Różaniec: modlitwa starych babć i dziadków, bezmyślne klepanie zdrowasiek, niemożność utrzymania uwagi przez wszystkie tajemnice... Ta kojarzona z październikiem, pozornie prosta modlitwa jest w gruncie rzeczy trudna. A jednocześnie, jak pisze w tym numerze Artur Sporniak, wciąż bardzo popularna. Rozważanie tajemnic przy odmawianiu zdrowasiek prowadzi albo do klepania tekstu, albo do myślenia o tajemnicy, nie o odmawianym tekście.
Oczywiście, można jakoś to pogodzić. Próbowałem, czasem z powodzeniem, częściej z powodzeniem częściowym, czasem bez powodzenia. Myśl wraca do tajemnic, odpływa od nich, potem znów wraca. Zdrowaśki lecą swoją drogą... Czasem jakieś słowo zatrzyma uwagę, czasem nie... Mniejsza z tym, każdy odmawia różaniec jak umie, albo, po prostu, nie odmawia go wcale.
Jak sowiecki żołnierz uratował mojego ojca
Mam w pamięci i będę miał w pamięci wydarzenie nie moje, lecz mojego ojca. Na początku warto zaznaczyć, że chociaż mój ojciec bardzo wiele lat spędził na wojnie, to w czasach, kiedy polskiego wojska najpierw nie było, a potem było, ale słabe i u boku innych armii. Nigdy nam, swoim dzieciom, o wojennych dziejach nie opowiadał. Poznawaliśmy je dopiero później, po jego śmierci – został rozstrzelany przez Niemców w 1944 r.
Historia, o której myślę, zdarzyła się przed laty, kiedy mój ojciec walczył z Rosją sowiecką i dostał się do niewoli. Rosjanie załadowali jeńców na statek i potem, jak się okazało, wszystkich więźniów zatopili. Z wyjątkiem dwóch. Na statku znalazł się dawny towarzysz ojca. Ściśle biorąc – jego dawny ordynans, wtedy już żołnierz radziecki. Ten człowiek miał widać dobre wspomnienia z dawnej służby. I on, ten dawny ordynans, który musiał wiedzieć, jaki los czeka więźniów, potajemnie wyprowadził ojca i jeszcze jednego więźnia ze statku, ratując im życie.
Wiem – historię tę poznałem po śmierci ojca – że zobowiązał się on wtedy w sumieniu, żeby codziennie odmawiać jeden dziesiątek różańca. Znając styl ojca, jestem absolutnie pewien, że zobowiązania dotrzymał do ostatniego dnia życia.
Modlitwa jako dziedzictwo: jak wspomnienie ojca kształtuje syna
Zastanawiać może kogoś, dlaczego dziesiątek, a nie cały różaniec. Oczywiście nie wiem, ale sądzę, że niezwykła trzeźwość ojca kazała mu zachować umiar. Wiedział, jaki los spotyka postanowienia nad miarę. Dlatego dziesiątek, ale całe życie.
Ta historia jest dla mnie ważna. Miałem niespełna dziesięć lat, kiedy ojca w egzekucji na ulicach Warszawy Niemcy rozstrzelali. Z czasem docierało do mnie, jak mało wiem o ojcu, choć bardzo go kochałem. W końcu kocha się kogoś nie w wyniku wiedzy o jego życiu, ale w odpowiedzi na miłość, której się doznaje. Dlatego historia tamtego ocalenia i tamtego dziesiątka różańca jest dla mnie jak testament. Bez pytania, dlaczego wtedy został ocalony, a później nie... Bez pytania, bo nikt nie da odpowiedzi. Jedno jest pewne – że gdyby wtedy zginął, nas pięciorga by nie było.
Wstąpiłem do zakonu, w którym codzienna cząstka różańca jest przepisana w regule. Przyznam, że tego przepisanego różańca z dziesiątką ślubowaną przez ojca bardzo długo nie kojarzyłem. Dopiero znacznie później... Mniejsza zresztą o świadomość, tamten zapis w pamięci istniał i działał, a teraz, pod koniec życia, działa z nową siłą.
Zagadką pozostaje, co nas tworzy: skąpa opowieść z dziejów ojca wpisała się głębiej niż wiele zdarzeń z mego własnego życia, przeżytych, zapomnianych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















