przyjemności najbardziej nęcą i największą radość sprawiają wtedy, gdy dopiero się zapowiadają eksponatami widniejącymi na wystawach. Oglądanie wystaw to przyjemność najwyższa, a raczej metaprzyjemność: przyjemność bycia w świecie obiecującym przyjemność, nastrojonym na gromadzenie wrażeń".

Jak widać, konsumpcja dotyczy sfery wizerunków, stygmatyzuje każdą rzecz jako element transakcji i łatwego przetwarzania. Nie ma bowiem różnicy pomiędzy sferą dosłownie rozumianych zakupów i zapatrzenia w sklepowe wystawy oraz tępym spojrzeniem w ekran telewizora. Zarówno w jednym, jak i drugim działaniu ludzkie doświadczenie zostaje wpisane w cyrkulację przetworzeń i mediacji. Nie chodzi tylko o to, że nic nie jest dostępne in crudo, lecz o fakt, że obraz świata jako totalnego zapośredniczenia pokazuje nieuchronnie momentalny charakter doznania. Wówczas nie ma różnicy, czy chodzi o kupno kolejnego zupełnie niepotrzebnego gadżetu, czy o kataklizmy i nieszczęścia oglądane w telewizji.

Rzecz w tym, iż w ponowoczesności prymatem pozostaje autoteliczna konsumpcja. Konsumowanie jest samowystarczalne, wchłania pozostałe ludzkie aktywności. W ten oto sposób antropologiczny model, jaki proponuje nam Bauman, pozostaje radykalnie pesymistyczny. Konsumowanie staje się działalnością (predyspozycją? właściwością?) podkreślającą niemożliwy do przezwyciężenia subiektywizm, który skutecznie blokuje możliwość porozumienia z innymi, ale również degraduje intymne, niewypowiadalne doznawanie świata. Ponowoczesny Narcyz nie widzi bowiem w lustrze odbicia własnej twarzy.

Ekstaza i odwlekanie

Świat późnej nowoczesności można również opisać za pomocą dwojako rozumianego czasu. Pierwszy wiąże się z bezrefleksyjną naturą konsumenckiego podmiotu, który raz za razem traci gwarancję własnej niezależności, zatraca się w ekstazie, dającej się pojąć w logice czasu unieszkodliwionego. Mam tu na myśli neurotyczne i bez szans ani nadziei na spełnienie podejmowane próby ustalenia parametrów własnej tożsamości poprzez kolekcjonowanie kolejnych nietrwałych przyjemności.

Jedynym, co może przypomnieć jednostce o charakterze jej kondycji, jest w tej perspektywie paradoksalna - ponieważ wymierzona w przyszłość - niepowetowana strata: żal za tym, co jeszcze nie nadeszło, co nie zjawiło się na rynku, co będzie mogło podtrzymywać celebrację nowości i z pewnością będzie bardziej ekscytujące. Prócz tej mizernej nagrody w postaci ekstazy konsumpcyjnej, przyszłość rozpatrywana pod względem nieograniczonych możliwości rozwoju pozostaje czystą fikcją, pięknym złudzeniem, ale również potwierdza zasadniczą bezradność człowieka, który nie pragnie już wysiłku i czekania na spełnienie w nieodgadnionym czasie. Jedyną możliwością uwiarygodnienia własnej pozycji jest zatem panowanie nad teraźniejszością.

Jak się zdaje, kultura zachodnia dotarła do martwego punktu, w którym losy społeczeństw i jednostek, nie wsparte na jakimkolwiek gruncie metafizycznym, aksjologicznym czy indywidualistycznym, nie stanowią już żadnego memento, lecz sabotują się wzajemnie w rywalizacji o mimowolne odczuwanie przyjemności. Nie oznacza to końca historii (czy też jakiegokolwiek z proklamowanych metaforycznych końców: człowieka, podmiotu, sztuki), lecz zachwianie równowagi pomiędzy opozycjami w łonie pojmowania czasu i historii: ekstatycznej i teleologicznej.

O ile pierwsza wskazywała na upiorną dyktaturę chwili, to historia, która spełnia się w konkretnym celu - zdaniem Baumana - nakazuje uważnie przyjrzeć się procesowi odwlekania. "Odwlekanie - powiada - jest wyrazem aktywnej postawy, jest próbą przejęcia kontroli nad kolejnością zdarzeń i nadania im innego porządku niż ten, który przyjęłyby, gdybyśmy pozostali ulegli i pokorni. Odwlekanie oznacza manipulowanie możliwościami uobecnienia się danej rzeczy poprzez odkładanie, opóźnianie i odraczanie jej obecności, trzymanie jej na dystans lub odsuwanie momentu jej bezpośredniego doświadczenia". Analizy poświęcone sposobom przedstawiania i - tym samym - radzenia sobie z niedogodnościami czasu należą do najbardziej fascynujących stronic dzieł Baumana. Obrona "odwlekania" jako sposobu na refleksję, dystans i krytyczną weryfikację tradycji okazuje się bowiem niezwykle interesującą próbą wyjścia z matni symulakrów, pustych powtórzeń rzeczywistości, do której - jak sądzi autor "Płynnej nowoczesności" - już dawno utraciliśmy dostęp.

  • Zygmunt Bauman, "Płynna nowoczesność", przeł. Tomasz Kunz, Kraków 2006, Wydawnictwo Literackie;
  • Zygmunt Bauman, "Społeczeństwo w stanie oblężenia", przeł. Janusz Margański, Warszawa 2006, wydawnictwo Sic!;
  • Zygmunt Bauman, "Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy", przeł. Stanisław Obirek, Kraków 2006, Wydawnictwo WAM.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]